Pojechali wywołać zamieszanie na Ukrainie. Teraz przepraszają. "Nie jestem terrorystą!"

W procesie oskarżonych o popełnienie czynu o charakterze terrorystycznym sąd zakończył etap wysłuchiwania wyjaśnień. 22-letni Adrian M. i 26-letni  Tomasz S. stwierdzili, że uczestniczyli w akcji mającej na celu dewastacje mienia i do tego się przyznają. Zupełnie jednak nie zgadzają się z tym jakoby mieli podejmować działania terrorystyczne. Sprawa odbiła się szerokim echem na Ukrainie. W tej sprawie interweniował nawet Peter Szijjarto, węgierski minister spraw zagranicznych.

W lutym 2018 roku troje Polaków podpaliło budynek Towarzystwa Węgierskiej Kultury Zakarpacia na Ukrainie. Okazał się, że to byli i obecni członkowie stowarzyszenia Falanga. Poznali się m.in. podczas zajęć strzeleckich. Plany związane z akcją na Ukrainie omawiali w poaustriackim forcie przy ul. Rydla. Z wyjaśnień dwóch oskarżonych wynika, że koordynatorem operacji był 28-letni Michał P. lider krakowskiej Falangi – wielokrotnie opisywany w mediach w związku z prawicowymi ruchami ekstremistycznymi. Między innymi Krytyka Polityczna łączy go z „prorosyjskim nacjonalizmem”.

Zdaniem prokuratury, Michał P. „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wykonał zlecenie dokonania na terytorium Ukrainy czynów zabronionych polegających na publicznym nawoływaniu do nienawiści na tle narodowościowym pomiędzy obywatelami Ukrainy i Węgier: wywołania zakłócenia ustroju Ukrainy i pogłębienia podziałów narodowościowych pomiędzy Ukraińcami i Węgrami; oraz w zamiarze sfinansowania przestępstwa o charakterze terrorystycznym, polegającego na namalowaniu symboli faszystowskich i podpalenia budynku organizacji społecznej Towarzystwo Węgierskiej Kultury Zakarpacia w Użhorodzie”, podał w styczniu portal tvp.info.pl. Za te czyny grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.

Koktajl i płonąca kurtka

Mężczyźni udali się na Ukrainę 3 lutego 2018 roku. Zamieszkali w hostelu w Użhogrodzie, gdzie mieści się zarówno konsulat węgierski jak i ośrodek kultury. To właśnie ten drugi budynek miał zostać w nocy uszkodzony. W jakim celu? – Chodziło o jego zdewastowanie i w konsekwencji, aby pogorszyły się stosunki ukraińsko-węgierskie. To nie był akt terrorystyczny – powiedział przed sądem Adrian M., który przyznał też, że sympatyzował z Falangą, ale nie był jej oficjalnym członkiem.

Adrian M., zgodnie z ustaleniami, sam skonstruował koktajl Mołotowa, który następnie podpalił i rzucił w budynek. Działo się to około pierwszej w nocy. Poza tym namalował na elewacji swastykę i symbol „88”. Wszystko nagrywał Tomasz S. telefonem – materiały te miały być dowodem wykonania zadania.

Prymitywna bomba jednak niewiele zdziałała, gdyż odbiła się od ściany. Butelka z rozpuszczalnikiem rozbiła około metra od budynku. Mężczyźni oddalili się z miejsca zdarzenia i przesłali film do swoich mocodawców. Ci mieli być niezadowoleni z efektów. Zażądali więc poprawienia wykonania „dzieła”.

Nie jestem terrorystą, przepraszam

W pewnym momencie Michał P. wpadł na pomysł, aby za kraty jednego z okien wcisnąć kurtkę i ją podpalić. Problem był jednak taki, że oskarżeni nie dysponowali żadnym materiałem łatwopalnym. – Chodziliśmy po sklepach, szukaliśmy czegokolwiek. Próbowaliśmy podpalać wódkę, ale nie chciała się palić – wyjaśniał Adrian M.

W końcu jednak mężczyzna zdobył półtora litra benzyny. Około godziny 4. rano wrócili pod centrum kultury. Nasączył odzież paliwem i podpalił. Tomasz S. ponownie włączył nagrywanie. Mężczyźni po chwili oddalili się spod budynku. – Mieliśmy zapewnienie, że nikogo w środku nie będzie. Nie chodziło o podpalenie budynku, tylko zostawienie okopconego śladu – powiedział Adrian M. Gdyby jednak ktoś był wewnątrz, jak zapewnili, odstąpiliby od akcji, za którą dostali po ok. 2,5 tys. złotych.

–  Nie uważam się za terrorystę, nie działałem z pobudek ideologicznych, chciałem tylko zarobić – stwierdził Tomasz Sz. W swoich wyjaśnieniach przeprosił zarówno stronę polską jak i węgierską i ukraińską za swoje zachowanie. – Żałuję, że tam pojechałem i przysporzyłem problemów sobie, rodzinie i Polsce – dodał. Pomocnikom Michała P. grozi do 10 lat więzienia.

Kto za tym stał?

Dwóch oskarżonych twierdzi, że nie miało wiedzy, kto im zlecił akcję. Mówili, że koordynatorem był Michał P. i to on się kontaktował z kimś dalej. – Mogło chodzić o politykę, o to, że chcą zlikwidować język węgierski w szkołach – domyślał się Adrian M. Oskarżony dodał, że Michał P. miał też organizować podobną akcję, ale tym razem na granicy z Rumunią. Oskarżony nie wie, czy do niej doszło.

Jak podaje portal kresy.pl „Michał P. zeznał w procesie, że instrukcje dotyczące ataku na ośrodek przekazał mu niemiecki dziennikarz Manuel O.”, redaktor naczelny pisma „Zuerst!”. Dziennikarz zaprzeczył i nazwał takie doniesienie mianem fałszywych.