Odzież zamiast popkultury to upadek kultury wyższej?

Dziwna sprawa. Sieciówka likwiduje najsłabszy sklep, buduje na jego miejsca trzy – pewnie dwa razy większe. W pięknej kamienicy powstanie salon odzieżowy (co w tym dziwnego?! przecież to nie będzie Roban) i mamy upadek kultury wyższej. A nikt nie zauważył, że od kilku lat w teatrach sprzedają się najlepiej groteska, w telewizji chłam, a największy nakład mają książki typu "Zmierzch" i „Pięćdziesiąt twarzy Greya”?

Kultura wyższa zawsze była elitarna. I zawsze była kierowana do garstki osób, która to odpowiednio wyedukowana i wrażliwa na sztukę, potrafiła ją odebrać, zinterpretować i się nią zachwycić. Kultura wysoka jest przeciwieństwem kultury masowej. Dlatego nie rozumiem tego, iż ktoś może narzekać, że filharmonia czy opera nie jest tak często odwiedzana jak kino. Teatry natomiast już dawno się „przebranżowiły” – stawiają na komedię, kryminał, odwzorowania rzeczywistości 1:1. Co do tego wszystkiego ma Empik?

Niech mi ktoś powie, czy sieć ta jest kojarzona z kulturą wysoką? Nie wydaje mi się. Proszę się przejść do dowolnego salonu i zobaczyć, jakie książki są obecnie bestsellerami. I co obok nich jest sprzedawane. Odchudzanie z Ewą Chodakowską, sto tysięcy sposobów na otyłość, powieści Kinga (którego osobiście bardzo cenię, ale on nie tworzy dla elity!) i inne tego typu pozycje leżą obok Miłosza czy Szymborskiej. Po jakie chętniej sięgamy? I czy postawimy znak równości pomiędzy takimi pozycjami?

Kultura wysoka nie upada, bo zamykany jest jeden sklep. Kultura wysoka w ogóle nie upada, tylko nie ma takiej siły zarobkowej jak popkultura i to najbardziej boli wydawców. Twórców pewnie trochę mniej, bo oni nie tworzą z myślą o pieniądzach. To przede wszystkim charakteryzuje kulturę wyższą - jest tworzona dla wyższych celów niż pieniądze.