Po co rowery w Krakowie. Mamy najlepszą (?) komunikację miejską w Polsce

Rozkopana stolica ma 2600 rowerów w ramach Warszawskiego Roweru Miejskiego i... to wciąż za mało. W Krakowie obecnie mamy… 22 jednoślady. I, oczywiście, najlepszą komunikację miejską w Polsce. Urzędnicy raz się sparzyli i wygląda na to, że nie będą chcieli dopuścić nikogo z zewnątrz do budowy systemu rowerowego z prawdziwego zdarzenia. Ale nie ma co narzekać. Ponoć.

Wiem, że znęcanie się nad Krakowem przy pomocy porównywania ze stolicą jest niehumanitarne. I proste. Oni mają metro, budują kolejną nitkę. Na transport publiczny w 2012 roku wydali tyle, ile Kraków, Poznań, Gdańsk, Gdynia, Bydgoszcz, Lublin i jeszcze kilka innych miast łącznie. Według Zarządu Transportu Miejskiego, w Warszawie w 2012 roku wydano 2,3 mld zł (budżet całego Krakowa to 3,5 mld złotych). Oczywiście należy zachować proporcję i podkreślić, że tam ludzie zarabiają więcej, płacą więcej podatków i bilety są również droższe. Ogólnie Warszawa to przecież marzenie każdego krakowianina…

Strach pomyśleć, jak jest w innych miastach…

No ale tytuł dziewiątej najlepszej komunikacji miejskiej na świecie z 2010 roku zobowiązuje. Zróbmy krótki przegląd. Mamy nowe Solarisy, każdy może się też przejechać Mercedesem (kurs już od 1,40 zł!), Bombardiery (te najnowsze mają klimatyzację!) oraz najdłuższy tramwaj w Polsce. Klimatyzowanych jest 50 tramwajów i blisko 200 autobusów MPK (a przynajmniej tak jest napisane w specyfikacji…) i te kilka autobusów Mobilisa, które są kontrolowane z lubością przez urzędników miejskich. Jednak pasażerowie wciąż się czepiają. No i ci wredni dziennikarze.

W „Dzienniku Polskim” z 11 lipca możemy przeczytać, jak to Kraków nie bierze „dobrego” przykładu z innych miast. Autor tekstu podaje pierwszy przykład: „w przypadku dużych remontów, które powodują ogromne zmiany w rozkładach jazdy i utrudnienia dla podróżnych, wydłużany jest czas obowiązywania biletów. Polega to na tym, że pasażer, kupując bilet 15-minutowy, może podróżować na nim przez 25 minut. W przypadku biletu 30-minutowego, podróż może trwać nawet 45 minut”. Tak jest w Poznaniu i Łodzi.

Następny przykład: „w stolicy Wielkopolski, gdy wsiadamy do tramwaju i nie działa w nim biletomat, kontroler nie ukarze nas mandatem lub zostanie on anulowany, ponieważ to nie nasza wina, że nie mieliśmy możliwości kupienia biletu”.

I kilka przykładów z naszego portalowego podwórka: przepełnione 178 oraz 304, stare Scanie z okienkami jak w bunkrach bez jakiegokolwiek nawiewu, słabe skomunikowanie obrzeży miasta z centrum, wiecznie wybrzuszające się tory i tramwaje poruszające się średnio 13 km/h po pierwszej obwodnicy. Skoro to się nazywa najlepsza komunikacja miejska, to strach pomyśleć, jak jest w innych miastach…

2600 do 22

Wróćmy do rowerów. W Polsce działa jeszcze pięć miejskich wypożyczalni rowerów. Operatorem czterech z nich jest firma Nextbike, która to operuje na terenie całej Europy i jakby nie patrzyć jest potentatem w tej dziedzinie. A więc jest operatorem w Warszawie (plus Bemowo – 2600 rowerów), w Opolu (110 rowerów) , we Wrocławiu (200 rowerów) i  w Poznaniu (80 sztuk). W Rzeszowie (100 rowerów) operatorem jest – mający nieprzyjemne doświadczenia z Urzędem Miasta Krakowa (i pewnie vice versa) – RoweRes*.

A dlaczego nie udało się firmie RoweRes? – Zaplanowaliśmy 59 stacji, przygotowane były dokumenty i dwa koncerny reklamowe, które chciały się reklamować na tychże stacjach –powiedziała w rozmowie z nami Małgorzata Mac. Według właścicielki firmy, nie poszły jednak za tym odpowiednie decyzje polityczne. – Jeśli nie ma decyzji o tym, że w ciągu dwóch, trzech lat nie będzie połączenia ścieżek rowerowych ze stacjami rowerowymi, to jaki ma to sens? – pytała.

