Pisać może każdy, ale wydawać już nie [Rozmowa]

Wydawnictwo Lokator ma już 15 lat. Z tej okazji porozmawialiśmy z Piotrem PIO Kalińskim na temat tego, czy Kraków faktycznie jest miastem literatury i jak niezależne wydawnictwo funkcjonuje na rynku. Nasz rozmówca zdradził również, czym jest dla niego „dobra książka” i dlaczego nie każdy powinien wydawać książki.

Natalia Grygny, LoveKraków.pl: Dane raportu dotyczącego staniu czytelnictwa nie napawają optymizmem. Czy według Pana można to jakoś zmienić?

Piotr PIO Kaliński, Wydawnictwo Lokator: Ważne jest przede wszystkim uświadamianie od podstaw. Jeśli zaczniemy uczyć dzieci czytać już teraz - pokażemy im dobre publikacje i będziemy zachęcać różnymi programami czy zajęciami, częściej będą przebywały z książką. Za kilkanaście lat będziemy mieć świadomego czytelnika.

Jaka jest  Pana zdaniem „dobra książka”?

Przede wszystkim ciekawa i zachęcająca do czytania. Każdy człowiek czyta inne – ktoś preferuje kryminały, ktoś książki historyczne lub fantasy. Trzeba umieć trafić w gusta  czytelnika. W dzieciństwie powinniśmy podawać dzieciom książki dobrze zaprojektowane, przemyślane od początku do końca - bez błędów językowych, ciekawe w treści. Przez wszystkie lata rozwoju następuje coraz większy kontakt z książką i należy przez cały czas kształtować młodego człowieka. W momencie gdy zaczniemy od mądrych książeczek, jest duża szansa, że trafi on potem na dobrą prozę dla nastolatków, a później sięgnie po ambitną literaturę. Staram się tak dobierać książki, żeby każdy znalazł coś dla siebie.

Czy Pana zdaniem w Krakowie jest wystarczająca liczba festiwali literackich i wydarzeń związanych z literaturą?

W porównaniu z ubiegłymi latami, jest ich coraz więcej. Jeżeli chodzi o tę kwestię, to w Polsce występuje tendencja wzrostowa. Instytut Książki prowadzi dobre programy , które kładą nacisk na obcowanie z książką od najmłodszych lat. Za przykład mogę podać Festiwal Książki dla Dzieci. Po jakimś czasie przyniesie to dobre efekty.

Kraków należy do sieci Miast Kreatywnych UNESCO. Czy uważa Pan, że program jest realizowany wystarczająco?

Na pewno z roku na rok jest coraz lepiej. Powstają coraz mocniejsze festiwale i programy. To właśnie w Krakowie odbywają się dwa dobrze znane wydarzenia – Miłosz Festival i Conrad Festival. Jest również bardzo dobry Copernicus Festival, którego program opiera się nie tylko na wydarzeniach związanych z nauką, ale i literaturą. Oczywiście można chcieć o wiele więcej takich festiwali, ale tu też warto postawić pytanie, gdzie jest granica? Ile każde miasto może ich zorganizować? Trzeba przyznać, że to Kraków i Wrocław znajdują się pod tym względem na czołowych miejscach w Polsce. Dodatkowym atutem są również programy wsparcia dla księgarń, które wystartowały w tym roku. Jednak efekt tych działań będzie można oceniać dopiero za rok. Kraków był zawsze literackim miastem, tu zawsze snuli się poeci i pisarze, tworzyli swoje dzieła. Później uciekali do Warszawy, żeby je wydawać, bo tam było to możliwe. Nasze miasto zawsze było przesiąknięte literaturą i myślę, że to się nie zmieniło. Na pewno pojawiły się programy wsparcia i promocji. Myślę, że stoi za tym głównie miasto i instytucje takie jak KBF. Duży wpływ mają na to małe placówki takie jak knajpy czy księgarnie. W takich miejscach dzieje się życie kulturalne Krakowa.

W jaki sposób wydawnictwo Lokator korzysta z tego literackiego wizerunku miasta?

Odkąd pamiętam, od powstania Conrad Festivalu, jesteśmy aktywnym uczestnikiem. Jeśli nie tworzymy tam księgarni, to gościmy autorów festiwalowych. W tym roku wydawnictwo Lokator miało swoich reprezentantów również na Miłosz Festival. Staramy się dobierać program tak, aby jakoś móc się znaleźć na takim wydarzeniu. To wystawa lub spotkanie literackie, impreza towarzysząca. Nie jest to zawsze możliwe, ale śledzimy to, co się dzieje w literaturze i jakie są prognozy względem danego festiwalu. Staramy się wówczas dopasować naszą propozycję do potrzeb wydarzenia.

