Grzegórzki odetchną dzięki superścieżce?

Mieszkańcy Grzegórzek zostali zaproszeni przez kilku deweloperów oraz miasto do zaprojektowania tzw. superścieżki. Projekt ten jest, jak na standardy Polski, dość nowatorski, a jego autorzy porównują go do High Line w Nowym Jorku. Przesadnie?  I jak skorzystają z tego sami mieszkańcy?

Grzegórzki to obszar poprzemysłowy. Aleja Powstania Warszawskiego z jednej strony otoczona jest wysokimi ekranami akustycznymi, a z drugiej zabudowaniami postindustrialnymi. Jedynie przy rondzie Mogilskim mamy Ogród Botaniczny, czyli odrobinę zieleni.

Problemem jest więc odcinek od ronda Mogilskiego do Grzegórzeckiego. Ma się to zmienić za kilka lat, choć zakończenie pierwszego etapu zapowiadane jest na październik 2016 roku. Zanim jednak dojdzie do realizacji projektu, wcześniej musi on powstać. Tereny, na których planowana jest inwestycja, należą przede wszystkim do prywatnych inwestorów, nieznaczna część należy do gminy, ale również miasto postanowiło się do tego przyłączyć.

O co chodzi?

Pomysł jest dość prosty, choć jeszcze nikt w Polsce na to nie wpadł. Placemaking to tworzenie ciekawych i przyjaznych ludziom miejsc.  – Nie chodzi o salony miejskie, tylko o takie miejsca, które bez spektakularnych zmian, ale za to z pomysłem i zaangażowaniem mieszkańców pozwalają na ich funkcjonalną i estetyczną realizację – mówi Dawid Hajok z Fundacji Aktywnych Obywateli im. J. Dietla.

Symbolem placemakingu jest High Line. To dawna trasa kolejki naziemnej, która działała do lat 70. ubiegłego wieku w Nowym Jorku. Po jej zamknięciu popadła w ruinę. Władze miasta zastanawiały się, co z tym fantem zrobić. Pojawiała się propozycja, by przerobić ciągnącą się przez 22 przecznice estakadę park. Obecnie miejsce to odwiedza 5 milionów turystów rocznie.

Jak miałoby to wyglądać w Krakowie? Koncepcja jest taka, by zmienić al. Powstania Warszawskiego z tranzytowej na taką, w której można się zatrzymać, a nie tylko przejechać rowerem lub przejść pospiesznym krokiem.  – Ważna jest mała architektura, meble miejskie, które zachęcą do zatrzymania się, relaksu – uważa Hajok.

I etap za rok

W prace projektowe mają zostać zaangażowani przede wszystkim mieszkańcy Krakowa. Pomagać im będą światowej sławy architekci oraz urbaniści. Organizatorzy chcą, aby w warsztatach uczestniczyło jak najwięcej osób. – Opiekunami będą tacy specjaliści, jak choćby Jan Gehl - duński autorytet z dziedziny zrównoważonego rozwoju, który doradza 250 miastom na całym świecie, Romuald Loegler – uczestniczący w rozbudowie Berlina w latach 90., czy  dr Piotr Gajewski, profesor Politechniki Krakowskiej – tłumaczy Dawid Hajok. Zadaniem opiekunów będzie przelewaniem na papier idei krakowian oraz tłumaczenie, czy dany projekt jest możliwy do realizacji.

Dawid Hajok twierdzi, że harmonogram jest realny. W maju i czerwcu będą prowadzone warsztaty z mieszkańcami oraz konsultacje z wcześniej wspomnianym Gehlem. Przez cały sierpień nad wybranymi projektami będą debatować specjaliści, a projekt budowlany ma się pojawić 1 grudnia. Pierwsze prace wykonawcze miałyby się rozpocząć w kwietniu 2016 roku.

Całkowity koszt opracowania koncepcji, kampanii medialnej oraz przeprowadzenia warsztatów społecznych, szacowany na 300 tys. złotych, wezmą na siebie prywatni inwestorzy oraz osoby zaangażowane w projekt w ramach społecznego uczestnictwa.

Pomożemy!

To deklaracja najwyższych krakowskich urzędników. – Ten projekt wydaje się bardzo interesujący. Ważne jest, że będą go tworzyć mieszkańcy Krakowa na etapie projektowania. To szalenie istotne i dobrze wróży inwestycji – twierdzi wiceprezydent ds. rozwoju Elżbieta Koterba.

Wiceprezydent podoba się udział inwestorów, właścicieli terenów, na których ma powstać superścieżka. –  Stąd duże szanse, że to powstanie. Aby skutecznie projekt uchwalić, musi być zgoda wszystkich. Jeśli uda się przeprowadzić pomyślnie konsultacje i zrealizować zgodnie z projektem, to będzie olbrzymi sukces. Będę kibicować temu projektowi, aby nie potykał się o trudności administracyjne – deklaruje Koterba. Podobnie twierdzi wiceprezydent Tadeusz Trzmiel: – Mogę obiecać, że miasto w sposób znaczący dołączy się do projektu.

Dobro mieszkańców czy dobry marketing?

Firmy, które biorą udział w projekcie, wykonują dobre ruchy: przede wszystkim dają mieszkańcom możliwość stworzenia czegoś na ich terenie i jednocześnie zrzucają z siebie część odpowiedzialności za zagospodarowanie przestrzeni. Pokazują też, że są partnerami i chcą żyć w zgodzie, czyli zapewniają sobie dobry pijar. Wymierne efekty mogą odczuć również krakowianie z innych rejonów miasta.

– W konsekwencji, może udać się przekonać deweloperów w innych częściach miasta i namówić do takiej przestrzeni. Przypominam, że do pozwoleń na budowę jest zapewniona przestrzeń biologicznie czynna. Może być ona ogrodzona i udostępniana jedynie mieszkańcom osiedla albo otwarta – mówi radny miejski Grzegorz Stawowy. – Być może ten projekt zmieni myślenie i będziemy likwidować zamknięte getta na rzecz otwartej przestrzeni – dodaje.