Pasy przemalowane na niebiesko
Piłka nożna to sport kontaktowy. Niedzielny mecz Ruchu Chorzów z Cracovią był doskonałym potwierdzeniem tej tezy. Po zaciętym, obfitującym w wiele fauli i spięć spotkaniu to piłkarze ze Śląska mogli dopisać do swojego konta trzy punkty.
Inauguracja grudnia w wykonaniu krakowian miała wyglądać nieco inaczej. Drużyna z Krakowa chciała za wszelką cenę odnieść zwycięstwo po ostatniej, zawstydzającej porażce z Lechem Poznań. W podstawowej jedenastce Pasów doszło do kilku roszad. Od początku meczu zagrał ich najlepszy snajper Dawid Nowak, który w ostatnim czasie zmagał się z kontuzją, a także Sławomir Szeliga oraz Marcin Budziński.
Początek spotkania w wykonaniu Pasów był całkiem obiecujący. Cracovia narzuciła swój styl gry. Od początku miała przewagę. Ruch nie mógł przy tak grającym zespole gości rozwinąć skrzydeł. Potwierdzeniem tego był szybko zdobyty gol przez obrońcę Milosza Kosanovicia.
Ruch nie miał jednak zamiaru położyć się przed przeciwnikiem i poddać bez walki. Niebiescy dzięki wzmożonej agresji oraz ambitnej walce próbowali obrzydzić Pasom ich koronkowe akcje. W 33 minucie jeden z nielicznych wypadów piłkarzy Ruchu w pole karne przeciwnika został przerwany przez zdobywcę pierwszej bramki Kosanovicia. Problematyczna jedenastka została zamieniona na bramkę przez Filipa Starzyńskiego. Do przerwy to jednak drużyna spod Wawelu była stroną przeważającą. Mimo to zespół Stawowego nie potrafił potwierdzić swojej przewagi.
Druga połowa była widowiskiem na najwyższym poziomie. Trzy gole oraz czerwień to tylko niektóre atrakcje drugich 45 minut. Gra, która w pierwszej połowie pozostawiała wiele do życzenia, nagle się otworzyła. Kibice zasiadający na stadionie przy ulicy Cichej byli świadkami wymiany ciosów zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Piłkarze nie odstawiali nóg, nie kalkulowali. Na boisku dominowała zażarta walka o piłkę.
Z tej wymiany ciosów nieoczekiwanie zwycięsko wyszli Niebiescy. Agresja połączona z wielką wolą zwycięstwa dały upragniony sukces. Do tej jakże bezpardonowej walki próbowali dopasować się krakowianie. Po straconej bramce potrafili odpowiedzieć drugim golem strzelonym z karnego przez Kosanovicia. W 61 minucie w dużo lepszej sytuacji znajdowali się zawodnicy Pasów. Niebiescy po czerwonej kartce dla Michała Helika grali w osłabieniu.
Niespodziewanie osłabienie zmotywowało chorzowian do jeszcze lepszej gry. Niespełna dziesięć minut później to oni cieszyli się z prowadzenia, którego nie oddali już do końca meczu. Należy dodać, że trzecią bramkę strzelił Kosanović. Szkoda, że tym razem Serb trafił samobója.
Cracovia po trzeciej straconej bramce zaczęła grać chaotycznie. Filozofia gry Stawowego rozsypała się niczym domek z kart. Od 70 minuty Pasy przypominały typową drużynę polskiej ekstraklasy - zero stylu, zero jakości. - Niestety, o porażce mojego zespołu zdecydowały indywidualne błędy zawodników. To one spowodowały, że nie potrafiliśmy wykorzystać przewagi i zasłużenie przegraliśmy - powiedział po meczu Wojciech Stawowy.
Krakowianom nie udało się zmazać plamy po ostatniej klęsce w meczu z Lechem Poznań. Teraz jest jeszcze gorzej. Niedzielna porażka tylko pogorszyła i tak już nie najlepsze morale piłkarzy z grodu Kraka.
Ruch Chorzów - Cracovia 3:2 (1:1)
Starzyński 34' (karny), Dziwniel 56', Kosanović 68' (samobójcza) - Kosanović 7', 61'(karny)
Ruch: Buchalik - Helik, Malinowski, Stawarczyk, Dziwniel, Surma, Zieńczuk (67' Włodyka), Smektała (67' Konczkowski), Starzyński, Janoszka, Kuświk (90' Kwiatkowski)
Cracovia: Pilarz - Marciniak, Kosanović, Żytko, Szeliga - Zejdler, Dąbrowski (77' Kita), Budziński (74' Bernhardt) - Boljević, Straus, Nowak
Żółte kartki: Starzyński, Janoszka, Dziwniel, Kwiatkowski - Straus, Szeliga, Kosanović, Żytko.
Czerwona kartka: Helik
Sędziował: Paweł Raczkowski
Widzów: 5500