Sprej na Grodzkiej i Krakowskiej. Zniszczone świeżo odnowione zabytki

Ktoś w jeden weekend pomazał sprejem elewacje klasztoru Klarysek, dawnego Arsenału Królewskiego i kilku kamienic na trasie od Grodzkiej po Kazimierz. SKOZK mówi wprost: to był bardzo smutny weekend dla krakowskich zabytków.

Wandale na trasie od Grodzkiej po Kazimierz

Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa opisuje ostatni weekend jako „bardzo smutny” dla zabytkowej tkanki miasta. Ktoś z puszką spreju przeszedł się głównymi ulicami – Grodzką, Stradomską i Krakowską – zostawiając po sobie ślady na świeżo odnowionych elewacjach.

Na liście uszkodzonych obiektów są m.in. niedawno wyremontowana z udziałem środków SKOZK elewacja klasztoru Klarysek, elewacja dawnego Arsenału Królewskiego oraz fasady kamienic przy Grodzkiej 42, św. Gertrudy 25, Stradomskiej 5a, 13 i 19, Meiselsa 10, Krakowskiej 29 i 31. 

Sprejem zniszczono też modernistyczną bramę przy Krakowskiej 21, którą w zeszłym roku odnowiono z pomocą SKOZK, oraz witrynę sklepową w świeżo wyremontowanej kamienicy przy Grodzkiej 62.

Na tym się nie skończyło – napisami cierpliwie „obdarowano” także przystanek MPK przy placu Wolnica, namiot Krakowskiego Biura Festiwalowego i samochód jednego z mieszkańców Kazimierza.

Zniszczone krakowskie zabytki
Zniszczone krakowskie zabytki
SKOZK

Miesiące pracy zniszczone w minutę

SKOZK przypomina, że uszkodzenie elewacji budynku wpisanego do rejestru zabytków to przestępstwo. Jednocześnie w komunikacie pojawia się gorzkie stwierdzenie, że szanse na pociągnięcie sprawcy do realnych konsekwencji są niewielkie. „Tu już nawet nie chodzi o pieniądze” – podkreślają autorzy.

Komitet zwraca uwagę na skalę pracy, jaka stoi za każdym z tych odnowień. W przypadku elewacji klasztoru Klarysek nie było mowy o „wzięciu wałka i pomalowaniu ściany”, tylko o tygodniach robót na rusztowaniach, przy zabytkowej substancji. Podobnie było z przedwojenną, metalową bramą przy Krakowskiej 21: trzeba ją było wymontować, rozebrać na części, usunąć korozję, uzupełnić brakujące elementy, wyklepać wgniecenia, nałożyć podkłady, pomalować, złożyć i zamontować na nowo.

„W ciągu minuty albo dwóch cały efekt pracy poszedł w przysłowiowy piach” – czytamy w informacji. SKOZK pisze wprost, że grafficiarzowi zapewne dopisuje teraz doskonałe samopoczucie, a „my jako zbiorowość zostajemy z problemem”.