Rozpoczyna się okres 11 dni, które mogą okazać się kluczowymi dla układu tabeli I ligi i ewentualnego powrotu Cracovii do Ekstraklasy. Zawodnicy Stawowego zmierzą się w tym czasie z trzema najgroźniejszymi konkurentami do dwóch miejsc dających awans. W przypadku kompletu zwycięstw, mogą już powoli chłodzić szampany. Pierwsza część piłkarskiej trylogii rozegra się jutro w Bydgoszczy, gdzie zespół Pasów podejmie Zawiszę.
– Ten mecz nie wywołuje u mnie żadnych dodatkowych emocji. W każdym chodzi przecież o to, by zdobyć punkty. Czy zdobędziemy je z drużyną z czołówki, czy z końca tabeli, dla mnie są takie same – zapewnia Stawowy. Zgadza się jednak, że ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo w tabeli, potyczka z Zawiszą nabiera dodatkowego znaczenia. – Sprawa awansu na pewno jutro się nie przesądzi, natomiast jeśli spojrzymy w tabelę, to nasuwa się prosty wniosek: albo gospodarze nas wyprzedzą, albo - w co głęboko wierzę – odskoczymy im na pięć punktów –dodaje.
Bydgoszczanie na powrót doskoczyli do czołówki, choć początek rundy rewanżowej mieli bardzo przeciętny. Zgubili kilka punktów z teoretycznie słabszymi rywalami, za co posadą zapłacił dobrze znany przy Kałuży trener Jurij Szatałow. Zastąpił go Ryszard Tarasiewicz. – Od początku sezonu mówiłem, że w mojej ocenie to najgroźniejszy kontrkandydat do awansu. Wystarczy popatrzyć na kadrę jaką dysponują – chwali najbliższego rywala szkoleniowiec Pasów. – Nie chcę komentować zmiany na ławce trenerskiej, ale na pewno wywołało to jakiś impuls. Ostatnie zwycięstwa Zawiszy wskazują, że zmieniło się na lepsze – twierdzi szybko dodając, że Cracovia postawi bydgoszczanom twardsze warunki, niż pokonane przez nich niedawno Warta i Okocimski.
Z podobnymi problemami boryka się Flota Świnoujście, którą Pasy podejmą 19 maja. Zespół Dominika Nowaka jesienią demolował kolejnych rywali i przezimował na pozycji lidera, ale wiosną zawodził na całej linii. Nowak, podobnie jak Szatałow, również pożegnał się ze swoją funkcją, a drużyna pod wodzą kolejnego byłego trenera Cracovii, Tomasza Kafarskiego, zaczęła gromadzić punkty z większą regularnością. Aktualnie tracą do krakowian trzy oczka, ale mają do rozegrania jeden zaległy mecz.
Prawdziwy hit I ligi szykuje się jednak tydzień wcześniej. 12 maja przy Kałuży Cracovia spróbuje zatrzymać rozpędzoną Termalicę, która pewnym krokiem szturmuje bramy Ekstraklasy. I jednocześnie do minimum zniwelować aktualnie czteropunktową stratę do lidera. Trzy zwycięstwa w wymienionych spotkaniach powinny w praktyce przesądzić o awansie Cracovii. Wprawdzie do rozegrania pozostaną jeszcze cztery serie gier, ale trudno wyobrazić sobie sytuację, w której krakowianie wypuszczają z rąk taki handicap. Pytanie tylko, czy stać ich na wcześniejsze wypracowanie go?