Artykuł sponsorowany

Pakt dla osiedli w praktyce. Ławki na wszystkich przystankach i ranking pilnych potrzeb

Na czym polega zmiana podejścia do inwestycji w Krakowie i jaką rolę w tej sprawie ma odegrać Pakt dla krakowskich osiedli? Rozmawiamy z Marią Wojtachą, Dyrektor Departamentu Komunalnego UMK.

Kraków ma budżet obywatelski i standardowe plany inwestycyjne w różnych dziedzinach. Co nowego wnosi w takim razie Pakt dla krakowskich osiedli?

Maria Wojtacha, Dyrektor Departamentu Komunalnego UMK: To duża nowość, mimo że z pozoru dotyczy rzeczy, które już robiliśmy. Oczywiście mieszkańcy mogli zgłaszać potrzeby inwestycyjne, a miasto rok do roku ustala swoje priorytety. Ale kiedy przeanalizowaliśmy skalę tych potrzeb, okazało się, że obecne programy nie są wystarczające. Że nie jesteśmy w stanie uzupełniać tej najbliższej ludziom infrastruktury w takiej skali, jakiej oczekują i potrzebują: chodników, nakładek na drogach, lamp, oznakowania poziomego, przejść dla pieszych, wiat przystankowych czy ławek.

Po zebraniu tych zgłoszeń widać było, że potrzeby są znacznie większe. Dlatego w Pakcie zebraliśmy najważniejsze braki i dodaliśmy na ten cel nowe środki. W praktyce oznacza to, że tych inwestycji będzie o wiele więcej niż do tej pory. Sam zakres nie jest nowy, ale skala – już tak.

To jest jakaś zupełnie osobna pula czy wzmocnienie już istniejących programów?

To dodatkowa pula środków. Co ważne, nie spowodowała ona zmniejszenia tych programów, które były realizowane do tej pory.

W komunikatach miasta pojawia się kwota 500 mln zł w cztery lata. To dużo?

Tak, moim zdaniem to duża kwota. Patrząc na to, ile zrealizowaliśmy w poprzednich latach, mogę powiedzieć, że to realne podwojenie podobnych inwestycji.

Podawali Państwo przykłady – kilometry chodników, odcinki dróg. Na ile to są sztywne plany, a na ile zależą od nowych zgłoszeń mieszkańców?

To raczej punkt startowy. Jeśli okaże się, że wykonamy 13 zamiast 13,5 km chodnika, a za to gdzie indziej uda się zrobić nieco więcej, to oczywiście jest to dopuszczalne. Trzeba pamiętać, że wszystkie prace będą realizowane w trybie przetargowym, więc ceny mogą się zmieniać. Liczymy na efekt skali i na to, że dzięki dużemu programowi koszty jednostkowe będą korzystniejsze.

Aleja Solidarności
Aleja Solidarności
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Jak dzielone są te środki? W jaki sposób podejmowane będą decyzje o priorytetach?

Wszystkie zgłaszane inwestycje są rankingowane. Główne wskaźniki to: brak potrzebnej infrastruktury, bardzo zły stan techniczny i liczba mieszkańców korzystających z danego miejsca. Do tego dochodzi kilka pomniejszych kryteriów. Dzięki temu wiemy, co jest najpilniejsze. Szacujemy też orientacyjne ilości – choćby kilometry chodników czy zakres oznakowania – bazując na doświadczeniach z ostatnich lat.

Lista zgłoszeń rośnie?

Mamy ciągle na uwadze te potrzeby, o których wiedzieliśmy już wcześniej, uruchamiając Pakt, a do tego dochodzą nowe zgłoszenia, postulaty z Ławek Dialogu, z bieżącego funkcjonowania miasta – awarie, ubytki w jezdniach, brak oświetlenia, nowe przejścia dla pieszych. Miasto żyje i codziennie jest trochę inne. Wszystkie te zgłoszenia trafiają do Paktu, są rankingowane i realizowane na bieżąco. Zachęcamy mieszkańców do tego, żeby dalej zgłaszali potrzeby, bo będziemy ustalać politykę inwestycyjną także na kolejne lata i starać się o nowe środki.

To, co wpisaliśmy w pakcie teraz, traktujemy jako minimum. A tak naprawdę myślimy o tym programie szerzej – o mieście bardzo bliskim mieszkańcom, o poprawie jakości życia najbliżej domu, pracy czy szkoły. To także kwestia bezpieczeństwa. Duża część programu dotyczy doświetlania przejść dla pieszych i malowanie oznakowania. Ważna jest też infrastruktura przystankowa – ustawienie wiaty i ławki wpływa nie tylko na komfort, ale też na bezpieczeństwo, bo za tym idzie choćby nowe oświetlenie.

A jak to wygląda od strony organizacyjnej? Czy koordynacja dużej liczby mniejszych inwestycji jest trudniejsza niż jednego dużego projektu?

To kwestia zaplanowania pracy. Koordynatorem Paktu jest Zarząd Dróg Miasta Krakowa, przy udziale Zarządu Transportu Publicznego. Obie jednostki są przyzwyczajone do pracy na terenie całego miasta i prowadzenia postępowań przetargowych na szerokim obszarze. Oczywiście wymaga to większej logistyki – odbiorów, kontroli, doglądania robót – ale służby miejskie pracują w ten sposób od lat. Nie traktujemy tego jako problem.

Jakich najbliższych realizacji możemy się spodziewać?

W pierwszej kolejności chcemy zamontować ławki na wszystkich przystankach, na których ich obecnie brakuje, a pozwalają na to warunki techniczne. Tam, gdzie się tylko da, Kraków będzie miał ławki na każdym przystanku. To jedna z pierwszych rzeczy, która zostanie zrealizowana. To taki konkret, który pokazuje kierunek naszych działań: żeby to miasto było po prostu fajniejsze do codziennego życia. Chodzi o to, żeby nam wszystkim się tu chciało być, codziennie, gdy odprowadzamy dzieci, jedziemy do pracy, wracamy po zmroku. Wciąż brakuje nam tej podstawowej infrastruktury i to jest program, który ma to zmienić.

Ten program nie powstał „bo tak”, tylko dlatego, że zweryfikowaliśmy wszystkie potrzeby mieszkańców zgłoszone od początku kadencji. Ludzie proszą o ławkę, oświetlony przystanek, wyraźne oznakowanie, bezpieczne przejścia przy szkołach i przedszkolach. To są naprawdę praktyczne potrzeby, które chcemy zaspokoić w pierwszej kolejności. Potem możemy wrócić do większych inwestycji. Bo w codziennym życiu najważniejsze jest nasze najbliższe otoczenie. Na Wawel jeździmy raz na jakiś czas, a chodnik przed blokiem widzimy codziennie.