Muzyczna uczta na Młyn Jazz Festival [ZDJĘCIA]
Występem trzech charyzmatycznych artystów zakończył się Młyn Jazz Festival 2019. To dziewiąta edycja festiwalu, na którym publiczność w mimo wszystko kameralnym gronie może posłuchać i zobaczyć największe gwiazdy muzyki jazzowej i nie tylko.
W sobotnie popołudnie osoby odwiedzające Hotel Młyn Jacka rozgrzał półtoragodzinny występ Mario Biondiego. To nie tylko zasługa wokalisty, ale również zgranego zespołu, który na scenie zachwycał swoimi umiejętnościami muzycznymi. Włosi pokazali ogromne serce i profesjonalizm, jednocześnie pracując i bawiąc się tym, co robili.
Matt Dusk to Kanadyjczyk, ale z Polską łączą go bardzo mocne więzy – jego żona pochodzi z Olsztyna. Piosenkarz nagrał singiel z Edytą Górniak i cały album z Margaret. Na scenie Dusk czuje się pewnie i wie, jak okręcić publiczność wokół palca. Z czego wszyscy są zadowoleni. Zresztą, z głosem łudząco podobnym do Franka Sinatry i wrodzonym luzem, to nie problem. Pojawiły się więc hity, którymi stały się, dzięki Sinatrze: I’ve got you under my skin i New York, New York. Nieśmiertelna Copacabana Barry’ego Manillowa poderwała ludzi do tańca. Dusk zażartował, że to jeden z jego najnowszych utworów.
Kilkanaście minut po 22 na scenę weszła Macy Gray. Jej pierwsza dwa albumu wydane kolejno w 1999 i 2001 roku zatrzęsły muzycznym światem. Wokalistkę wspierał magiczny duet. Gray przedstawiła najnowsze dzieła z albumu Ruby wydanego w 2018 roku, ale też sięgnęła po hity, które wyniosły ją do gwiazdozbioru. Piosenkarka wykonała również utwór Nothing Else Matters zespołu Metallica.
Między występami artystów były kilkudziesięciominutowe przerwy, ale czas ten można było wykorzystać w strefie z napojami i foodtrackami. Mimo elitarności samego festiwalu, panowała atmosfera zabawy i luzu, bez niepotrzebnego nadęcia.
Fot. Anita Kucińska