Poważne zarzuty w sprawie działań byłego zarządu miejskiej spółki. „Prokuratura musi to zbadać”

Krakowska prokuratura zajmie się zawiadomieniem Najwyższej Izby Kontroli w sprawie dwóch byłych członków zarządu miejskiej spółki Kraków 5020. Wiemy, o jakie przestępstwa chodzi.

Kontrola działalności zarządu miejskiej spółki zakończyła się fatalną oceną i skierowaniem zawiadomienia do organów ścigania. Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła mnóstwo nieprawidłowości dotyczących przetargów organizowanych przez spółkę odpowiedzialną m.in. za drugą miejską telewizję oraz prowadzenie sklepu z pamiątkami.

Inspektorzy podważyli prawidłowość przeprowadzenia przetargów na miliony złotych (m.in. wyposażenie i obsługę studia hybrydowego), a także te mniejsze dotyczące zlecenia prowadzenia mediów społecznościowych spółki zewnętrznym firmom i brak kontroli nad tym, jak to zadanie jest wykonywane.

Przetargi bez dokumentacji?

W wystąpieniu pokontrolnym możemy przeczytać, że w omawianych postępowaniach „nie udokumentowano prowadzonego procesu szacowania wartości zamówienia. Nie zgromadzono wymaganej regulaminem udzielania zamówień publicznych dokumentacji, tj. wyników analizy cen rynkowych, analizy wcześniej poniesionych na tego rodzaju zamówienia wydatków lub analizy zapytań ofertowych. W ocenie NIK brak należytej staranności polegał na nieudokumentowaniu procesu szacowania zamówienia”.

– Wiceprezes zarządu odpowiedzialny za pion technologii i inwestycji Inwestycji wyjaśnił, że szacowania dokonywano w gronie komisji przetargowej, jednak i w tym przypadku nie sporządzano z tych dyskusji protokołów – widnieje w dokumencie.

Wiceprezes próbował jeszcze tłumaczyć, że szacowanie kosztów ofert „odbywało się w zmieniających się warunkach odnośnie do zakresu działalności, wpływającego na pracę otoczenia (hejt) i innych decyzji zarządu, oraz że dyrektor Play Kraków oraz wiceprezes odpowiedzialny za pion na bieżąco otrzymywali informacje o postępowaniach, a zarząd akceptował kwoty szacowania, co potwierdzają dołączone do dokumentacji informacje o wysokości kwoty przeznaczonej na sfinansowanie zamówienia”.

Ze szczegółami kontroli można zapoznać się TUTAJ.

NIK wytacza grube działa

10 lutego NIK poinformowała, że złożyła zawiadomienie do prokuratury w związku z działalnością dwóch osób: byłej prezes spółki i byłego wiceprezesa ds. technologii i inwestycji.

Postępowanie zostało zarejestrowane w podgórskiej prokuraturze rejonowej i dotyczy dwóch przestępstw. Pierwsze to zakłócenie przetargu publicznego. Kodeks karny mówi, że „kto w celu wywarcia bezprawnego wpływu na wynik trwającego lub przygotowywanego przetargu lub postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, wchodzi w porozumienie z inną osobą, przekazuje lub rozpowszechnia informacje lub przemilcza istotne okoliczności, działając na szkodę właściciela mienia, osoby lub instytucji, na rzecz której przetarg jest lub ma być dokonywany (…), podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Drugi zarzut dotyczy nadużycia zaufania lub niedopełnienia obowiązku na szkodę reprezentowanego podmiotu. Chodzi o szkodę majątkową w wielkich rozmiarach, czyli przekraczającą 1 mln złotych. Za to przestępstwo grozi od roku do 10 lat więzienia.

Najpoważniejszy wątek

Zdaniem radnego Michała Starobrata (Kraków dla Mieszkańców), byłego członka doraźnej komisji ds. spółki Kraków 5020, zarzuty kierowane przez NIK są poważne i zaniechaniem byłoby niepoinformowanie o nich organów ścigania.

– Mamy tutaj zupełnie nowy temat. Do tej pory rozmawialiśmy o tym, czy spółka powinna być zakładana oraz że jej działania były nieefektywne. Teraz mamy pokazane dowody na to, że były problemy z zamówieniami publicznymi. To nowy, najpoważniejszy do tej pory wątek – stwierdza samorządowiec.

Według radnego Starobrata prokuratura musi zbadać tę sprawę. – NIK jest na tyle poważną instytucją, że jeśli przeprowadziła kontrolę, jest raport i dokumenty, to prokuratura ma wykonaną część pracy. Jeśli tylko potwierdzi się to, co wykazali kontrolerzy, to już jest podstawa nawet do postawienia konkretnych zarzutów – uważa.

– Obracam się na rynku firm prywatnych i takie praktyki, jak zbieranie ofert się zdarza, ale nie przez telefon, tylko mailami, bo jak można zapamiętać konkretne kwoty od konkretnych oferentów? To się kupy nie trzeba. Prokuratura będzie musiała zbadać tę sprawę i okaże się czy te działania były celowe, czy wynikały z błędów. Jeśli to pierwsze, to mamy do czynienia z poważanymi zarzutami – stwierdza Michał Starobrat.