Po wiślackich mistrzach nie ma już śladu w ekstraklasie

Jakub Bartosz odchodząc z Wisły Kraków zamknął słodko-gorzki rozdział w historii klubu. Przygarnął go Dariusz Marzec, trener pierwszoligowej Stali Mielec, który prawie sześć lat temu doprowadził do mistrzostwa Polski juniorów Białej Gwiazdy.

Młodzieżowy reprezentant Polski rozwiązał umowę za porozumieniem stron. W klubie z ulicy Reymonta grał od 2010 roku, więc spędził w nim prawie połowę swojego życia. Jego bilans w ekstraklasie to 64 występy i cztery gole. 13 meczów rozegrał w Sandecji Nowy Sącz, do której był wypożyczony w pierwszej połowie 2018 roku.

Prawy obrońca z ofensywnymi inklinacjami – przez to często próbowany na skrzydle – przy Reymonta najwięcej znaczył w rozgrywkach 2016/2017. W lidze i Pucharze Polski wystąpił 23 razy, ale głównie wchodził z ławki.

Ostatni rok był dla niego bardzo trudny, praktycznie nie grał, i w ekstraklasie jego dorobek to zaledwie minuta. Przede wszystkim trapiła go kontuzja pleców, której przez dłuższy czas nikt nie potrafił dokładnie zdiagnozować.

– To tego rodzaju kontuzja, w której nie jesteśmy jednoznacznie pewni, co dolega zawodnikowi – załamywał ręce wiosną 2019 roku trener Maciej Stolarczyk.

Bartosz rozpoczął przygotowania pod wodzą Artura Skowronka (zaliczył epizod w grudniowym meczu z Pogonią), ale na zgrupowanie do Turcji już nie pojechał. W otoczeniu klubu mówiło się o jego kolejnym wypożyczeniu, ale ostatecznie Wisła i zawodnik rozstali się za porozumieniem stron.

Po Bartosza sięgnęła Stal Mielec. Od jesieni trenerem tego klubu jest Dariusz Marzec. Ten sam, który doprowadził Bartosza i jego kolegów do mistrzostwa Polski juniorów 2014 roku.

Pogrom w finale

Wisła wywalczyła trofeum w wielkim stylu, w dwumeczu pokonała Cracovię 12:1. W rewanżu rozgromiła Pasy na ich stadionie 10:0. Bartosz w tamtych meczach był tylko rezerwowym. Odchodząc z Wisły zamknął pewien rozdział. Dziś w ekstraklasie nie ma ani jednego piłkarza, którzy wywalczyli MP. Podobnie zresztą jest w Cracovii, której przypadły srebrne krążki. W ich kadrze byli jednak Bartosz Kapustka czy Mateusz Wdowiak, który dziś dość regularnie biega po ekstraklasowych murawach. W decydujących meczach sprzed sześciu lat nie mógł jednak wystąpić.

Bartosza nie można jeszcze spisywać na straty, bo zdrowy na pewno ma potencjał na występy w ekstraklasie. Szanse na powrót ma duże, bo Stal jest poważnym kandydatem do awansu. To jednak nie zmienia faktu, że złoci chłopcy Białej Gwiazdy to stracone pokolenie dla Wisły i polskiej piłki.

Nie został nowym Frankowskim

Ogromną karierę wróżono napastnikowi Tomaszowi Zającowi. Niewielkiego wzrostu, ale z dużym sprytem, był namaszczany na nowego Tomasza Frankowskiego. Tylko w sześciu meczach juniorów od ćwierćfinału do finału strzelił 11 goli. W ekstraklasie nie trafił ani razu. W Wiśle pojawiał się na boisku jedenastokrotnie, choć ani razu nie dostał szansy od pierwszej minuty. Po przenosinach do Korony Kielce dołożył 24 występy.

Kolejne sezony to pikowanie. Jesienią występował w trzecioligowym Bałtyku Gdynia, a na początku roku przeniósł się do grającej na tym samym poziomie Wisły Puławy.

Kilku radzi sobie na poziomie centralnym. Na zapleczu ekstraklasy grają Piotr Żemło (Odra Opole) i Remigiusz Szywacz (Olimpia Grudziądz). W II lidze występują Michał Bierzało, Dominik Kościelniak (Elana Toruń), Przemysław Lech (Bytovia), Krystian Kujawa, Grzegorz Marszalik i Kamil Kuczak (Garbarnia Kraków).

Dlaczego ani jeden ze złotych medalistów nie zaistniał w wielkiej piłce?

– Powodów, jak zawsze, jest kilka. Jedni nie potrafią przeskoczyć poziomu dzielącego piłkę juniorską od seniorskiej. Myślę też, że kilku z nich nie dostało w Wiśle poważnej szansy. Czasem w głowach młodych chłopaków mącą też agenci, innym woda sodowa uderza do głowy – mówi trener Bogusław Kaczmarek, który wychował i wprowadził do seniorskiej piłki wielu zawodników.

Mistrz juniorów sprzed dwóch dekad wciąż w ekstraklasie

O wiele więcej w seniorskiej, a nawet reprezentacyjnej piłce osiągnęli mistrzowie Polski z Wisłą sprzed dwóch dekat. Jeden z nich, 37-letni Paweł Brożek do dziś gra w ekstraklasie. Po wyjeździe kilku młodych piłkarzy do innych lig siedmiokrotny mistrz Polski jest najskuteczniejszym Polakiem w ekstraklasie.