Wojewoda przegrał z posłem. Pierwszy proces w trybie wyborczym w Małopolsce
Sąd nie przyznał jednak racji politykowi PiS, oddalił jego wniosek, w którym chciał przeprosin, sprostowania i by Sowa zaprzestał rozpowszechniania nieprawdziwych treści. Proces przegrał. Kmita już zapowiedział złożenie apelacji.
Sędzia Beata Kozłowska w uzasadnieniu postanowienia zauważyła, że nie można było tych wypowiedzi oceniać jako wyrwanych z kontekstu, ważny był czas i miejsce konferencji prasowej i fakt, że Sowa mówił do mieszkańców Trzebini. Sąd przyjął, że negatywne wypowiedzi posła co do działań wojewody nie podlegają ocenie prawda- fałsz, bo Sowa wyraził bowiem subiektywną ocenę w tym zakresie.
Sąd stwierdził jeszcze, że osoby publiczne muszą się liczyć z krytyką zwłaszcza w kampanii wyborczej.
Obaj politycy swoje rację przed krakowskim sądem prezentowali kilka godzin. Posłowi towarzyszyło trzech prawników, wojewoda swoje argumenty prezentował samodzielnie.
Tryb wyborczy wymusza rozstrzygnięcie w ciągu 24 godzin. Sędzia Beata Kozłowska wysłuchała argumentów polityków, przesłuchała także dwóch świadków zawnioskowanych przez wojewodę, pracowników urzędu wojewódzkiego.
Nagranie, dwóch świadków i pisma
Zapoznała się także z pismami obu stron sporu i obejrzała nagranie z konferencji prasowej Marka Sowy, który zorganizował ją 20 września br. i podczas której skrytykował działania wojewody w sprawie zapadlisk w Trzebini.
Kmitę uraziło zwłaszcza stwierdzenie posła, że „stchórzył i nie przyjeżdżał do Trzebini” oraz sformułowanie, że „zero pomocy, zero wsparcia - to jest tak naprawdę roczny efekt poczynań ekipy PiS-u i wojewody. W zamian za to mieszkańcy Trzebini otrzymali propozycję ugód, w których mieli się zrzec jakichkolwiek roszczeń w stosunku do Spółki Restrukturyzacji Kopalń”.
Sowa dodał jeszcze, że jego zdaniem wojewoda musi odejść, bo wykazał się „wyjątkową nieudolnością w rozwiązywaniu gigantycznego problemu związanego z bezpieczeństwem życia i zdrowia mieszkańców Trzebini”.
Sowa: To była ocena pracy wojewody
Poseł na rozprawie podkreślał, że jego zdaniem to była opinia i dopuszczalna krytyka. Ocena pracy wojewody, który nie podjął żadnych prac legislacyjnych, by ulżyć ludziom w Trzebini i nie udzielił im wsparcia finansowego.
Kmita domagał się przeprosin za te słowa. Przekonywał, że zrobił wiele w tym zakresie, dobrze oceniał swoje działania. Nie krył, że doprowadził do zdiagnozowania problemu związanego z zapadliskami i zajął się też zmianami legislacyjnymi. Miał też zdjęcia obrazujące swoje wizyty w Trzebini w związku z zapadliskami.
Załączył też dokument, z którego wynikało, że prosił premiera o ponad trzy miliony złotych z budżetu państwa dla gminy Trzebinia.
Już na sądowym korytarzu po wyjściu z sali rozpraw słownie zaiskrzyło między politykami, aż musieli ich uspokajać prawnicy posła.