Ochrona przyrody nie jest bierna. To świadome działanie
Jak wygląda ochrona przyrody w Krakowie? Czy miasto w ogóle ma obowiązek ją chronić?
Prof. dr hab. Zbigniew Witkowski – prezes Polskiego Klubu Ekologicznego Małopolska: Komisja Europejska podkreśliła jedną rzecz: miasta także mają obowiązek ochrony przyrody. Nie chronimy jej tylko w lasach czy na łąkach, ale również w miastach.
Trzeba odróżnić ochronę środowiska od ochrony przyrody, czyli bioróżnorodności. W miastach żyją dzikie organizmy, często bardzo cenne. Każde duże miasto powinno przygotować strategię w tym zakresie. Kraków – moim zdaniem – raczej udaje, że ją przygotowuje.
Zarząd Zieleni Miejskiej działa głównie interwencyjnie, a nie strategicznie. Są działania punktowe – edukacja, opieka nad wybranymi miejscami, jak Lasek Wolski – ale to nie obejmuje całego miasta. Tymczasem problem dotyczy całego krajobrazu: od ekosystemów naturalnych, przez półnaturalne, aż po przestrzeń zurbanizowaną.
Wszędzie tam są rośliny i zwierzęta, często chronione – choćby ptaki. Potrzebna jest całościowa strategia.
Czyli mamy działania punktowe, ale brakuje kompleksowego podejścia?
Mec. Paweł Kuglarz, Polski Klub Ekologiczny: Z prawnego punktu widzenia problem jest podobny – potrzebna jest kompleksowa strategia. Jej brak powoduje, że decyzje podejmowane są doraźnie, często pod wpływem polityki. Raz „robimy zielono”, innym razem nie – bez spójnej logiki.
Pojawia się też zjawisko pseudoekologii – działania, które formalnie wyglądają dobrze, ale w praktyce nie przynoszą korzyści. Przykładem są zielone dachy – spełniają wymogi, ale mieszkańcy niewiele z tego mają. Mam nadzieję, że strategia, nad która obecnie są prowadzone prace w Krakowie potrafi zintegrować potrzebę rozwoju miasta z ochroną przyrody. Wspomniany Zakrzówek jest przykładem, gdy stracono wiele lat, ale ostatecznie udało się stworzyć miejsce, którego wiele miast Krakowowi zazdrości. To doświadczenie powinno prowadzić do konkluzji, że albo miasto wykorzystuje potencjał inwestora i jego gotowość do budowania np. zielonych miejsc rekreacji, albo jeśli dysponuje możliwościami finansowymi i organizacyjnymi wykupuje teren i tworzy takie miejsca samodzielnie.
A co z użytkami ekologicznymi? Czy są dobrze wykorzystywane?
Prof. Marek Dziarmagowski, AGH. Często są wprowadzane nierozważnie, "nawet w obszarach gdzie RDOS nie wyrazi zgody na zabudowę z powodu występowania chronionych gatunków zwierząt i roślin." Bywają używane do blokowania inwestycji, co nie jest ich celem. Co więcej, miasto musi wtedy płacić odszkodowania właścicielom terenów, "jeśli w planach miejscowych były przeznaczone pod zabudowę". Z drugiej strony świadomość mieszkańców jest bardzo wysoka. Ludzie naprawdę chcą chronić przyrodę. Problem w tym, że instytucje często działają nieskutecznie.
Paweł Kuglarz: Problemem jest samo pojęcie użytku ekologicznego. Nieraz wyobrażenia mieszkańców odbiegają od rzeczywistości. To wymagałoby precyzyjnego przedstawienia w ramach konsultacji.
Przejdźmy do dzików. Jak zarządzać ich populacją w mieście?
Prof. Marek Wajdzik, Uniwersytet Rolniczy, Wydział Leśny: To bardzo złożony problem. Mamy ograniczenia prawne – np. zakaz odstrzału w odległości 150 metrów od zabudowy. Działają odłownie, ale schwytane zwierzęta są usypiane i utylizowane, a to pociąga za sobą koszty. Nie można ich relokować z powodu przepisów o ASF, czyli o afrykańskim pomorze świń. Poza tym, przenoszenie miejskich dzików w zupełnie inne tereny może sprawić, że po prostu się tam nie zaadaptują.
