Pracują cały sezon na próbę, nie dostając złotówki [Rozmowa]

Od maja do 8 sierpnia Okręgowy Inspektorat Pracy w Krakowie przeprowadzał kampanię „Szlakiem Pierwszej Pracy”, która miała na celu przeciwdziałać nielegalnemu zatrudnieniu i pomagać w starcie na rynku pracy. Anna Majerek, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektoratu Pracy w Krakowie opowiada, z czym spotkała się podczas kontroli oraz jakie działania będzie podejmować inspekcja, aby przeciwdziałać nieprawidłowościom w pracy.

Łukasz Dankiewicz, LoveKraków.pl: Skąd zrodził się pomysł na stworzenie kampanii?

Anna Majerek: Inspiracją do przeprowadzenia kampanii „Szlakiem Pierwszej Pracy” był problem nielegalnego zatrudnienia osób wchodzących na rynek pracy. Chcieliśmy ułatwić im start zawodowy po to, żeby nie kojarzył im się on z oszustwem, utratą czasu i pieniędzy. Już od kilku lat w okresie wakacyjnym wśród osób, które podejmują  zatrudnienie w takich branżach jak hotelarstwo i gastronomia, coraz częściej dostawaliśmy informacje, że łamane jest  prawo pracy i rośnie procent osób zatrudnionych nielegalnie.

Jakie to prawa?

Niestety, pojawia się syndrom pracy na próbę. Osoba chcąca pracować  przez wakacje przychodzi do restauracji i słyszy od pracodawcy: „Będziesz pracował, ale na początku podejmij pracę na próbę. Popracujesz jeden, dwa dni, jeśli się sprawdzisz będziemy podpisywać umowę”. Oczywiście taka osoba chcąc podjąć pracę zgadza się na to i po paru dniach okazuje się, że „nie sprawdziła się” i nie dostanie żadnej umowy. Co więcej, nie dostaje żadnego wynagrodzenia. Nikt nie chce zaświadczyć, że taka osoba pracowała w tym miejscu, często o stałych godzinach i pod nadzorem. Osoby, które pracowały z nią nie chcą zeznawać, ponieważ boją się o swoje zatrudnienie. W ten sposób taki nieuczciwy pracodawca może obstawić sobie nawet cały sezon osobami, które po kilka dni będą wykonywać powierzone im zadania i nie wypłaci im nawet złotówki. Z tą patologią na rynku pracy walczymy już od kilku lat.

Na ile praca na próbę bez umowy to brak świadomości pracodawców, a na ile ich cwaniackie zachowanie?

Wykorzystują luki w prawie na swoją korzyść. Na początku mogło to wynikać z pewnego braku orientacji, ale teraz doskonale już wiedzą co robić, aby cały sezon restauracja pracowała doskonale, miała kelnerów, barmanów, osoby zmywające zatrudnione na tak zwaną próbę. Właściciel restauracji nie ponosił kosztów zatrudnienia, ale łamał przepisy, nie zawierając umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej, w zależności od stanowiska.

Jakie przypadki pokazały kontrole?

Chociażby ucięte palce podczas nielegalnego zatrudnienia. Dużo było porad dotyczących stresu w pracy, mobbingu, godzin nadliczbowych, niewypłaconego wynagrodzenia. Praca nielegalna nie dotyczy tylko osób wchodzących na rynek pracy. Problem dotyka ludzi w każdym wieku. Pracownica lodziarni, która przez miesiąc pracowała w Krakowie bez umowy, wierzyła w uczciwość pracodawcy. Gdy przyszedł czas wypłaty okazało się, że jej nie zapłaci, a w podobnej sytuacji jest kilka osób. To klasyczny przykład pracy na próbę. Dziewczyna nie ma żadnej umowy, określonej pisemnie stawki, nie ma świadków, a pracodawca jej mówi: „nie sprawdziłaś się, nie będę ci płacił kończymy ze sobą współpracę”. Za przykład kontroli w tym obszarze może służyć również kontrola budowy budynków jednej uczelni w Krakowie. Pracownicy w pierwszym dniu inspekcji  nie byli w stanie lub też mieli trudności w określeniu podstawy oraz zakresu wykonywania pracy. Na pytanie inspektora, na jakiej podstawie świadczą pracę, osoby te tłumaczyły: „ustna umowa zlecenia o dzieło”, „okres próbny”, „przyuczenie” „pierwszy dzień pracy” i „o umowie jeszcze nie rozmawiałem”.

