Ocalili od śmierci 40 psów i mogą splajtować. Teraz proszą o datki, by nieść dalej pomoc

Gdy w grudniu ubiegłego roku ratowali psy przed niechybną śmiercią, wszyscy im klaskali. Dziś zostali z niezapłaconymi rachunkami. Chcą dalej pomagać, ale potrzebują gotówki.

Mniej więcej 14 tysięcy złotych. Tyle potrzeba tarnowskiemu Oddziałowi Opieki nad Zwierzętami, by złapać finansowy oddech. Działające w mieście od 2012 roku stowarzyszenie zadłużyło się po ubiegłorocznej akcji przy ul. Równej.

Uratowali życie kilkudziesięciu psom. Zabrali je od właścicielki, nakarmili, zaopiekowali się zawieźli do weterynarzy… I zostali bez grosza.

Akcja jak ze smutnego filmu

Ulica Równa znajduje się w Chyszowie. To północno-zachodnia dzielnica Tarnowa. Na uboczu, złożona w większości z lichych domków. Część z nich wykorzystywana jest przez miasto na lokale komunalne. Ich standard nie porywa.

Od jakiegoś czasu krążyły plotki po mieście, że po jednym z obejść kręci się sfora bezpańskich psów. Zaniedbanych i głodnych. Czworonogi specjalnego zagrożenia może nie stwarzały, ale sąsiadom przeszkadzał niosący się po okolicy hałas i fetor.

Pies na łańcuchu w Tarnowie
Pies na łańcuchu w Tarnowie
Dorota Lewicka. Archiwum prywatne

W końcu informacja dotarła do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Wolontariusze postanowili działać. Pojechali na Równą.

Na posesji mieszkało czterdzieści psów. Posesja była nieogrodzona. Były dwa niewielkie pomieszczenia, psy miały tylko jeden kojec. Tam mieszkała rodzina niewydolna życiowo. Myśmy im pomagali przez wiele lat, bo kiedy wkroczyliśmy tam po raz pierwszy, bodaj w 2018 roku, znaleźliśmy ponad 20 psów. Wiele trafiło do adopcji, suczki zostały wysterylizowane – opisuje Dorota Lewicka, koordynatorka tarnowskiego OTOZ-u.

Co jakiś czas wolontariusze jeździli tam z karmą. Problem zaczął się wówczas, gdy pod dach trafiły dwie kolejne suczki. Te były niewysterylizowane. I w dodatku ukrywane przed Animalsami. Na efekty długo czekać nie trzeba było. Stado psów się znacznie powiększyło.

Sama akcja była bardzo przykra. Tak dla przybyłych na miejsce, jak i dla opiekunów czworonogów.

Interwencja OTOZ
Interwencja OTOZ
Dorota Lewicka. Archiwum prywatne

– Proszę mi wierzyć, że podczas interwencji przeżyłam wielką huśtawkę emocji. Od śmiechu przez taką złość, że byłam niemal bliska agresji. Byłam wściekła widząc dramat tych zwierząt. Ale nagle, kiedy zabieraliśmy jedną suczkę, zobaczyłam wielką miłość w oczach tej właścicielki. Jak ona z tym psem się żegna. Ona tego psa najzwyczajniej w świecie kochała. Jednak myślę, że była to chora miłość – opisuje Dorota Lewicka.

Bo Tarnowianie kochają zwierzęta…

W opinii Doroty Lewickiej Tarnowianie są przywiązani do zwierząt i okazują im serce. Do rzadkości należą sytuację, gdy dochodzi do przypadków znęcania się nad nimi. Choć i takowe są.

– Generalnie, chodzi o zwierzęta, które są obok nas, jak czworonogi czy gołębie. Tarnowianie reagują, widząc krzywdę. I tu nie ma znaczenia wiek. Wszystko zależy od wrażliwości człowieka – mówi wolontriuszka.

Akcja z Chyszowa uświadamia dodatkowo szereg kwestii, nad którymi na co dzień człowiek się nie zastanawia. Choćby w kwestii tego, czy i w ogóle powinno brać na siebie obowiązki związane z posiadaniem psa czy kota.

…Ale większość ludzi nie powinna mieć zwierząt

To, że nasza rozmówczyni wielokrotnie podkreśla dobre serce Tarnowian wobec zwierząt w niczym nie zmienia jej podglądu na to, że większość ludzi w Polsce w ogóle nie powinna posiadać psów. A niektóre osoby lepiej trzymać z dala od jakiegokolwiek zwierzęcia.

– Często mamy te zwierzęta, ale nie wiemy, po co je mamy. Jeżdżąc na interwencje, widząc te upodlone psy na łańcuchach, schowane gdzieś za stodołą, pytam wprost: „Po co panu, pani ten pies?” I często następuje cisza. Bo chyba wtedy dociera do ludzi, że ten pies nie jest im do niczego potrzebny. Mają, bo mają. Bo miał ojciec, dziadek i pradziadek… I tak się przyjęło, że pies ma być na łańcuchu. Ale w sumie, gdyby go nie było, też by nic się nie stało – rozkłada ręce Dorota Lewicka.

Porzucony pies
Porzucony pies
Dorota Lewicka. Archiwum prywatne

Innym problemem jest panująca „moda na pieska”. Ludzie biorą psy, bo ładnie wygląda to towarzystwa, taki obronny wzbudza respekt. Dochodzi niejednokrotnie do tragicznych zdarzeń, gdy pies znienacka rzuca się na przechodnia czy gryzie dotkliwie dziecko. Nieraz dochodzi do wypadków śmiertelnych.

