Walka o wyłączony mikrofon. Emocje na sali obrad

Jak zapowiedzieli, tak zrobili: radni KO i Nowej Lewicy nie przyszli na nadzwyczajną sesję Rady Miasta Krakowa.

Miała być ona poświęcona planowi ogólnemu, strategii miasta, przedłużającej się budowie tramwaju do Mistrzejowic oraz kwestiom związanym z planowanym torem motocyklowo-samochodowym.

Punktualnie o godz. 18:00 przewodniczący Jakub Kosek rozpoczął posiedzenie standardowo – od sprawdzenia listy obecności. Zgodnie z zapowiedzią sprzed sesji na sali nie pojawili się radni Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy. Przyszli natomiast m.in. przedstawiciele Klastra Rybitwy, poseł PiS Łukasz Kmita oraz przewodniczący komitetu referendalnego Jan Hoffman.

Licznik zatrzymał się na 18 osobach. Dwadzieścia minut później, przy drugim sprawdzeniu, liczba ta wzrosła o trzy osoby. Posiedzenie jednak się nie rozpoczęło z uwagi na brak kworum.

Mównicę przejęła opozycja

– To, co robi KO, to skandal. Zwołaliśmy tę sesję w sprawach merytorycznych i dokumentów, które prezydent Miszalski ukrywał. Radni KO pokazali jedno: zlekceważyli nie nas, a mieszkańców Krakowa. Jest mi z tego powodu bardzo przykro – powiedział radny Michał Drewnicki (PiS) do wyłączonego mikrofonu.

Opozycja zamiast obrad zaproponowała spotkanie z mieszkańcami. Po przepychance słownej z sekretarzem miasta, który przekonywał, że sala obrad nie była przewidziana do takiej formy spotkania, włączono nagłośnienie. Antoni Fryczek nalegał jednak na spotkanie z przewodniczącymi klubów, aby omówić szczegóły.

Obecni na sali mieszkańcy gwałtownie reagowali na to, co dzieje się na sali obrad: od buczenia po gwizdy i pokrzykiwania o "podejściu" do sekretarza miasta.

W tym czasie Jan Hoffman – radny dzielnicowy i jednocześnie twarz krakowskiego referendum – uchwycił symboliczny obrazek: jednego z pracowników wynoszącego sztandar z herbem krakowskiej Rady Miasta.

Spotkanie się rozpoczęło, prowadzi je obecnie wiceprzewodniczący RMK Łukasz Maślona z klubu Kraków dla Mieszkańców.

Kontrowersje wokół planu ogólnego i Rybitw

Głos zabrali zgromadzeni na sali radni opozycji oraz zaproszeni goście. Radny Włodzimierz Pietrus (PiS) wyliczał kluczowe zagrożenia i kontrowersyjne punkty w miejskich dokumentach, które – jego zdaniem – koalicja rządząca próbuje ukryć przed krakowianami.

– Wszystkie wielkopowierzchniowe hipermarkety mają zostać przekształcone w zabudowę wielorodzinną. Kolejnym niezwykle trudnym tematem jest kwestia zagospodarowania Rybitw oraz problem „zaśmiecania” Nowej Huty firmami zajmującymi się gospodarką odpadami. Szykują się także dwie lokalizacje dla instalacji atomowych: na terenie dawnego kombinatu oraz w Elektrociepłowni Łęg – wyliczał Pietrus. 

– Spodziewamy się, że teraz czeka nas nagła „wrzutka” tych dokumentów i dostaniemy bardzo mało czasu na podjęcie decyzji – ostrzegał radny PiS.

W podobnie ostrym tonie wypowiedział się Łukasz Gibała, lider klubu Kraków dla Mieszkańców, który sytuację z brakiem kworum nazwał wydarzeniem bezprecedensowym.

– Nadzwyczajna sesja została zwołana po to, aby opozycja i mieszkańcy mogli dowiedzieć się czegoś o sprawach fundamentalnych dla Krakowa. To, co się stało, to jawny brak szacunku i łamanie fundamentów demokracji. Dzisiaj Platforma Obywatelska i Nowa Lewica pokazały pełnię arogancji i to, gdzie tak naprawdę mają mieszkańców. Dla mnie to ostateczny argument za tym, że nadchodzące referendum jest słuszne, a ta władza wymaga wymiany – komentował Gibała.

