Objawienie sezonu z Cracovii w reprezentacji. „Musiałem ją wyrzucić, nie mogłem wytrzymać”
„Małymi kroczkami do przodu”
26 maja selekcjoner rozesłał powołania na towarzyskie mecze Polaków z Ukrainą (31 maja we Wrocławiu) i Nigerią (3 czerwca w Warszawie).
Biało-Czerwoni nie awansowali na mistrzostwa świata, więc kadrę czeka przebudowa. Wśród wybrańców Jana Urbana znalazł się obrońca Cracovii Oskar Wójcik. Selekcjoner mieszka w Krakowie, często jest na meczach Pasów, i od kilku miesięcy obserwował zawodnika.
Nie dał mu jednak wcześniej znać, że powoła go na najbliższe spotkania. Wójcik w rozmowie z kanałem Meczyki przyznał, że było to dla niego zaskoczenie.
Doszedł do kadry
Z wychowankiem Rylovii i Tarnovii rozmawialiśmy kilka dni wcześniej, po zakończeniu nieudanego sezonu Cracovii w ekstraklasie. Piłkarz nominowany do nagrody dla najlepszego obrońcy (zwyciężył Wojciech Mońka z Lecha Poznań) tak mówił o swoich reprezentacyjnych nadziejach:
– Będę pracował ciężko, zawsze dawał z siebie 100 proc. Mam nadzieję, że kiedyś to powołanie przyjdzie, ale nie mam czegoś takiego, że muszę już być w kadrze. Wiadomo, jest to marzenie każdego zawodnika, ale trzeba iść małymi kroczkami do przodu i wiem, że kiedyś na pewno będę w reprezentacji.
Na własne ryzyko
Oskar Wójcik kończył sezon z kontuzją. W debiucie trenera Bartosza Grzelaka przez całą drugą połowę grał z podbitym prawym okiem. Nic na nie nie widział, ale chciał pomagać drużynie.
Po przerwie spowodowanej nadmiarem kartek wrócił na murawę ze specjalną maską.
W spotkaniu kończącym rozgrywki z Koroną Kielce obrońca wyszedł bez atrybutu Zorro.
– Musiałem już ją wyrzucić, bo strasznie mi przeszkadzała. Po prostu lekko zaryzykowałem, bo już nie mogę w niej wytrzymać – przyznał.
Podbite oko to efekt walki z przeciwnikiem. Tym razem to Wójcik był poszkodowany, ale wielokrotnie to starcie z nim kończy się mało przyjemnie dla rywali.
Sędziowie ukarali go dziesięcioma żółtymi kartkami, w tym siedmioma w rundzie wiosennej. Więcej napomnień w ekstraklasie miał tylko Juljan Shehu z Widzewa Łódź.
Przyznaje, że niektórych kartek mógł uniknąć, ale „taki już jest”. – Gram do końca, daję z siebie wszystko.
Trener, który zmienił wszystko
Czasem nasze życie zmienia jedna decyzja lub spotkanie. Dla Oskara Wójcika zmianą o 180 stopni było zatrudnienie w Cracovii Słoweńca Luki Elsnera. Nie udało mu się dokończyć projektu, którego się podjął, ale odkrycie Wójcika będzie mógł sobie wpisać w CV dużą czcionką.
Rok temu obrońca grał w IV lidze, na piątym szczeblu. W dwa miesiące przeszedł drogę z piłkarza rezerw do wyróżniającej się postaci w ekstraklasie.
– Tak, to jest człowiek, któremu zawdzięczam jak najwięcej – nie ma wątpliwości. – Bez niego nie byłoby mnie w tym miejscu. Wszystko, co osiągnąłem w tym sezonie, jest wyłącznie jego zasługą.
Elsner nie wylądował w Balicach z czarodziejską różdżką. Co takiego się stało, że latem Wójcik wywalczył miejsce w składzie, a potem bronił tę decyzję swoją grą?
Podkreśla, że zawsze był pewny siebie, ale potrzebował większej szansy. Mniejsze dawali mu Michał Probierz i Jacek Zieliński, ale u nich nie zadebiutował w ekstraklasie. Pozwolił mu na to w marcu 2025 Dawid Kroczek. Był to jednak epizod.
Kluczowe okazało się zdrowie, które przestało szwankować. W poprzednich latach zmagał się z dwoma poważnymi kontuzjami.
Jeden z najlepszych
Gdy Wójcikowi mówi się, że był najlepszym zawodnikiem Cracovii, nieco się wzbrania.
– Trudno mi powiedzieć. Zagrałem dobry sezon, ale czy byłem najlepszy zawodnikiem? Było jeszcze kilku, myślę, że byłem jednym z lepszych. Czy najlepszy, to już niech inni ocenią – odpowiada.
Nikt jednak nie zrobił takiego postępu. Wszedł do ligi na pełnej petardzie. – Myślę, że nikt się nie spodziewał, że będę grał od pierwszej minuty, więc na pewno to było jakieś zaskoczenie dla kibiców – przyznaje.
Marzenia prysły
W pełni zadowolony być nie może. Jest na fali wznoszącej, jednak piłka to sport drużynowy. Cracovia zaczęła sezon bardzo dobrze, ale po czasie zaczęła obniżać loty, aż wmieszała się jeszcze w walkę o utrzymanie.
– Na 120-lecie klubu mieliśmy inny cel, marzenia. Po pierwszej rundzie byliśmy pod podium, marzyliśmy o pucharach. Niestety druga runda była fatalna. Cieszymy się, że jesteśmy w ekstraklasie i mamy nadzieję, że w następnym sezonie będzie lepiej – mówi Oskar Wójcik.
Jeżeli indywidualnie czegoś mu zabrakło, to gola. W juniorach potrafił się odnaleźć pod bramką rywali, w ekstraklasie zabrakło szczęścia i pewnie trochę umiejętności.
Afera czapkowa
Po ostatnim meczu w 2025 roku brakło mu instynktu samozachowawczego. W mediach społecznościowych zawodników znalazło się zdjęcie ze spotkania zawodników. Amir Al-Ammari miał na głowię kibolską czapkę z przekreśloną białą gwiazdą – symbolem Wisły Kraków – i skrótem RTS (od Widzewa Łódź), a towarzyszył mu uśmiechnięty od ucha do ucha Wójcik.
Ówczesny prezes Mateusz Dróżdż ukarał zawodników. Musieli m.in. sprzedawać klubowe czapki w sklepie na stadionie i kupić ich dużą liczbę dla dzieci z sektora rodzinnego.
Cracovia sprzeda Wójcika?
Jest bardzo prawdopodobne, że niedługo zostanie sprzedany do jednej z zachodnich lig. Wartość zawodnika rośnie, a możliwy debiut w reprezentacji może ją wywindować. Cracovia potrzebuje pieniędzy, co pokazała zimą transakcją Filipa Stojilkovicia.