Początek roku bez ofiar na torowiskach
Od początku roku doszło do czterech przypadków potrącenia pieszego przez pojazd komunikacji miejskiej. To na razie daje lepszą średnią niż przed rokiem, ale MPK nie przestaje apelować o ostrożność. Szczególnie po takich wydarzeniach jak wypadek sprzed tygodnia, kiedy młoda kobieta wbiegła wprost pod nadjeżdżający tramwaj i została ciężko ranna.
– W tym roku na szczęście nie mamy do tej pory ofiary śmiertelnej – podkreśla rzecznik MPK Marek Gancarczyk, zapytany o statystyki z pierwszych miesięcy roku. To nie jedyny powód do zadowolenia: do tej pory zanotowano też stosunkowo niewiele wszystkich potrąceń. Razem z wypadkiem z ulicy Lipskiej sprzed tygodnia było ich cztery. To daje znacząco niższą średnią w porównaniu z ubiegłym rokiem, który przyniósł aż 31 takich przypadków.
MPK nie zadowala się tym wynikiem i stara się apelować do mieszkańców o większą ostrożność przy przechodzeniu przez jezdnie czy torowiska. – Najważniejsze jest to, żeby nie przebiegać na czerwonym świetle. Wszystkie zdarzenia, które miały miejsce w tym roku, były spowodowane bezmyślnym zachowaniem się osoby pieszej – stwierdza Marek Gancarczyk. Jak mówi, przypadek z ulicy Lipskiej to książkowy przykład tego, czego się robić nie powinno. – Pasażerka na czerwonym świetle wybiegła zza stojącego na przystanku tramwaju wprost pod tramwaj jadący z naprzeciwka – wyjaśnia.
2-3 ofiary rocznie
Zlekceważenie czerwonego światła było też przyczyną dwóch śmiertelnych wypadków z ubiegłego roku: na ulicy Dietla i na Mogilskiej. Razem z przypadkiem potrącenia na pętli Borek Fałęcki dało to trzy ofiary. W podobnym zakresie te liczby wahają się każdego roku: w 2015 zginęły w ten sposób w Krakowie dwie osoby, w 2014 – trzy. Najgorszy był rok 2007, kiedy bilans ofiar przekroczył dziesięć.
– Takich zdarzeń, biorąc pod uwagę średnią, nie ma w Krakowie wiele – szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę, że każdego dnia ponad tysiąc pojazdów wyjeżdża na ulice i torowiska. Ale oczywiście każda śmierć jest tragedią i chcielibyśmy, żeby takich przypadków nie było. Do tego jednak potrzebny jest rozsądek – przekonuje Gancarczyk.