Pompa ciepła i panele słoneczne nie zwolnią z podatku
Klub Łukasza Gibały zgłosił ten pomysł jeszcze we wrześniu ubiegłego roku. Początkowo projekt miał dotyczyć również przedsiębiorców, ostatecznie po uwagach ze strony urzędu ograniczono go do prosumentów prywatnych.
Klub argumentował, że Kraków powinien dążyć do jak największych wskaźników wykorzystania odnawialnych źródeł energii. Zwolnienie z podatku miałoby być impulsem do takiej inwestycji – szczególnie w sytuacji, w której, wraz z wprowadzeniem zakazu używania paliw stałych, wygaszany jest program PONE, polegający na dofinansowaniu wymiany starego pieca na ekologiczne źródło ciepła.
Pod ostrzałem
Projekt spotkał się jednak z mocną krytyką podczas sesji rady miasta, zarówno ze strony urzędu, jak i radnych pozostałych klubów – nawet jeśli niektórzy z nich przyznawali, że sama idea warta jest rozważenia.
Miasto zwracało uwagę przede wszystkim na kwestie możliwości kontroli takiej ulgi podatkowej. Projekt zakładał np., że instalacja musi zostać przynajmniej raz uruchomiona, by można było zwolnić mieszkańca z podatku. – Nie ma takiej możliwości, żeby urzędnik podatkowy sprawdził, czy instalacja była włączona, bo nie ma takich dokumentów – argumentował Adam Pietruszka, zastępca dyrektora wydziału podatków i opłat. – Rola organu podatkowego została tu całkowicie wyeliminowana – mówił. Zwracał też uwagę, że zbyt duży zakres oparto na oświadczeniach mieszkańców i ostrzegał przed pożarami w przypadku nieprofesjonalnie zamontowanych instalacji.
Zaufać mieszkańcom
– Pan dyrektor reprezentuje zupełnie inną filozofię niż ja – bronił pomysłu Łukasz Gibała. – Faktycznie, urzędnicy nie będą w stanie tego kontrolować, ale powinniśmy zaufać mieszkańcom. Jeśli ktoś wydał kilkanaście tysięcy na instalację, to po co wysyłać tam urzędników? Jeśli to jest w interesie mieszkańca, to można, podobnie jak we Wrocławiu, oprzeć to na elemencie zaufania. Na każdej godzinie pracy takiej instalacji mieszkaniec zarabia – podkreślał.
Gibała odpierał też zarzuty radnych, mówiąc, że nigdy nie zakładał, by zwolnienie z podatku było kluczowym czynnikiem skłaniającym mieszkańców do podjęcia decyzji o wykorzystaniu OZE. – Zgadza się, że są już inne programy, ale podkreślaliśmy, że to byłoby programem dodatkowym. Gdyby narzędzia, które już istnieją, były wystarczające, mielibyśmy w Polsce nie 1% instalacji, ale o wiele więcej – przekonywał.
We Wrocławiu to co innego
Radni mieli też inne wątpliwości. Zarzucili propozycji Gibały populizm i wydawanie publicznych pieniędzy z myślą o najzamożniejszych mieszkańcach. Grzegorz Stawowy zwracał też uwagę, że powoływanie się na przykład Warszawy i Wrocławia jest w naszym przypadku nietrafione. – Tam dalej mogą palić węglem i to motywacja, by zmienić formę ogrzewania. W Krakowie nie można palić paliwami stałymi i straż miejska wyłapuje takie przypadki – mówił.
Radny Łukasz Maślona z Krakowa dla Mieszkańców był zbulwersowany dyskusją. – Nie widziałem tak gwałtownej dyskusji przy rozmowie o 8 milionach na prawa autorskie do stadionu – mówił, podkreślając, że w tym przypadku koszty wyniosłyby ok. pół miliona złotych rocznie.
Ostatecznie projekt przepadł w głosowaniu.