Romantyzm z pozytywizmem w najlepszym stylu, czyli piknik charytatywny u Anny i Kazimierza Barczyków

W Zagórzanach już po raz kolejny odbyła się impreza charytatywna. Zgodnie z ideą organizatorów przyniesione przez gości prezenty trafią do placówek opiekuńczych i potrzebujących uczniów z okolic Gdowa.

Tegoroczny piknik zgromadził ponad 300 gości, którzy przyczynili się do gestu dobroci wobec dzieci z okolicznych miejscowości. – Wszystkim dziękuję za udział w pikniku i za te wspaniałe dary dla dzieci. Cieszę się, że było nam dane gościć tak liczne grono przyjaciół – mówił Kazimierz Barczyk, radny Małopolski, a jednocześnie przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski.

Ponad ćwierć wieku tradycji

Idea pikników charytatywnych sięga połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Wydarzenie odbywa się co roku pod koniec lipca, w okolicach imienin Anny, bo to właśnie święto pani domu stało się pretekstem do spotkań nie tylko rodzinnych, ale i towarzyskich.

– Przed laty, gdy byliśmy w Piwnicy pod Baranami, zaprosiłam Piotra Skrzyneckiego na swoje imieniny do Zagórzan, nie mając wielkiej nadziei na przyjazd jego i innych piwniczan. Stało się jednak inaczej – skorzystali z zaproszenia. I tak to się zaczęło. Na początku w jeden dzień świętowałam imieniny z rodziną, na drugi dzień przybywali artyści. Później zapraszaliśmy wszystkich razem – wspomina Anna Barczyk.

Przybory szkolne zamiast kwiatów

Solenizantka na własne życzenie zamiast kwiatów i prezentów przypisanych dla dorosłych otrzymuje szkolne tornistry, zeszyty, kredki, farby, bloki. – Każdy przynosił kwiaty, których nie było już gdzie i w czym ustawiać. Stąd nasz pomysł, by zamienić bukiety na szkolne przybory – mówi Anna Barczyk.

– Z roku na roku przybywało gości oraz prezentów. Tendencja ta się utrzymuje. Dziś jeszcze dokładnie nie wiadomo, ile i jakie prezenty przynieśli goście, bo minie kilka dni zanim to wszystko policzymy i podzielimy, ale jest chyba więcej, niż w minionym roku. Tradycyjnie pokaźną paczkę przysłała Para Prezydencka, marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska i Okręgowa Rada Adwokacka – dodaje Kazimierz Barczyk.

W ubiegłym roku liczby były imponujące, bo goście państwa Barczyków pozostawili w ogrodzie 101 tornistrów, 1420 zeszytów, 743 bloki rysunkowe, 176 kompletów farb, 951 ołówków, 309 kompletów kredek, 169 pudełek farb woskowych, 154 opakowania kleju, 1100 długopisów, 234 zakreślacze, 84 nożyczki, a także papier do drukarek, gry, piłki, stroje gimnastyczne czy maskotki. Bywały też komputery. Wartość prezentów wyniosła ponad dwadzieścia tysięcy złotych.

Również w tym roku, w sobotę 27 lipca, na zaproszenie gospodarzy odpowiedziało prawie 300 gości z Małopolski, Polski i Europy. Tradycyjnie nie zabrakło serdecznie witanego premiera Jerzego Buzka i przedstawicieli jego rządu, wśród gości pojawili się także parlamentarzyści i samorządowcy, przedstawiciele środowiska prawniczego i artystycznego oraz wiele innych osób ważnych dla Krakowa i Małopolski.

Romantyzm i pozytywizm w krakowskim stylu

Przedsięwzięcie przygotowywane jest przez kilka tygodni przez całą rodzinę i przyjaciół. Trzeba nie tylko postarać się o wiktuały, ale zapewnić np. namioty i stoły (te ostatnie chętnie pożyczają druhowie z okolicznych OSP). Logistyka jest domeną kolejnego prawnika w rodzinie, Tomasza Barczyka.

Na imprezę u państwa Barczyków przybyło ponad 300 gości z Małopolski, Polski i Europy. – U państwa Barczyków spotykają się przedstawiciele wielu profesji: prawnicy, samorządowcy, artyści, lekarze, reprezentanci różnych miejscowości i pokoleń – ten fakt podkreślał, zwracając się do gospodarzy, Jerzy Buzek.

– To wyjątkowe, budujące wspólnotę obywatelską spotkanie ludzi z różnych środowisk, którzy chcą dokonać czegoś dobrego. To połączenie romantyzmu z pozytywizmem w najlepszym krakowskim stylu – kwitował były premier.

Nie tylko pierogi

Podczas pikniku charytatywnego jednym z serwowanych smakołyków były domowe pierogi, przygotowane przez córkę Joannę – z jej przyjaciółkami i ich rodzinami – oraz synową państwa Barczyków Agnieszkę. Choć panie prawniczki, wspomagane m.in. przez najmłodszą przedstawicielkę rodu – Bibi – oraz zięcia Konrada (informatyka), przygotowały ich 1100: 700 z borówkami i 400 z grzybami i kapustą, to dla spóźnialskich ich zabrakło.

Oczywiście nie była to jedyna atrakcja kulinarna tego popołudnia. Olbrzymim powodzeniem cieszył się również pasztet przygotowany – jak zwykle – przez solenizantkę, robiona wspólnie z sąsiadem kiełbasa prosto z wędzarni, domowe ogórki, pyszne ciasta, nie wspominając o specjalności pana Kazimierza – wspaniałych nalewkach: aroniówce, orzechówce i pigwówce.