Czy trudniej „przebić się” niezależnemu wydawnictwu?

To lata systematycznej pracy. Przez ten czas wyrabiamy sobie markę i tworzymy grono czytelników. Przykładowo Ida Linde, która już wydała dwie książki w naszym wydawnictwie, będzie jesienią gościem Conrad Festival. Dzięki temu nasi czytelnicy będą mogli ją poznać osobiście - posłuchać, co ma do powiedzenia i dowiedzieć się, jakie kolejne książki planujemy wydać. Nie jest nam trudniej, trzeba tylko wytrwale dążyć do celu!

Czy jest możliwy scenariusz, że niezależna literatura przebija się do mainstreamu? Co musiałoby się stać, żeby tak było?

Obserwujemy to na co dzień. Wystarczy, że jakaś książka stanie się bestsellerem lub jeden z niedostrzegalnych do tej pory autorów otrzyma nagrodę, która sprawi, że książka nagle sprzeda się na całym świecie w milionach egzemplarzy. Wówczas zaczyna to być mainstream. Pytanie, czy możliwe, aby to się stało w przypadku Lokatora? Z racji, że część autorów wydawanych przez Lokatora już nie żyje – mam na myśli Pereca, Pessoe czy chociażby Brainarda, to myślę, ze są małe szanse. Jednak patrząc na naszych wspaniałych debiutantów, takich jak Grzegorz Franczak, Tomasz Wiśniewski czy Aldona Kopkiewicz … Dlaczego nie? To ich pierwsze książki i czas pokaże, co tak naprawdę ich czeka.

Kim jest czytelnik Lokatora?

Nasz czytelnik na pewno nie jest przypadkowy. Staramy się co prawda popularyzować książki, które wydajemy. Jednak w większości sięgają po nie ludzie, którzy już wcześniej słyszeli o danym autorze lub o wydawnictwie.

Jak początkujący pisarz ma się odnaleźć we współczesnym literackim świecie?

Powinien odnaleźć się przede wszystkim w swoim literackim świecie. Jeżeli zdobędzie literacką świadomość i zrozumie co chce tworzyć, to później nie będzie miał problemu na literackim rynku. Przykładów poszukiwania po wydaniu książki mamy mnóstwo, a nie chodzi o to, aby być pierwszym i wydać książkę w wieku nastu lat. Tylko żeby mieć coś do przekazania, a dopiero później to publikować.

Wydaje mi się, że teraz powszechne jest przekonanie, że pisać może każdy. Niekoniecznie przekłada się to na jakość.

Każdy może pisać, ale nie każdy powinien wydawać. Jednak im więcej ludzi będzie pisać, tym lepiej. Ta świadomość pióra staje się coraz mocniejsza. Niech wszyscy piszą i czytają, ale niech wydają ci, którzy są świadomi tego, co robią. Rzeczywiście jest masa literatury kiepskiej, która trafia na rynek. Trafia na nią też czytelnik, który nie jest w stanie przez to przebrnąć, bo jest to po prostu źle napisana lub źle przetłumaczona. Wówczas nie wraca już do książek i najczęściej wybiera inną formę rozrywki.

Czy pokusiłby się Pan o ocenę współczesnej polskiej literatury?

Nie sądzę, żebym był do tego uprawniony, bo czytam niewiele pozycji z polskiej literatury. Poszukuję książek według innego klucza niż kraj pochodzenia autora. Wolałbym nie oceniać, ale dostrzegam inną ważną rzecz jako księgarz. W ostatnich latach znacznie poprawiła się jakość wydawanych książek dla dzieci i coraz więcej wydawnictw zwraca uwagę na poziom wydawanych przez siebie książek. Z roku na rok jest coraz lepiej. A to w bliskiej przyszłości da efekty. I myślę, że i świadomych czytelników będzie coraz więcej.

 

PIO Kaliński - artysta, grafik, absolwent Akademi Sztuk Pięknych w Krakowie.Założyciel klubu i wydawnictwa LOKATOR (www.lokatormedia.pl). Wydawca książek min. Georgesa Pereca, Fernando Pessoi i Idy Linde. Redaktor naczelny magazynu Mrówkojad (2006-2011). Autor książek i art-booków min.: „Paryż/Paris”, „Notatki na marginesach” „Wyczerpnie”, „Życie jest gdzie indziej”. Autor licznych wystaw w kraju i zagranicą m.in.: Kanton (CHINY), Zagrzeb (HR), Preszów (SK), Norymberga (DE), Clermont-Ferrand (FR), Riom (FR), Ambert (FR), Kraków, Rzeszów, Sanok.Obecnie koncentruje się na pracy artystycznej oraz działalności wydawniczej. Mieszka w Krakowie.