Paradoks w ekstraklasie. Cracovia jest w tym najlepsza, a musi walczyć o utrzymanie

Sebastian Madejski gra ostatnio w kratkę, ale i tak pozostaje jednym z niewielu pewnych punktów drużyny. Bez niego Cracovia nie wyjechałaby z Lubina z punktem.

Bramkarze w roli głównej

W niedzielnym spotkaniu ekstraklasy Zagłębie Lubin – Cracovia zabrakło goli. W głównej mierze jest to zasługa bramkarzy Miedziowych i Pasów: Jasmina Buricia i Sebastiana Madejskiego. Obaj należą do ścisłej czołówki ekstraklasy w zachowaniu tzw. czystych kont, czyli liczbie meczów bez puszczonej bramki.

Bośniak w 21. występie nie pozwolił się pokonać po raz dziesiąty. Razem z Bartoszem Mrozkiem z Lecha Poznań (30 meczów na koncie) ustępują jedynie Madejskiemu z Cracovii, który w 12. z 27. występów zachował czyste konto.

Krakowianie wciąż nie są pewni utrzymania. Po zmianie trenera jeszcze nie wygrali (dwa remisy), choć w Lubinie przez ponad godzinę grali z przewagą zawodnika po czerwonej kartce dla Igora Orlikowskiego. „Kapiące” punkty ostatecznie mogą okazać się bezcenne w walce o zakończenie sezonu nad kreską.

Sebastian Madejski ratował Cracovię

W niedzielę zawodnicy Pasów byli słabi w ataku. W obronie też nie „grzeszyli” pewnością (zwłaszcza zmieniony w przerwie Brahim Traore), jednak postawie bramkarza zawdzięczają remis.

– Madejski nas uratował kilka razy, to trzeba szczerze powiedzieć – nie kryje trener Bartosz Grzelak.

Sebastian Madejski
Sebastian Madejski
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Podkreśla, że w końcówce sezonu – gdy trzeba walczyć o być albo nie być w ekstraklasie – ważne jest posiadanie bramkarza, który potrafi mieć korzystny wpływ.

Dobrze, że Madejski ma taką wiarę w siebie, bo były sytuacje w polu karnym. Bardzo dobrze się zachował. Zrobił to, co mógł zrobić
Bartosz Grzelak

Jedyna taka drużyna

Cracovia nie straciła goli w 13 meczach. Jeden bez z czystym kontem (na początku sezonu) zanotował obecnie rezerwowy Henrich Ravas. Jest więc absurdem, że drużyna, która jako jedyna nie straciła gola w ponad 40 proc. meczów – dokładnie w 42 proc. – plasuje się tak nisko w tabeli.

W niedzielnym spotkaniu z Zagłębiem paradoksem było z kolei to, że najlepiej grała, kiedy zespoły rywalizowały 11 na 11. 

– Start był bardzo dobry. Zagłębie ma jakość, by od początku wywierać dużą presję na przeciwniku. Dobrze weszliśmy w mecz, a po czerwonej kartce do końca pierwszej połowy graliśmy zbyt wolno – ocenia Grzelak.

Piłkarzom Cracovii brakuje wiary

Po przerwie Krakowianie zrobili zbyt mało, by przechylić szalę na swoją stronę. – Mieliśmy wiele półsytuacji, Praszelik strzelił w poprzeczkę, była szansa po rogu. Oczywiście musimy stworzyć ich więcej – zaznacza Grzelak.

Nowy trener uważa, że zespołowi brakuje wiary w polu karnym przeciwnika. Ma kolejny tydzień, by nad tym popracować. Kolejne spotkanie Cracovia rozegra dopiero 11 maja u siebie z Radomiakiem Radom.