- Nadal mamy długi, spłacamy je i w miarę możliwości płacimy bieżące zobowiązania - mówi Jacek Bendarz o aktualnej sytuacji finansowej Wisły Kraków. Zaznacza też, że za niespełna rok jedynymi kłopotami Białej Gwiazdy, będą kłopoty bogactwa.
Bednarz wśród kibiców nie ma najwyższych notowań. Duża część z nich obarcza go winą za kiepskie wyniki sportowe i bałagan organizacyjny klubu. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że z zadania powierzonego mu przez Bogusława Cupiała, czyli wyciągnięcia Wisły z kryzysu, wywiązuje się solidnie.
- Sterta faktur do zapłacenia zalegających na biurku uległa zmniejszeniu. To oznacza, że nie ze wszystkim sobie poradziliśmy. Myślę, że potrwa to około 12 miesięcy - mówi prezes w rozmowie z "Faktem". - W lipcu przyszłego roku będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy w stanie sami zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, by mieć na inwestycje - dodaje.
Według niego, do wyjścia na prostą przyczyni się przeprowadzka do bazy treningowej w Myślenicach i zmiana umowy wynajmu stadionu przy Reymonta 22. - Mam nadzieję, że do końca roku porozumiemy się z miastem i będziemy się tu czuć dobrze, bo nie będą zabijały nas koszty utrzymania stadionu - tłumaczy prezes.
Wybiegając myślami w przyszłość, Bednarz z łatwością zakłada różowe okulary. - W czerwcu 2014 roku nie będzie innych kłopotów, niż tylko kłopoty bogactwa. W drużynie na 11 zawodników będziemy mieli 8 Polaków o których będą pytać prezesi nie tylko z Meksyku, ale też Niemiec, Francji czy Włoch - kreśli swoją wizję. - Potem chcemy produkować nowych piłkarzy, znaleźć nowego Baszczyńskiego, Żurawskiego, Szymkowiaka - kończy.
Cały wywiad dostępny jest TUTAJ.