Wisła Kraków. Angel Rodado, czyli jak jeden z wielu stał się idolem wielu
Kiedy w sierpniu 2022 roku Angel Rodado trafił do Wisły nikt nie przypuszczał, że stanie się jedną z legend klubu, który może się pochwalić wieloma sławami. Dla piłkarzy takich jak on ludzie przychodzą na stadiony, jednak w Krakowie kochają go nie tylko za gole, ale też dlatego, jakim jest człowiekiem. Gdy składa do strzału lewą nogą bramkarze drżą, bo przeważnie jest to soczyste i bardzo celne uderzenie.
Telenowela
Spadek Wisły z ekstraklasy dla wielu był szokiem. Zwłaszcza dla tych, którzy swoje kibicowskie początki z Białą Gwiazdą mieli w czasach chwały na początku XXI wieku, Nieco starsi pamiętali, że klub miał już w swojej historii trudne momenty. Jerzy Brzęczek nie uratował drużyny przez spadkiem, bilans meczów pod jego wodzą był dramatyczny (średnia 0,77 punktu na mecz). Pozostawiono go za sterami, dodatkowo poszerzając jego władzę o kompetencje dyrektora sportowego. Były selekcjoner lepił kadrę z tych, którzy zostali i sprowadzał nowych. Za jego namową na Reymonta trafił Igor Łasicki, choć jedną nogą był już w Widzewie Łódź. Przesądziły dobre relacje ze wspólnej pracy w innym klubie – Wiśle Płock.
Na zapleczu ekstraklasy Biała Gwiazda nie mknęła z powrotem do ekstraklasy. Brzęczek utrzymał się przez 12 meczów. Pięć zwycięstw, pięć porażek i dwa remisy nie plasowały zespołu w czołówce tabeli, a przecież celem był ekspresowy powrót. Trener odszedł po siedmiu miesiącach i nikt z kibiców nie płakał, a wielu wręcz odczuło ulgę. To jednak on sprowadzał do klubu Angela Rodado, który przez trzy lata z zawodnika jednego z wielu stał się liderem i idolem wielu.
Latem 2022 roku wiślacki lud domagał się napastnika, a Brzęczek obiecywał, że go sprowadzi. Było tylko jedno „ale” – nie po to, by tylko zaspokoić fanów, ale takiego, do którego w pełni jest przekonany. Temat wracał jak bumerang na konferencjach prasowych, Brzęczek był hejtowany w mediach społecznościowych, że obiecuje, a niewiele robi. Telenowela z pozyskaniem napastnika trwała długo i przeciągnęła się do 20 sierpnia. Było ponad miesiąc od pierwszego gwizdka sezonu.
Nietypowa prezentacja
Pod Wawel trafił Angel Rodado, uśmiechnięty 25-latek z rozjaśnionymi włosami, który w przeszłości był łączony z Legią Warszawa i Górnikiem Zabrze. Wisła zdecydowała, że zaprezentuje go nietypowo. Skoro kibice czekali tak długo, to potrzymano ich w napięciu jeszcze kilka godzin. Podpisanie trzyletniej umowy z byłym graczem Ibizy ogłoszoo kilka minut przed spotkaniem ze Skrą Częstochowa. Kilkunastotysięczna publiczność zareagowała aplauzem na komunikat spikera i grafikę na telebimach.
Sześć dni później nowy nabytek zaliczył dobry indywidualny debiut. Zespół przegrał w Głogowie, grając przez ponad 70 minut w osłabieniu po czerwonej kartce sprowokowanego Luisa Fernandeza, wówczas największej gwieździe zespołu. Rodado już w 6. minucie otworzył wynik świetną podcinką, w dwóch kolejnych meczach – pucharowym i ligowym – dołożył trzy gole. Miesiąc później Brzęczek odszedł z Wisły. Przesądziła porażka w Chojnicach, a drużynę miał podnieść jego asystent Radosław Sobolewski.
Zablokowany
Dla Rodado zaczął się gorszy okres. Grał, ale miesiącami nie mógł pokonać bramkarza w lidze. Asysty? Jedna. Przełamał się po 183 dniach. Trener Sobolewski zawsze w niego wierzył i bronił. – Zgadzam się, że nie ma liczb, nie strzela bramek, ale na pewno zacznie je strzelać. Kolejną rzeczą, jeśli chodzi o tego piłkarza, jest to, że wykonuje on niesamowitą pracę dla całego zespołu. Jest niesamowicie zaangażowany w grę defensywną. Bardzo pomaga, by już w pierwszej linii odbierać piłki, przesuwać. Bardzo dobrze współpracuje z Luisem Fernandezem, a często to, że Luis strzela bramki jest zasługą Angela. Ja to widzę, ja to zauważam, a zespół również to zauważa. Kwestią czasu jest to, kiedy Angel zacznie trafiać do bramki i również mieć asysty – mówił szkoleniowiec pod koniec lutego 2023.