To nie pies jest winien. To jego właściciel jest głupi. To, że psy są agresywne, biegają luzem, nie są odławiane, jest wyłącznie winą właściciela. Ponieważ my kupujemy zwierzęta, żeby podbudować swoje ego
Dorota Lewicka, OTOZ Tarnów

Jako przykład podaje panującą ostatnio modę na kupowanie przez mieszkańców osiedli psów rasy border collie, dla którego przysłowiowy „mrówkowiec” nie jest naturalnym środowiskiem.

– Przecież to jest pies pasterski. A jeśli my idziemy na dwanaście godzin do pracy a ten spacerek zrobimy z nim wokół bloku, to wiadomo, że ten bies zwariuje. I zmieni swoje zachowanie. I może być agresywny, gdyż będzie potrzebował rozładować swoją frustrację. To samo dotyczy też owczarków belgijskich czy wodołazów – dodaje.

Pies dla dziecka?

W tej kwestii nasza rozmówczyni ma jasno sprecyzowany pogląd.

Jak dziecko chce pieska czy kotka, to trzeba iść do sklepu i kupić mu maskotkę. Bo obowiązek opieki nad zwierzęciem i tak spadnie na rodziców. I to nie dziecko będzie wychodziło z psem na spacer, tylko mama czy tato. To nie dziecko pojedzie z psem do weterynarza, tylko rodzice. Adopcja to obowiązek – twierdzi. 

Pies w OTOZ
Pies w OTOZ
Dorota Lewicka. Archiwum prywatne.

Do tego oczywiście dochodzi kwestia planowania wakacji i zastanowienia się, na przykład, kto z psem czy kotem zostanie. I czy aby nie przyjdzie zabrać ze sobą pupila do samolotu. Stąd potrzeba edukowania. W dużej mierze rodziców. Często wiąże się to z wielogodzinnymi rozmowami.

W ten sposób można przynajmniej zminimalizować gorszące zjawisko porzucania psów czy kotów. W wersji najbardziej drastycznej poprzez przywiązywanie ich do drzew i narażaniem na śmierć głodową.

– Dlatego zwierzęta, przepraszam za wyrażenie, powinny być produktem ekskluzywnym. Zwierzęta nie powinny być dla wszystkich. Bo przez to, że niemal każdy ma psa a zwierzęta są zjawiskiem powszechnym, my ich nie szanujemy – ubolewa Dorota Lewicka.

„Powiem wprost. Potrzebujemy pieniędzy”

OTOZ w całości utrzymuje się z datków ludzi dobrej woli. Często są to pojedyncze, dobrowolne wpłaty, czasem przekazane półtora procent z podatku. Poważniejszy zastrzyk gotówki w wysokości 370 tysięcy złotych powinien nadejść z urzędu miasta w ramach pieniędzy z budżetu obywatelskiego.

Na projekt przeciwdziałania bezdomności zwierząt w Tarnowie swój głos oddało 926 mieszkańców. Pod względem popularności propozycja OTOZ-u znalazła się na czwartym miejscu w całym zestawieniu.

Dorota Lewicka
Dorota Lewicka
Łukasz Winczura/LoveKraków.pl

W tej chwili jednak OTOZ znajduje się pod finansową ścianą. Budżet stowarzyszenia do dna wydrenowała wspomniana grudniowa akcja przy ul. Równej.

Potrzebuję w tej chwili około 15 tysięcy złotych. W ostatnim czasie zjechałam z dwudziestu tysięcy. Zapłaciłam 6 tysięcy faktur weterynarzom dzięki wpłatom. Ale zadłużenie nadal jest. Potrzebujemy żywej gotówki.  Jestem w takiej sytuacji, że muszę mówić to wprost. Uratowanie czterdziestu psów z posesji na Chyszowie finansowo nas zdołowało – mówi wolontariuszka.

Ile kosztuje uratowanie czworonoga?

Dorota Lewicka prowadzi bardzo dokładną buchalterię. Zapisuje w zeszycie każdą wydaną złotówkę. Przeglądamy rachunki za luty. Wychodzi dokładnie 7814,74 złote. Pieniądze w zdecydowanej większości poszły na opłacenie weterynarzy. Za resztę kupiono karmę.

– Średnio licząc, wychodzi około tysiąca złotych za psa. To wystarczy na podstawowe zabiegi weterynaryjne, jak odrobaczenie, odpchlenie i ogólny przegląd. Czasem zostanie na podstawowe leki. W przypadku zwierząt bardziej chorych wydatki znacznie rosną. Do tego opłacenie hotelików. Mamy tam obecnie umieszczone trzy psy. Miesięcznie to około półtora tysiąca złotych – wylicza skrupulatnie Dorota Lewicka.

Pies u weterynarza
Pies u weterynarza
Dorota Lewicka. Archiwum prywatne

Wpłat można dokonywać na różny sposób. Można przelać pieniądze na konto, wziąć udział w zbiórce internetowej, zasponsorować wybranego przez siebie psa lub kota, samemu zapłacić weterynarzowi, opłacić zwierzęciu hotelik.

Udzielę wszelkich informacji osobom, które chcą pomóc, wszędzie pokieruję, Służę swoim prywatnym numerem telefonu: 698 849 423. Proszę dzwonić – apeluje Dorota Lewicka.