Obywatelu, strzeż się kieszonkowców!

Droga do cennych łupów wymaga sprytu oraz odpowiedniej taktyki. Tylko pozornie kradzież kieszonkowa to czyn spontaniczny: złodzieje planują i obserwują, czekając na idealną okazję – wystarczy, że ofiara będzie mniej czujna niż oni.

– Charakterystyczną cechą tego przestępstwa jest to, że okradziona osoba zwykle przez jakiś czas nie zdaje sobie sprawy z faktu, że stała się ofiarą – mówi Krzysztof Łach z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie . Zwykle kiedy poszkodowany orientuje się o swojej stracie, jego rzeczy są już daleko. – Jeśli jest to miejsce zatłoczone, kieszonkowcy mogą tworzyć sztuczny tłok. Jeden z grupy kradnie, a łup przekazywany jest łańcuszkowo innym – dodaje Łach. Jak się okazuje, złodziejski spryt ma znacznie większy wymiar niż można sądzić.

W świecie „doliniarzy”

Działalność kieszonkowców może przybrać mocno zorganizowaną formę ze zróżnicowanym układem sił i określoną hierarchią. Zawodowcy posługują się specjalnym żargonem, którego znajomość może być pomocna nie tylko dla policjantów, ale również dla potencjalnych ofiar. – Elita, kadra, krawiec, arbajt na grabsztyki, branża karmańszczyka - to zaledwie parę przykładów złodziejskiego języka – mówi detektyw Marcin Popowski. Słownik „doliniarzy” jest stale wzbogacany o nowe określenia. Wyłapanie słów-kluczy może pomóc przy identyfikacji złodzieja, bowiem sam jego wygląd nie będzie się wyróżniał. Zawód kieszonkowca nie zna ograniczeń wieku ani płci. Zasada jest prosta i skuteczna: złodziejska aparycja ma budzić zaufanie – informuje Popowski.

Wprawionych w bojach kieszonkowców cechują zręczne dłonie, które są pielęgnowane i ćwiczone. – Treningi mają na celu wyrobienie mięśni palców, opanowanie silnego chwytu umożliwiającego ustawienie kradzionego przedmiotu w pozycji dogodnej do wyciągnięcia – podaje detektyw. Uwadze profesjonalisty nie ujdzie żaden szczegół: nawet paznokcie obcinane są w taki sposób, by w czasie kradzieży nie zaczepić o ubranie ofiary i nie narazić się na zdemaskowanie.

Poznać wszystkie sztuczki

Metoda sztucznego tłumu w języku kieszonkowców zwie się metodą „na siatkę”. To tylko jedna z wielu technik, których przesłanki powinny wzbudzać w nas czujność. Na jakie jeszcze można się natknąć?  – Znamy sposób „na obrót” - polega na popychaniu ofiary w bok w ciasnym przejściu tak, by obróciła się odsłaniając na przykład portfel. Złodzieje atakujący „na bałak” odwracają uwagę ofiary zwykłą rozmową. „Na kopa” to sposób mniej subtelny, bowiem uwagę skupia się tytułowym kopniakiem. Z awanturniczych taktyk znana jest metoda „na ferment”, której celem jest wywołanie zbiegowiska z prowokowaniem nietypowej sytuacji – wylicza detektyw Popowski. Nie brakuje i dziwacznych sposobów. Złodziej może chuchnąć ofierze w twarz nieprzyjemnym zapachem. W środowisku kieszonkowców taki rodzaj działania jest nazywany metodą „na chuch”.

Kiedy dochodzi do przestępstwa poszkodowani często pozostają w impasie: nie są pewni czy zostali okradzeni, czy też przedmiot lub pieniądze zgubili, wątpią też w możliwość ich odzyskania. Wiele  kradzieży nie zostaje zgłoszonych w obawie przed zbiurokratyzowanym i nieskutecznym tokiem postępowania policji. Znając techniki kieszonkowców i ich fachowe słownictwo można ograniczyć ryzyko ataku. Warto pamiętać o podstawowej prewencji. – Plecak nosić w ręce lub przewieszony z boku tak, aby zamki zawsze były pod kontrolą właściciela. Nie wkładajmy do plecaka dokumentów i pieniędzy. Torebkę trzymać nawet z przodu, przed sobą lub przewieszoną przez ramię „na listonosza” – zaleca Krzysztof Łach.