Po przełamaniu z GKS-em Katowice Rodado nie trafiał w każdym meczu, ale w rundzie wiosennej zdobył jeszcze pięć goli. Wcześniej był w cieniu Fernandeza i właśnie pod jego nieobecność rozegrał jeden z pierwszych wielkich meczów. Jego rodak z powodu kartek nie mógł wystąpić w Bielsku-Białej, w meczu bardzo istotnym dla układu tabeli, i wtedy skradł show zdobywając dwie bramki. Ustalił wynik na 0:3 po solowej akcji, w której mijał rywali jak tyczki i na koniec uderzył nie do obrony. Czy to był jego najlepszy występ dla Białej Gwiazdy? Miał wątpliwości. – Nie jestem do końca zadowolony ze współpracy z zespołem. Miałem wcześniej lepsze występy pod tym względem – przekonywał.
Wyszedł z cienia
Wisła nie awansowała do ekstraklasy, przegrała półfinał baraży z Puszczą. Fernandez nie przedłużył umowy i pokusił się na ofertę Lechii Gdańsk. Po odejściu Fernandeza Rodado wyszedł z cienia i rósł z każdym spotkaniem. W sezonie 2023/2024 Biała Gwiazda znów nieskutecznie walczyła o wydostanie się z I ligi, ale zdobyła Puchar Polski. Rodado został królem strzelców na zapleczu ekstraklasy, notując 22 trafienia, a pięć dołożył w pucharze. Na koncie miał jednego hat-tricka i sześć dubletów. W końcówce sezonu w siedmiu meczach z rzędu strzelił łącznie dziewięć goli.
Angel Rodado dawał drużynie nie tylko gole. Choć jak każdy zawodnik miewał słabsze momenty, imponował pracowitością. Gdy nie mógł grać kapitan Alan Uryga, to właśnie on przejmował opaskę. To było dla niego ważne, dodawało pewności siebie, ale Hiszpan nie potrzebował kawałka materiału, by coraz więcej znaczyć nie tylko na boisku. Bardzo dobrze opisał to niedawno trener Mariusz Jop. – Nie muszę go reklamować, bo on sam się reklamuje na boisku. Odkąd jest w Krakowie potwierdza, że jest świetnym piłkarzem i super człowiekiem, który zawsze dużo robi dla zespołu – powiedział dzień przed tym, gdy okazało się, że Rodado nie tylko nie odejdzie, ale postanowi przedłużyć umowę do 2030 roku.
Ostatnie rozgrywki też zakończyły się nie po myśli wiślaków, jednak Rodado znów był motorem napędowym. Nie tylko świetny piłkarz Napastników rozlicza się z liczb, ale dla trenerów liczą się też inne aspekty: wpływ na atmosferę w szatni, gra zespołowa, a nie pod siebie. Gdy nie mógł wystepować kapitan Alan Uryga, to właśnie Hiszpan przejmował opaskę. To było dla niego ważne, dodawało pewności siebie, ale nie potrzebował kawałka materiału, by coraz więcej znaczyć nie tylko na boisku. W rozpoczynającym się sezonie to on będzie kapitanem, bo Uryga leczy kontuzję. Lepszego kandydata na następcę po prostu nie ma.
Czwarta próba
Rodado zarabia w Wiśle duże pieniądze, ale przedłużeniem umowy do 2030 roku pokazał, że pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. W Krakowie zarabia świetnie, patrząc na to, że Wisła występuje w I lidze, ale w Bułgarii czy Turcji mógł dostawać znacznie więcej. Gdyby odszedł tego lata, żaden kibic krakowskiego klubu nie powiedziałby na niego złego słowa. On zawsze dawał z siebie maksimum, przeżywał wpadki, ekspresowo wracał po nielicznych kontuzjach. Gdy wiosną klub wypuścił kolekcję gadżetów Angela Rodado i zorganizował spotkanie z piłkarzem, ten przez bite kilka godzin składał autografy i ze szczerym uśmiechem pozował do zdjęć. Zostaje, więc jeszcze będą okazje. Być może po awansie do ekstraklasy... Angel podjął właśnie czwartą próbę.