Gródek, płyn Ludwik i siatki anużki. To „Kuchnia od kuchni"
Zaczyna się w mieście. W gwarze targowiska, przy ladzie sklepowej z charakterystyczną kratą, w cieniu półek, które, jak pamiętają starsi, bywały puste. Wystawa „Kuchnia od kuchni” prowadzi widza właśnie tą drogą: od zdobywania jedzenia aż po moment, gdy trafia ono na domowy stół. To nie jest jednak zwykła opowieść o gotowaniu. To historia ludzi, technologii i codziennych rytuałów.
Od zakupów prosto do kuchni
Pierwszy przystanek to handel. Targi, sklepy, domy towarowe i wreszcie super- i hipermarkety – zmieniające się wraz z rytmem XX wieku. Wśród eksponatów znajdziemy niepozorną, lecz wymowną bohaterkę tamtych czasów: siatkę „na wszelki wypadek”, czyli anużkę.
– A nóż coś rzucą i będzie można zdobyć coś do jedzenia – przypomina Krzaczyńska, przywołując realia niedoborów i kolejek.
Za kulisami zakupów kryje się logistyka (często niewidzialna, a kluczowa). – Istotnym aspektem są kwestie zaopatrzenia, czyli to, jak żywność dociera do sklepów, jak jest przechowywana i transportowana – dodaje współkurator Filip Wróblewski.
Opakowania, skrzynie, worki – to one umożliwiły rozwój masowej dystrybucji i świeżość produktów.
Z torbą pełną zakupów wchodzimy do domu. Tu zaczyna się druga część opowieści, o samej kuchni. Jej forma zmieniała się wraz z miastem i stylem życia. Od ciężkich pieców i zadymionych izb po funkcjonalne, niemal laboratoryjne przestrzenie. – Chodziło o to, żeby zminimalizować liczbę kroków i wysiłek podczas gotowania – wyjaśnia Wróblewski.
Serce (każdego) domu
W tej historii technologia gra pierwsze skrzypce. Pojawienie się stalowych płyt, kuchni gazowych i elektrycznych czy dostęp do bieżącej wody całkowicie odmieniły codzienność. Kuchnia przestała być tylko miejscem pracy, stała się sercem domu.
To właśnie ten aspekt podkreśla dyrektor muzeum, Piotr Gój w rozmowie z LoveKraków.pl. – W pewnym momencie kuchnia stała się centrum domu. Ale tylko dlatego, że mogła być już bezdymna, a przygotowanie posiłków zajmowało mniej czasu – mówi.
I dodaje: – Osoba gotująca mogła rozmawiać, być częścią życia rodzinnego. Kuchnia zawsze przyciąga.
Wystawa pokazuje też mniej oczywiste oblicza kulinarnej historii: sposoby konserwowania żywności. Wekowanie, kiszenie, wędzenie czy rozwój przemysłowych metod jak puszkowanie i liofilizacja. Można dowiedzieć się, jak wyglądała walka z czasem i psuciem się produktów.
Nie brakuje również przedmiotów, które budzą natychmiastowe skojarzenia. Ciężkie metalowe roboty kuchenne z lat 50., kolorowe miksery z PRL-u czy drobne narzędzia, które przez dekady pomagały w przygotowywaniu posiłków.
– Poświęcamy uwagę mierzeniu i ważeniu, ale też temu, co było przekazywane w rodzinie – ‘na oko’, ‘szczypta’, ‘dwie szczypty’ – uśmiecha się Krzaczyńska.
Osobny rozdział to czystość i higiena: od piasku i popiołu po detergenty i systemy odprowadzania odpadów. Nawet kosz na śmieci staje się tu świadkiem historii – jednym z eksponatów jest model zaprojektowany w 1925 roku dla krakowskiego systemu.
Garnek z podwójnym dnem
Wśród setek przedmiotów każdy może znaleźć coś własnego. Dla dyrektora to garnek do mleka z podwójnym dnem. – Zanim mleko wykipiało, gwizdał jak czajnik. To było coś rewelacyjnego – wspomina z uśmiechem.
Bo „Kuchnia od kuchni” to przede wszystkim wystawa o pamięci. O tym, jak przedmioty przechowują historie i jak łatwo je odzyskać, gdy tylko damy im głos.
Wystawa „Kuchnia od kuchni” prezentuje ok. 300 obiektów i została podzielona na sześć części, ukazujących cały proces przemian kulinarnych w XX wieku. Dostępna dla zwiedzających już od piątku, 27 marca, w przestrzeni Muzeum Inżynierii i Techniki.