Podsumowanie 2013: krakowski sezon teatralny

2013 rok był dla krakowskich teatrów, reżyserów i aktorów dość burzliwy i nieoczekiwany. Rok pełen polityki, historii i eksperymentów scenicznych. Kto święcił triumfy, a kto nie przypadł do gustu publiczności? Zapraszam na podsumowanie sezonu w krakowskim teatrze.

Kraków kocha festiwale

2013 rok to niewątpliwie dla Krakowa czas festiwali. W moim odczuciu, najważniejszym wydarzeniem teatralnym w Krakowie w 2013 roku był spektakl niemieckiej grupy Rimini Protokoll "100% Kraków". Przedstawienie zostało zrealizowane w Starym Teatrze podczas 38. Krakowskich Reminiscencji i było ósmą częścią projektu "100%...". Punktem wyjścia tego spektaklu były dane statystyczne, na podstawie których wybrano stu mieszkańców, razem tworzących reprezentację Krakowa na scenie. Publiczność mogła zobaczyć subiektywny i znany obraz miasta, a z drugiej strony obiektywny i ten mniej znany. Daniel Wetzel, reżyser projektu, nazwał uczestników "ekspertami dnia codziennego", i ja się z tym całkowicie zgadzam. Kto lepiej mógł przedstawić powszedni, prawdziwy Kraków, niż jego mieszkańcy?

Z kolei w grudniu odbyła się już szósta edycja Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia, który stał się jednym z ważniejszych wydarzeń teatralnych w kraju oraz przeglądem najlepszych spektakli kończącego się sezonu. Publiczność zobaczyła w tym roku spektakle pełne dowcipu, czego najlepszym przykładem "Kabaret Warszawski" w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, a także sztuki oparte na historii, takie jak "Morrison/Śmierćisyn" Pawła Passiniego czy "Ja, Piotr Riviere..." Agaty Dudy-Gracz, ale to węgierski reżyser, Kornél Mundruczó, utarł nosa swoim polskim kolegom po fachu i zdobył Grand Prix Boskiej Komedii za "Nietoperza". Spektakl, mówiący o eutanazji, poruszył nie tylko jury festiwalu, ale i publiczność, w tym wyżej podpisaną. "Nietoperz" mnie ujął, wzruszył i mimo, że momentami nudził, ogólne wrażenie było zachwycające. Niestety, nie zawsze głosy publiczności szły w parze z werdyktem jury, jak w przypadku wspomnianego już "Kabaretu Warszawskiego", który nie dostał żadnej nagrody. Dla mnie był to chyba najlepszy spektakl tegorocznej Boskiej Komedii - przede wszystkim widać w nim pracę zespołową, świetne aktorstwo, inteligencję reżysera i to, że Krzysztof Warlikowski trzyma swój dobry poziom (więcej o festiwalu pisaliśmy tutu). Życzę sobie, żeby kolejna edycja była lepsza pod względem organizacji oraz przyznania nagród.


Stary Teatr zgarnia wszystko?

Spośród krakowskich teatrów, z pewnością prym wiódł Narodowy Stary Teatr. Nie tylko był on najczęściej opisywanym teatrem w prasie (więcej o sytuacji w Starym pisaliśmy tu,tutu), ale także wydał najwięcej premier w tym sezonie. Przede wszystkim dziękuję władzom teatru za wznowienie swoich najlepszych spektakli, takich jak "Król umiera, czyli ceremonie" Piotra Cieplaka czy "Piekarnia" Wojciecha Klemma. Po drugie, cieszę się, że "Rodzeństwo" Krystiana Lupy od kilkunastu lat utrzymuje się w repertuarze. Po trzecie - to by było na tyle.

Jedną z ostatnich premier w Starym Teatrze była "Bitwa Warszawska 1920" Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki, która wzbudzała dwojakie odczucia. Z jednej strony autorzy pokazują, że historia nie ma jednej wersji i każdy z Polaków powinien sobie odpowiedzieć na pytanie: kto dla niego jest bohaterem narodowym. Walczą z podręcznikowymi schematami oraz buntują się przeciw świętom narodowym, które gloryfikują klęski. Stawiają widzom pytanie, dlaczego zostaje nam narzucona historia, w którą musimy wierzyć i czcić ją minutą ciszy. Z drugiej jednak strony Strzępka i Demirski w dość banalny sposób wyśmiewają polski patriotyzm. Puszczają do widza oko i mówią "Jakie czasy, taka historia". Kpią z filmu Jerzego Hoffmana, co na początku może i jest śmieszne, jednak później powoduje już tylko znudzenie i pozostawia nieprzyjemny smak po wyjściu z teatru. W sztuce Strzępki i Demirskiego zabrakło "cudu nad Wisłą".


Nie tylko Starym Kraków stoi

W 2013 roku znalazło się także coś dla najmłodszej publiczność teatralnej. Teatr Ludowy w Nowej Hucie wydał dwie bajkowe premiery - "Kota w butach" w reżyserii Jarosława Szweca oraz "Przygody Arka Noego" Włodzimierza Nurkowskiego. Zabawne, porywające publiczność spektakle w lekki i dydaktyczny sposób przypominają dawne opowieści. Piosenki, które przeplatają się w sztukach, układy choreograficzne i scenografia na pewno na długo pozostają w głowach dzieci. Mam nadzieję, że te przedstawienia pozostaną w repertuarze teatru na następny rok i w Krakowie powstanie więcej tak wspaniałych i pouczających bajek. W końcu na każdym spektaklu sala pękała w szwach.

Na uwagę zasługuje też Giovanny Castellanos, który zachwycił publiczność krakowską spektaklem "Trzej Muszkieterowie" w Teatrze Łaźnia Nowa. Przedstawienie pokazuje, że klasyka nie musi być nudna, ale może też być zajmująca i pełna błyskotliwych żartów. Bezpretensjonalny, szalony, absurdalny spektakl kontynuuje przekaz Aleksandra Dumasa: "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Jest także próbą odczytania książki na nowo i w żaden sposób nie daje się ubrać w ramy czy umieścić w jakiejś konwencji. Castellanos znalazł złoty środek na tworzenie dobrego teatru. Potrafi połączyć klasykę literatury ze współczesnym, rzeczywistym światem, co daje możliwość dostrzeżenia dylematów, nie tylko bohaterów, ale także i publiczności.

Za nami bardzo intensywny teatralny rok. Życzę sobie, aby krakowski teatr jak najmniej korzystał z mediów, za to przypomniał sobie o swoim świetnych latach. Chciałabym, żeby mniej było skandali, a więcej spektakli, które przemawiają do widza w każdym wieku.

 

fot. Jacek Smoter / lovekraków.pl