Policjant opisuje zdarzenie z udziałem dzika na Klinach. Miasto zwiększa liczbę odłowni
Dziki coraz większym problemem
W piątek rano zebrał się Zespół Zarządzania Kryzysowego Miasta Krakowa. Posiedzenie było poświęcone zwiększonej aktywności dzików na terenie Klin, a szczególnie zdarzeniu z czwartkowego popołudnia (18 czerwca), o którym jako pierwszy napisał portal LoveKraków.pl.
Przed godziną 17:00 locha przewróciła wózek z rocznym dzieckiem. Maluch trafił do szpitala, ale nic poważnego mu się nie stało.
W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele miasta, służby, lekarz weterynarii oraz jednostki odpowiedzialne za działania związane z odławianiem zwierząt.
Mł. insp. Paweł Jastrząb, Komendant Miejski Policji w Krakowie, poinformował, że nie może być mowy o ataku dzika na wózek z dzieckiem.
– To był przypadkowy kontakt zwierzęcia spłoszonego wcześniej przez psa. Zwierzęta zostały wypłoszone z zagajnika, przebiegały z jednego miejsca na drugie – mówił policjant.
Osiedlową drogą szła młoda kobieta z wózkiem dziecięcym i psem.
Sekretarz miasta Antonii Fryczek zadeklarował, że jedną z odpowiedzi na coraz większy problem Krakowian będzie zwiększenie liczby odłowni z trzech do sześciu.
Planowanie jest także testowanie nakładek na kosze na śmieci uniemożliwiających łatwe pozyskiwanie pokarmu, prowadzenie akcji edukacyjnych i dodatkowych odstrzałów.
„Bezpieczne miejsce dla dziecka, nie dla dzika”
Michał Drewnicki, wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa z Prawa i Sprawiedliwości i kandydat tej partii na prezydenta, podkreśla, że czwartkowy atak na Klinach był – jak mówi – „bardzo dramatycznym zdarzeniem”.
Zwraca uwagę, że dzik zaatakował wózek, dziecko wypadło na beton i trafiło w ciężkim stanie do szpitala, choć według przekazywanych mu informacji jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Jego zdaniem to właśnie ten fakt, że ofiarą stało się małe, bezbronne dziecko, powinien być dziś w centrum uwagi władz miasta.
Samorządowiec przypomina, że od kilku lat mieszkańcy Krakowa sygnalizują niemal codzienne wizyty dzików na osiedlach. Do tej pory – jak ocenia – wiele osób traktowało to jako uciążliwość: przekopane trawniki, zniszczoną zieleń, zwierzęta pojawiające się tam, gdzie spacerują ludzie. Teraz, przy szacowanej populacji ponad dwóch tysięcy dzików w mieście, sytuacja – w jego ocenie – przestała być tylko kłopotem i stała się realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia mieszkańców.
– Bezpiecznym miejscem dla dziecka jest plac zabaw, droga do szkoły, zieleniec, a nie przestrzeń, w której trzeba się obawiać dzików – argumentuje.
„Dotychczasowe metody zawiodły. Trzeba redukcji populacji”
Polityk PiS uważa, że stosowane dotąd narzędzia – takie jak odstraszanie dzików, montaż zapór, ograniczanie dostępu do śmietników, likwidacja dzikich wysypisk i odławianie – okazały się niewystarczające.
Zaznacza, że co do zasady popiera te działania i uznaje je za potrzebne, ale skoro nie przyniosły one oczekiwanego efektu, jego zdaniem trzeba sięgnąć po „bardziej drastyczne” rozwiązania. Wprost mówi o konieczności odstrzału i redukcji populacji dzików na terenie Krakowa.
Drewnicki podkreśla, że w tej sytuacji wybór jest dla niego jednoznaczny – między życiem dzika a życiem małego dziecka zawsze wybierze dziecko.
Dodaje, że nie jest zwolennikiem polowań dla rozrywki i nie akceptuje zabijania zwierząt tylko po to, by zdobyć myśliwskie trofeum, ale obecnie – jak twierdzi – nie chodzi o komfort czy estetykę trawników, lecz o realne bezpieczeństwo ludzi. Z tego powodu apeluje o wykorzystanie wszystkich dostępnych i legalnych metod, nawet jeśli są one trudne i budzą emocje.
Na skalę problemu zwraca uwagę także radny PiS Mariusz Kękuś. Jego zdaniem liczba dzików w Krakowie „przekroczyła masę krytyczną”, co widać właśnie po zdarzeniach takich jak atak na Klinach.
Po czwartkowym incydencie radny wyraża nadzieję, że miasto podejmie wreszcie działania, które realnie doprowadzą do rozwiązania problemu, a nie będą jedynie doraźną reakcją na kolejne zgłoszenia mieszkańców.