Również kurczący się rynek reklam oraz błędne założenia były, według Mac, przyczyną tego, iż musieli zwinąć żagle i wrócić do macierzystego portu w Rzeszowie. – Rynek reklam kuleje. W tym momencie reklama w Internecie jest tańsza i nie byliśmy w stanie finansować stacji właśnie z tego źródła, a takie były nasze założenia.

Najlepiej we Wrocławiu, najbogaciej w Warszawie, a Kraków…

Małgorzata Udała, rzecznik prasowy firmy Nextbike zdradza, że najlepiej system funkcjonuje we Wrocławiu. – Wszystkie stacje działają na podstawie sponsoringu – mówi Udała. I dodaje, że jest zachwycona tym, jakie zmiany zaszły w tym mieście pod względem komunikacji rowerowej.

Co do Warszawy, rowery zostały włączone do komunikacji zbiorowej i są współfinansowane ze środków Urzędu Miasta.

A co z naszym miastem? Pierwszym, w którym taki system zaczął działać? No cóż, chwała Zarządowi Infrastruktury Komunalnej i Transportu za to, że przynajmniej uruchomił te trzy stacje z biedną liczbą 22 rowerów. Do końca lipca (wcześniej była mowa o połowie miesiąca) uruchomionych zostanie kolejne 10 stacji. Pi razy drzwi i wyjdzie około 100 jednośladów.

W zależności od pogody mamy od kilku do kilkudziesięciu wypożyczeń dziennie. Zarejestrowało się ponad 1000 użytkowników, z czego aktywnie korzysta mniej więcej 350 osób. Średnio połowa wypożyczeń jest darmowych (do półgodziny) – informuje Piotr Hamarnik z ZIKiT-u.

No i Warszawa. – 23 czerwca  operator systemu Veturilo i Bemowo Bike odnotował  w Warszawie łącznie 1 004 008 wypożyczeń i 9145 nowych rejestracji. Rowery są wykorzystywane średnio 4-5 razy  dziennie każdy, zaś z floty korzysta już 117 006 warszawiaków. Dotychczasowy rekord   wypożyczeń  w ciągu jednego dnia wyniósł  14 978. Blisko 80%  wypożyczeń mieści się w  bezpłatnej taryfie – czytamy na stronie veturilo.waw.pl.

Koniec znęcania się… choć nie, jeszcze sprawa samych rowerów w Krakowie. Testowaliśmy je. Opinia kolegi z redakcji jest jednoznaczna: zardzewiałe i niewygodne, „średnio” działające przerzutki, pourywane koszyki. Fakty są takie, że jest ich mało, ZIKiT obciął kursy autobusów i tramwajów, do tego zaczynają się remonty kilkunastu ulic.

Jedyną dobrą informacją jest to, że Zarząd stara się o środki finansowe z UE na to, aby posiadacze Krakowskiej Karty Miejskiej na wszystkie linie mogło wypożyczać rower bez dodatkowych opłat. Wiosną pojawiła się informacja, że tak będzie na pewno już we wrześniu. Pożyjemy, zobaczymy.

Nie lobbuję, a pytam

Nie chcę tutaj lobbować na rzecz jednej firmy, ale patrząc jak funkcjonuje w innych miastach, zapytałem ZIKiT, dlaczego nie ma ich w Krakowie. Z tym pytaniem udałem się również do samej firmy.

Od dawna przymierzamy się do Krakowa. Jednak warunki, jakie proponuje miasto w przetargu są niemożliwe do spełnienia. W tym momencie bylibyśmy tylko dostawcami sprzętu, a chcemy zbudować siatkę, zdobyć sponsorów i zarabiać, ponieważ na samych abonamentach tego nie da się zrobić – mówi Małgorzata Udała, rzecznik prasowy firmy Nextbike, odwołując się do ostatniego przetargu ogłoszonego przez ZIKiT w połowie kwietnia.

Czy możliwe jest zatem, aby znów rozpisać przetarg, tym razem na operatora Krakowskiego Roweru Miejskiego? Urzędnicy stawiają sprawę jasno: – Po nieudanej próbie z firmą Roweres miasto zdecydowało, że samodzielnie będzie rozbudowywać system, w sposób tańszy z punktu widzenia utrzymania i bardziej przyjazny dla użytkowników KMK Bike będzie częścią transportu zbiorowego, nie zamierzamy poszukiwać nowego operatora – kategorycznie stwierdza Hamarnik.

Kończąc ten przydługi tekst chciałbym zapytać Miasto i Czytelników – co jest lepsze? Doświadczona firma, która odnosi sukcesy w dużych miastach Polski i Europy oraz potrafi zarobić na tym (i tym samym zapłacić podatek od dochodu), czy system finansowany przez miasto – ubogi, notujący raczej straty niż zyski, proszący się Unii o dotacje i absorbujący uwagę urzędników miejskich, którzy na pewno mają ważniejsze sprawy na głowie?

*dane ze strony wrower.pl