Piłkarze Wisły myślą o derbach: Utrzymać dyspozycję i przekuć ją w zwycięstwo

Sposób, w jaki Wisła Kraków pokazała, że do końca chce walczyć o grę w grupie mistrzowskiej, mógł się podobać. Wysokie zwycięstwo nad Koroną Kielce aż 6:2 w pojedynku nie o trzy, a o sześć punktów pozostawia krakowianom realne szanse na znalezienie się w górnej ósemce.

Wiosną podopieczni trenera Macieja Stolarczyka częściej schodzili z boiska jako pokonani. Tylko raz przed własną publicznością zdołali wywalczyć komplet punktów. W Kielcach jednak krakowscy piłkarze zaprezentowali się z zupełnie innej strony. – Jestem bardzo szczęśliwy. Gratuluję mojemu zespołowi zwycięstwa. Przez cały czas byliśmy gotowi na realizację tego, co wspólnie przed meczem ustaliliśmy – cieszył się cytowany przez klubowe media opiekun Białej Gwiazdy.

Pierwsza połowa nie wskazywała na tak korzystny dla krakowskiego zespołu wynik. Gospodarze dwukrotnie obejmowali prowadzenie. – Drużyna Korony to bez wątpienia trudny przeciwnik, który cały czas zmienia system gry i stosuje rotację zawodników. Sporo musieliśmy się napracować, aby dobrze się przygotować, tym bardziej ten rezultat nas cieszy – zaznaczył szkoleniowiec.

W niewyjaśnionych okolicznościach

Po wyrównanej pierwszej połowie gracze Korony zbyt późno wyszli z szatni. Krakowianie bardzo szybko zdołali im odskoczyć na dwie bramki. Przy odrobinie szczęścia rezultat mógłby być wyższy. –Dobrze weszliśmy w ten mecz, agresywnie i szybko zdobyliśmy pierwszą bramkę. Chwilę później straciliśmy gola, co nie do końca potrafimy sobie wytłumaczyć. Udało się zanotować drugie trafienie, a następnie w dziwny sposób straciliśmy bramkę na 2:2. To były dwa prezenty dla przeciwnika, przez które Wisła wróciła do meczu – mówił opiekun Korony Gino Lettieri, podkreślając jednocześnie, że nie jest w stanie wyjaśnić tego, co stało się po przerwie. – Od 24 lat jestem trenerem i takich rzeczy nie przeżyłem – dodał.

Zmiennicy na pierwszym planie

Cały zespół krakowskiej Wisły ciężko zapracował na tak spektakularne zwycięstwo. Na wyróżnienie zasługują jednak ci, którzy przed tygodniem wystąpili w roli zmienników, ale ze swoich zadań wywiązali się bardzo dobrze. Łukasz Burliga, Krzysztof Drzazga i Vukan Savciević w Kielcach rozpoczęli grę od pierwszej minuty. – Cała nasza trójka dobrze pokazała się w meczu z Pogonią. Poskutkowało to tym, że trener dał nam szansę od początku. Wyszło tak, że zdobyliśmy po bramce – zauważył w klubowych mediach obrońca Białej Gwiazdy.

Dla Burligi mecz nie zaczął się najlepiej. Po jego zagraniu gospodarze mieli rzut wolny, po którym po raz pierwszy objęli prowadzenie. – Nie było to dla mnie łatwe spotkanie. Widać było u mnie, że dawno nie zaczynałem meczu w pierwszym składzie. Przy straconej bramce źle przyjąłem piłkę, co doprowadziło do faulu. Kończę jednak mecz z bramką, asystą i zwycięstwem, więc są powody do zadowolenia – cieszył się zawodnik.

Trzy z sześciu bramek zdobył Drzazga. Były to jego pierwsze trafienia na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. – Bramki czy w I lice, czy w ekstraklasie smakują tak samo. Oczywiście wiadomo, że w ekstraklasie poziom jest wyższy – tłumaczył przed klubową kamerą strzelec hat-tricka. – Wychodzimy z  założenia, że jeśli rywal strzeli nam dwie bramki, to my strzelimy mu więcej. Chcielibyśmy tracić mało bramek, ale w tym meczu myślę wszystko zarówno z przodu jak i z tyłu w naszej grze wyglądało bardzo dobrze. Byliśmy zespołem lepszym i dlatego wygraliśmy – podkreślił Drzazga.

Czas na derby

Zwycięstwo 6:2 to dobry prognostyk przed derbowym pojedynkiem z Cracovią. – Teraz już zamykamy temat meczu z Koroną i myślimy o kolejnym. Każdy wie jaki to jest pojedynek dla nas i dla kibiców. Na pewno damy z siebie wszystko – zaznaczył napastnik Wisły. Podobnego zdania był Burliga. – Można powiedzieć, że to najbardziej prestiżowy pojedynek tej wiosny. Mam nadzieję, że dyspozycję z meczu w Kielcach uda się utrzymać i przekuć w wygraną nad Pasami – zakończył.