O torze motocyklowo-samochodowym, który wygrał tegoroczną edycję Budżetu Obywatelskiego, rozmawiamy z projektodawcą, Łukaszem Filipiakiem.
Jakub Drath, LoveKraków.pl: Po ogłoszeniu wyników głosowania wiele osób zadawało pytanie: po co krakowianom taki tor?
Łukasz Filipiak, członek Stowarzyszenia MotoAutostrada: Jest kilka powodów. W Krakowie nie ma miejsca do bezpiecznej nauki jazdy i podnoszenia swoich umiejętności. Jeśli ktoś chce poćwiczyć, ma do dyspozycji tylko parkingi przy supermarketach, z których jest przeganiany przez ochronę, albo drogi publiczne, co jest bardzo kiepskim pomysłem. Po drugie, środowiska motoryzacyjne, np. stunterzy czy drifterzy, nie mają gdzie trenować. Tor byłby miejscem spotkań i imprez o takim charakterze, bo teraz Kraków jest białą plamą na mapie Polski. Myślimy też o krakowskich uczelniach technicznych, które budują prototypy i różne rozwiązania z zakresu motoryzacji, których nie ma gdzie testować.
Nie chce mnie Pan chyba przekonać, że kiedy tor powstanie, znikną wyścigi na ulicach. My nawet z redakcyjnego balkonu na Starowiślnej obserwujemy na co dzień taki tor.
Nie jest tak, że wszystkie negatywne zjawiska znikną. Absolutnie nie. Ale przytoczę anegdotę, którą grupa naszych młodych motocyklistów przywiozła z Lublina. Pojechali tam i chcieli – podobnie jak w Krakowie – zorganizować nocne przejazdy. I koledzy z Lublina, którzy mieli tor, powiedzieli: „nie, u nas tak się nie jeździ”. Jak potrzebowali sobie pojeździć, to raczej tam. Na ulicach jest spokojniej.
A jak to wygląda w Krakowie?
My jednak mamy tradycję czwartkowych spotkań, i wśród kierowców samochodów, i wśród motocyklistów. Przyjęło się, że wtedy się wieczorami jeździ po mieście. Ta kultura nie zmieniłaby się od razu, ale z naszych obserwacji wynika, że tam gdzie są tory, te zjawiska są o wiele mniejsze.
Tor wygrał z bardzo dużą przewagą nad innymi projektami. Pojawiły się zarzuty, że głosowały na niego osoby spoza Krakowa.
Nie, to jest kompletna bzdura. Proszę zauważyć, że w tamtym roku zajęliśmy czwarte miejsce, a w tym roku zanotowaliśmy spadek liczby głosujących na nasz projekt. Na naszym wydarzeniu na Facebooku piętnaście tysięcy użytkowników kliknęło, że wezmą udział i faktycznie były tam osoby spoza Krakowa. Ale głosowało na nas około ośmiu tysięcy osób, z czego około sześciu tysięcy dało nam trzy punkty. Gdybyśmy faktycznie mobilizowali osoby spoza miasta, to frekwencja nie wyniosłaby 7,5%, tylko 30-40%. Jako środowisko potrafiliśmy się w Krakowie po prostu doskonale zmobilizować, uzyskaliśmy także szerokie poparcie wśród wielu znanych osób i instytucji. Ponadto w przeciwieństwie do środowisk rowerowych czy ekologicznych zgłosiliśmy jeden duży projekt, a nie kilka, czy kilkanaście, co pozwoliło nam skumulować poparcie.
Co już wiemy o przyszłym torze? Gdzie powstanie?
W projekcie wpisaliśmy dwie działki w bezpośrednim sąsiedztwie Oczyszczalni Płaszów, na północ od torów kolejowych, między ulicami Danalówka i Kosiarzy. Ten teren jest dobry, bo zabudowania mieszkalne występują tam w minimalnym stopniu, a plan przewiduje lokalizację usług uciążliwych i przemysłu. Wybraliśmy takie miejsce, żeby jak najmniej przeszkadzało i było maksymalnie oddalone od zabudowań. Poza tym tor będzie od nich odgrodzony ekranami akustycznymi. Ale jesteśmy też otwarci na inne propozycje lokalizacji, które wskażą władze miasta.
Czy tor będzie wyglądał tak, jak na wizualizacjach?
To na razie tylko propozycja, projekt będzie przygotowywany już przez miasto. Ono przejęło całe zadanie od A do Z. Od wszystkich pozwoleń, przez projektowanie, budowę aż po wyłonienie operatora.
No właśnie. Jak to będzie funkcjonować od strony organizacyjnej?
Miasto samo wybierze model funkcjonowania. Chcemy rozmawiać z urzędnikami o powstaniu tego obiektu i pomóc, bo mamy doświadczenie, jak to wygląda w innych miejscach. Najczęściej obiekty tego typu są przekazywane operatorowi – stowarzyszeniu, federacji czy firmie. Ten podmiot płaci za dzierżawę obiektu, a miasto nie wydaje na niego pieniędzy, bo całe utrzymanie jest na barkach operatora. Co ważne, we wniosku napisaliśmy, że obiekt ma być maksymalnie ogólnodostępny i ma być non-profit. Nie chcemy, żeby był maszynką do zarabiania pieniędzy, bo wtedy opłata będzie zbyt wysoka. A nam zależy, żeby każdy mieszkaniec mógł przyjechać swoim autem czy motocyklem i przekonać się samemu, jak wielu jeszcze rzeczy nie umie.
Będą tam jacyś instruktorzy, czy każdy radzi sobie sam?
Najcenniejsze byłoby, gdyby były różne możliwości. Pewna grupa użytkowników będzie oczekiwać samego udostępnienia toru, ale na pewno odbywałyby się też różnego rodzaju zajęcia pod okiem instruktorów. Mamy takie wstępne zapowiedzi od naszych kolegów-pasjonatów, którzy chętnie by się tego podjęli.
Kiedy ten tor może być gotowy?
Teoretycznie w regulaminie Budżetu Obywatelskiego jest napisane, że zadania powinny być gotowe do końca 2016. Ale regulamin przewiduje też tryb wieloletni. Na etapie odwołania usłyszeliśmy, że powstanie na pewno nie wcześniej niż w 2017. To wydaje nam się całkiem rozsądne, byłoby to i tak całkiem niezłe tempo prac.