Meleksy znikają z Rynku Głównego

Do tej pory w obrębie Rynku Głównego mogło się poruszać 35 meleksów. Od lipca, pojazdy te znikną z pejzażu Starego Miasta. – Jest to duży problem i uderzenie w branżę – komentuje radny PO, Wojciech Krzysztonek. – Właściciele przyjęli ze spokojem tę decyzję – mówi Dyrektor Wydziału Administracyjnego Urzędu Miasta Krakowa, Tomasz Popiołek.

Przedsiębiorcy działający na Rynku Głównym oraz zwykli mieszkańcy mieli dość niepochlebne zdanie na temat osób poruszających się pojazdami wolnobieżnymi. Chodziło głównie o bezpieczeństwo. Nie bez znaczenia była również estetyka. Dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Stanisław Dziedzic, jakiś czas temu przyznał, że pojazdy te nie pasują do kulturowego charakteru Starego Miasta.

Dlatego urzędnicy negocjowali z meleksiarzami nowe zasady. Okazało się, że jedyną i ostateczną zmianą będzie zamknięcie Rynku Głównego oraz Małego Rynku dla właścicieli meleksów. – Taka decyzja została podyktowana przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. Nasycenie ruchu jest tam obecnie tak duże, że musimy je ograniczyć – argumentuje Tomasz Popiołek, Dyrektor Wydziału Spraw Administracyjnych Urzędu Miasta Krakowa.

Radny Platformy Obywatelskiej, Wojciech Krzysztonek, twierdzi, że nie jest to dobre posunięcie.  – To uderzenie w tych przedsiębiorców. Musimy pamiętać o tym , że ludzie utrzymują rodziny z tej pracy. Nie jestem przekonany do tak radykalnego rozwiązania. Trzeba się nad tym jeszcze zastanowić. Będę rozmawiał z władzami, ponieważ swego czasu meleksiarze zwrócili się do mnie o pomoc – mówi Krzysztonek.

„Urzędnicy poszaleli”

Jeden z właścicieli firmy meleksiarskiej, obecnej na krakowskim rynku od ponad 10 lat, twierdzi, że to szalony pomysł urzędników. I dodaje, że jeśli dorożki mogą wjeżdżać, to jest to nasze „typowe równe traktowanie podmiotów gospodarczych”. Przedsiębiorca dodaje, że ma podpisane umowy z wyprzedzeniem i jeśli nie będzie mógł ich wypełnić, stanie się niewiarygodny.

– Myślę, że ci, którzy płacą podatki w Krakowie, będą musieli się zastanowić, czy warto dalej to robić. Urzędnicy chyba poszaleli. Jeśli dojdzie do tego, że nie będę mógł pracować, będę żebrał pod urzędem, żebym mógł spłacić kredyt czy leasing – mówi, zastrzegając sobie anonimowość.

Nie jest jednak powiedziane, że meleksy na zawsze znikną z Rynku. – Będziemy obserwować, jak zmieni się sytuacja związana z ruchem po zakończeniu remontów ulic przyległych. Zawsze jest możliwość, że w którymś momencie znów udostępnimy płytę przedsiębiorcom – dodaje dyrektor Popiołek.