Hit na miarę Ekstraklasy. Lider zatrzymany przy Kałuży!

Takiego meczu nie powstydziłaby się piłkarska T-Mobile Ekstraklasa. W pierwszoligowym hicie, po bardzo emocjonującym meczu Cracovia pokonała Termalikę 2:1 i zmniejszyła stratę do lidera z Niecieczy do czterech punktów.

Na stadion przy ul. Kałuży wybraliśmy się z nieskrywaną ciekawością. Wszystko wskazuje bowiem na to, że przynamniej jedna z drużyn, które wybiegły dziś na murawę, w przyszłym sezonie zasili szeregi ekstraklasowców. A jeśli mielibyśmy wyciągać wnioski tylko na podstawie ich bezpośredniego starcia, nie mielibyśmy nic przeciwko, by do najwyższej klasy rozgrywkowej awansowały obie.

Zawodnicy trenerów Stawowego i Moskala stworzyli widowisko, po którym kilku ekstraklasowych piłkarzy powinno spalić się ze wstydu. Trzy gole, niezłe tempo, składne akcje i pokaźna dawka emocji - tak bogaty pakiet dodatków otrzymali dziś kibice do każdego zakupionego biletu.

W pierwszej połowie trwał koncert Termaliki. Kazimierz Moskal nastawił swoich graczy wyjątkowo agresywnie. Aktywnym pressingiem odbierali gospodarzom nie tylko piłkę, ale i ochotę do gry. A do tego potrafili błyskawicznie przetransportować futbolówkę w obręb atakowanego pola karnego. Najlepszym tego przykładem był gol Emila Drozdowicza. Trzy podania i przytomny strzał napastnika wystarczyły, by objąć prowadzenie i ustawić sobie spotkanie.

Cracovia była dla nich w tej części wyłącznie tłem z jedną wyrazistą postacią. W grze po raz kolejny utrzymywał ją Krzysztof Pilarz. Tylko przed przerwą wygrał dwa pojedynki z Dariuszem Pawlusińskim, sparował sytuacyjny strzał Michała Nalepy po rzucie rożnym, a przede wszystkim w sobie tylko wiadomy sposób odbił kolejne uderzenie Drozdowicza. - Nie zasłużyliśmy na porażkę, byliśmy co najmniej równorzędnym rywalem. Gdybyśmy w pierwszej połowie zdobyli jeszcze jednego gola, Cracovia już by się nie podniosła - komentował na gorąco Pawlusiński.

Gol jednak nie padł, a Pasy podniosły się jeszcze przed przerwą. Nadzieję na odwrócenie losów spotkania przywrócił strzałem głową Mateusz Żytko, a po zmianie stron gospodarze wyszli na plac gry odmienieni. Nie stwarzali wprawdzie wielu okazji strzeleckich, ale zdominowali Termalikę i zneutralizowali jej atuty w postaci szybkich skrzydłowych. Przy drugim golu spory udział mieli zaś zawdodnicy, którzy wrócili do zespołu po dłuższej przerwie, czyli Bartłomiej Dudzic i Saidi Ntibazonkiza. Strzał tego pierwszego po dośrodkowaniu Burundyjczyka Sebastian Nowak zdołał obronić, ale przy dobitce Bernhardta był już bezradny.

W końcówce ponownie obudzili się goście, ale na Pilarza recepty nie znaleźli. Choć trzeba przyznać, że bramkarzowi Pasów dopisało szczęście, gdy w poprzeczkę trafił Andrzej Rybski. Ofiarna obrona dobitki Horvatha była już jednak tylko jego zasługą. Za co kibice wynagrodzili go zresztą skandując jego nazwisko po końcowym gwizdku.

- Sztuką było przegrać w dzisiejszym spotkaniu, bo zagraliśmy dobre zawody. Możemy żałować niewykorzystanych sytuacji - nie krył rozczarowania Kazimierz Moskal. - Mamy obecnie cztery punkty przewagi nad Cracovią, więc w walce o awans może się jeszcze sporo wydarzyć. Do słów byłego szkoleniowca Wisły dodajmy, że 54 oczka oprócz Cracovii zgromadziła też Flota Świnoujście. A zaledwie o jedno mniej ma Zawisza. Zapowiada to pasjonującą walkę w końcówce sezonu.


Cracovia - Termalica Bruk-Bet Nieciecza 2:1 (1:1)
Żytko 41', Bernhardt 68' - 19' Drozdowicz

Cracovia: Pilarz - Nykiel, Żytko, Kosanović, Struna - Dąbrowski (83' Szeliga), Danielewicz, Budziński - Bernhardt, Dudzic (56' Ntibazonkiza), Boljević (83' Zejdler)

Termalica:
Nowak - Piątek, Nalepa, Czerwiński, Pielorz - Horvath, Lipecki, Ceglarz (67' Kaczmarczyk), Pawlusiński, Jarecki (81' Rybski) - Drozdowicz (74' Sobczak)

Sędziował: Jacek Małyszek
Żółte kartki: Boljević, Dudzic, Bernhardt, Struna, Nykiel - Piątek
Widzów: 7081