Marek Dziarmagowski: Problem pogłębiają ludzie, którzy dokarmiają dziki. Zwierzęta uczą się, że człowiek = jedzenie. Stąd ataki, np. na osoby z torbami.
Mieszkańcy próbują sobie radzić: zabezpieczają śmietniki, stosują odstraszanie (hałas, gaz pieprzowy). Ale to działania oddolne.
Marek Wajdzik: Odstrzał budzi kontrowersje. Ale to kluczowa metoda w ograniczaniu populacji dzików. Przepisy tego nie ułatwiają. Niektórzy postulują zmiany prawa – np. możliwość odstrzału bliżej zabudowy za zgodą właścicieli, przy zachowaniu bezpieczeństwa.
Co wpływa na szybki wzrost populacji dzików?
Marek Wajdzik: Jednym z kluczowych czynników jest rolnictwo, zwłaszcza uprawa kukurydzy. Resztki pożniwne sprzyjają rozwojowi grzybów z rodzaju Fusarium, które dla wielu gatunków są szkodliwe, ale na dziki działają wręcz stymulująco. Do tego dochodzi wysokobiałkowa baza pokarmowa.
Dawniej samice przystępowały do rozrodu w trzecim roku życia, dziś zdarza się to już pod koniec pierwszego roku życia. To radykalnie zwiększa tempo przyrostu populacji.
Jakie warunki sprzyjają rozwojowi populacji dzików?
Marek Wajdzik: Przyroda rządzi się prostymi zasadami. Każdy gatunek potrzebuje trzech rzeczy: przestrzeni, bazy pokarmowej i miejsca do rozrodu. Jeśli zapewnimy te elementy, populacja będzie się rozwijać.
Jakie rozwiązania Państwo proponujecie?
Marek Dziarmagowski : Jednym z pomysłów jest zmiana struktury upraw, np. dopłaty dla rolników do mniej atrakcyjnych dla dzików roślin, jak pszenica. Ułatwiłoby to kontrolę populacji i ograniczyło przyciąganie zwierząt do miasta.
Środki odstraszające w Krakowie są nieskuteczne – dziki bardzo szybko się do nich przyzwyczajają. Kluczowe jest zarządzanie środowiskiem: ograniczanie wysokiej roślinności w miejscach, gdzie nie chcemy obecności dzików, oraz pozostawianie im przestrzeni w bardziej naturalnych obszarach.
Barcelona ma duży problem z dzikami, ponieważ zaczęły atakować ludzi i psy, powodować zakłócenia ruchu i wypadki komunikacyjne. Co więcej, stwierdzono przypadki ASF-u i przenoszenie zapalenia wątroby przez dziki na mieszkańców. W grudniu 2025 kataloński minister rolnictwa Oscar Ordeig opowiedział się za odstrzałem znacznej liczby tych zwierząt. W najbliższym czasie w okolicach Barcelony planuje się odstrzelenie około 60 tys. dzików przy pomocy wojska i policji.
Czy wiadomo, ile dzików żyje w mieście?
Marek Wajdzik: Nie da się tego dokładnie określić. Liczebność populacji jest zmienna.
Czy dziki stanowią zagrożenie?
Marek Dziarmagowski: Mogą stanowić zagrożenie – zarówno bezpośrednie, jak i epidemiologiczne. Przenoszą różne choroby, m.in. leptospirozę czy pasożyty. Są też oportunistycznymi wszystkożercami – mogą niszczyć lęgi ptaków, zjadać młode ssaki czy płazy.
Zdarzają się również incydenty z udziałem ludzi, choć są one stosunkowo rzadkie.
Czy problem wynika z kurczących się terenów naturalnych?
Zbigniew Witkowski : To mit. Powierzchnia lasów w Polsce od II wojny światowej wzrosła o około 30 proc. Jednocześnie populacja dzików od 2000 roku zwiększyła się nawet o 100 proc.
Dziki wchodzą do miast, bo znajdują tam lepsze warunki – łatwy dostęp do pożywienia, brak presji myśliwskiej i większe bezpieczeństwo.