Odnosząc się do polityki przestrzennej, Gibała dodał: – Kraków jest miastem, w którym tworzenie planu ogólnego idzie najwolniej w Polsce. Wnioski mieszkańców są lekceważone na korzyść deweloperów. 

„Skoro plan jest dobry, powinien wisieć na każdym słupie”

Organizatorzy krakowskiego referendum również nie szczędzili krytyki pod adresem nieobecnych radnych oraz prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Jan Hoffman, przewodniczący komitetu referendalnego i radny dzielnicowy, zwrócił uwagę na zachowanie magistratu.

– Wykorzystano tu sekretarza miasta jako żywą tarczę, podczas gdy do tablicy powinni wyjść politycy. To prezydent powinien osobiście wyjaśnić sytuację wokół planu ogólnego. Mieszkańcy mają pełne prawo wiedzieć, jaką przyszłość planuje dla miasta Aleksander Miszalski. Czy będą mieć zielone otoczenie, czy też władza poszła na rękę deweloperom? Powinniśmy to wiedzieć, zanim zdecydujemy w referendum o przyszłości prezydenta – argumentował Hoffman.

Odniósł się także do tłumaczeń prezydenta, który stwierdził, że nie chce, by plan ogólny był wykorzystywany do celów politycznych.

 – Skoro ten dokument jest przygotowany rzetelnie i z myślą o ludziach, to powinien być powodem do dumy. Powinien wisieć na każdym miejskim słupie i reklamować Miszalskiego. Skoro tak się nie stało, to jest jasne, że w tym planie znajduje się coś, czego prezydent po prostu się boi.

Przedsiębiorcy z Rybitw tracą cierpliwość

Głos w dyskusji zabrali również przedstawiciele Klastra Rybitwy, którzy nie kryli frustracji dotychczasowym dialogiem z miastem

Żalili się, że choć odbyło się już kilkadziesiąt spotkań z urzędnikami, to nie przyniosły one żadnych konkretów. W ich ocenie kierunek, w jakim zmierza Kraków, jest uderzeniem w lokalny biznes. Przedsiębiorcy uważają, że są systematycznie rugowani – najpierw z centrum miasta, a teraz z Rybitw, a jedyną stroną, która ma realny wpływ na decyzje magistratu, jest lobby deweloperskie.

Do słów o „śmieciowym” charakterze niektórych biznesów, wypowiedzianych wcześniej przez radnego Pietrusa, ostro odniósł się Mieczysław Jakubowski, prezes firmy Miki.

– Nie podoba mi się stwierdzenie pana radnego, że firmy „śmieciarskie” mają być eksmitowane na teren Huty. My nie śmiecimy, my sprzątamy, przetwarzamy i sortujemy odpady. Fałszem jest również twierdzenie, że generujemy smród – punktował Jakubowski.

Przedsiębiorca podkreślił, że ewentualne przenosiny bazy byłyby dla firm operacją niezwykle bolesną i kosztowną.

 – W nasz zakład na Rybitwach, wraz z zakupem gruntów, zainwestowaliśmy potężne pieniądze, idące w setki milionów złotych. Relokacja nie jest ani łatwa, ani tania, ponieważ nasze maszyny mają charakter stacjonarny. Dodatkowo zatrudniamy ludzi z najbliższego sąsiedztwa. Co mamy im powiedzieć? Że teraz mają dojeżdżać do pracy 10 kilometrów dalej? – pytał retorycznie.

Opóźniony tramwaj do Mistrzejowic

Omawiany był również punkt dotyczący opóźnień przy budowie linii tramwajowej do Mistrzejowic. Jak przypomniał radny Michał Drewnicki (PiS), już w te wakacje krakowianie mieli podróżować nowym torowiskiem

Radny zakpił z deklaracji prezydenta Aleksandra Miszalskiego, który zapowiadał przyspieszenie inwestycji – w efekcie bowiem nawet ten przedłużony termin nie zostanie dotrzymany i wciąż nie wiadomo, kiedy tramwaj ostatecznie wyjedzie na tory.

Stąd też opozycja przygotowała rezolucję skierowaną do prezydenta. Znalazły się w niej pytania i wnioski dotyczące m.in. lepszego nadzoru nad inwestycją oraz tego, czy na wykonawcę zostaną naliczone kary umowne za powstałe opóźnienia.