Jak inne miasta radzą sobie z problemem?
Marek Wajdzik: Stosowane są różne metody: odstrzał, odłownie. Przykładowo większa liczba odłowni koreluje z mniejszą liczbą dzików.
Trwają też badania nad środkami ograniczającymi płodność, ale to rozwiązanie przyszłości – jego wdrożenie zajmie jeszcze lata.
Czy odstrzał jest konieczny?
Marek Wajdzik: Na dziś jest to najskuteczniejsze narzędzie regulacji populacji. Oczywiście powinien być prowadzony racjonalnie – tak, aby utrzymywać populację na bezpiecznym i akceptowalnym przez społeczeństwo poziomie.
Brak działań doprowadziłby do dalszego wzrostu liczebności, a w konsekwencji do większych konfliktów i strat w przyrodzie.
Jak powinna wyglądać właściwa strategia względem dzików?
Marek Wajdzik: Kluczowe są dwa elementy: racjonalne zarządzanie populacją (w tym odstrzał), a także odpowiednie kształtowanie przestrzeni miejskiej – eliminowanie miejsc sprzyjających bytowaniu dzików w pobliżu ludzi.
Nie chodzi o eliminację dzików, ale o utrzymanie ich liczebności na poziomie, który pozwala współistnieć bez konfliktów.
Czy ochrona przyrody oznacza brak ingerencji?
Marek Wajdzik: Nie. Ochrona przyrody to świadome zarządzanie ekosystemem. Już samo tworzenie stref ochronnych czy instalowanie platform dla ptaków jest ingerencją.
Dlatego także w przypadku dzików konieczne jest aktywne podejście – takie, które uwzględnia zarówno potrzeby przyrody, jak i bezpieczeństwo ludzi.
W tej dyskusji często pojawia się konflikt między myśliwymi a ekologami. Skąd się bierze?
Zbigniew Witkowski : Część środowisk ekologicznych traktuje każdą formę ingerencji jako zło i sprzeciwia się zabijaniu zwierząt. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona – człowiek już dawno przekształcił środowisko w skali globalnej. Żyjemy w epoce określanej jako antropocen, gdzie ślad działalności człowieka jest widoczny wszędzie. To oznacza, że musimy zarządzać przyrodą – również poprzez regulację populacji.
Czyli ingerencja człowieka nie zawsze jest czymś złym?
Zbigniew Witkowski: Dokładnie. Nie każda ingerencja jest szkodliwa. Przykładem są bobry – kiedyś istniało stanowisko bobrowniczego, który kontrolował ich działalność. Dzięki temu można było wykorzystywać ich naturalną zdolność do tworzenia zbiorników wodnych, jednocześnie zapobiegając zalewaniu terenów. To pokazuje, że odpowiednie zarządzanie może przynosić korzyści.
Jak oceniacie Państwo rolę ekspertów w tej debacie: zarówno dotyczącej samych dzików, jak i szerzej – ochrony przyrody i łączenia jej z rozwojem miasta?
Paweł Kuglarz : To kluczowa kwestia. Problemem są tzw. pseudoeksperci, którzy formułują opinie pod określone tezy . Rzetelna ekspertyza powinna opierać się na badaniach i być przygotowana przez naukowców, którzy nie ryzykują swojego dorobku dla doraźnych interesów. Bez tego trudno podejmować dobre decyzje.
Czy inne miasta radzą sobie lepiej z podobnymi problemami?
Paweł Kuglarz : Są przykłady dobrych praktyk, ale każde miasto ma swoją specyfikę. Nie można bezpośrednio kopiować rozwiązań. Kluczowe jest dostosowanie strategii do lokalnych warunków i ciągłe jej korygowanie. Ale to może temat na osobną rozmowę.
Podsumowując – co jest najważniejsze w dbaniu o przyrodę w mieście?
Paweł Kuglarz : Racjonalne zarządzanie. Nie eliminacja, nie ignorowanie problemu, ale świadome działania uwzględniające bezpieczeństwo, ekonomię i ekologię.
Tylko takie podejście pozwoli uniknąć konfliktów i zapewnić równowagę między człowiekiem a naturą.