O takie sytuacje szczególnie łatwo wobec obcokrajowców w Krakowie. Część z nich jest tu nielegalnie, a wielu pracuje „na czarno”.

Nie jest łatwo wjechać do Polski bez zgody na pracę. Podejmując nielegalne zatrudnienie ryzykuje się deportację. Inaczej się mają studenci, bo oni nie muszą mieć tej zgody. Sam przyjazd na studia dzienne pozwala im podejmować pracę. Pracują za różne stawki i bez żadnych umów. Przez takie kampanie uświadamiamy im, żeby żądali wynagrodzenia. Chociażby w kwestii wypadku i zgłoszeniu ubezpieczenia do ZUS, w celu ochrony przed czarnym scenariuszem.

Jak wielu studentów zagranicznych pracuje „na czarno”?

Przeprowadzaliśmy szkolenia na krakowskich uczelniach. Między innymi na Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, gdzie szkoliliśmy ponad 100 studentów z Ukrainy. Oni już od pierwszego roku studiów podejmują zatrudnienie, a kiedy zapytaliśmy ich, kto ma umowę, nikt nie podniósł ręki. Wchodzą w środowisko, którego nie znają, ale nie wykazują również znajomości przepisów. Szkolenia maja ich uczyć, że mają prawo żądać umowy, muszą negocjować stawki, nie mogą pracować za 3-4 złote za godzinę.

Jakie wnioski po kampanii wyciągnęła Państwowa Inspekcja Pracy?

Konieczna jest zmiana w przepisach. Chcemy ograniczyć szara strefę wśród osób, które wchodzą na rynek pracy. Od kilku lat wnioskujemy o zmiany w polskim prawie pracy. Jeżeli ustawodawca je uwzględni, to pracodawca będzie zobligowany przepisem na przykład do podpisywania z pracownikiem umowy o pracę przed dopuszczeniem do pracy. Wtedy zniknie „syndrom pierwszego dnia". Przychodząc na kontrolę pracodawca nie mógłby już oświadczyć, że pracownik zatrudniony jest jako kelner pierwszy dzień w pracy i do końca dnia ma 5h i ma jeszcze czas na podpisanie umowy. To wyeliminowałoby syndrom pierwszego dnia pracy, który jest powszechny w tej branży.

Jak w takich sytuacjach zachowują się pracownicy?

Studenci zatrudnieni nielegalnie przez restauratorów czy właścicieli hoteli często są „szkoleni” na wypadek naszych kontroli. Słyszą od nich, co mają powiedzieć. Jeśli pracownik nie dostał wynagrodzenia, często przychodzi do nas i informuje, że mu nie zapłacono zgodnie z umową. Gdy pytamy, gdzie jest ta umowa, nastaje cisza, ponieważ nie została ona spisana. Trudno wtedy pomóc, ponieważ w miejscu pracy nie ma śladu po takim pracowniku – nie poznają go ani pracodawca, ani współpracownicy, nie widnieje w ewidencji.

Jest szansa na ułatwienie ewidencji osób zatrudnionych?

Istnieje taka baza, jeśli chodzi o zgłoszenia do ZUS. W tej chwili pracownik ma siedem dni na zgłoszenie do ubezpieczenia i to też jest zbyt długi okres czasu. Skrócenie tego okresu tez byłoby wskazane, bo obowiązek ubezpieczenia pracownika od razu  tez  ograniczyłoby nielegalne zatrudnienie. Nie dochodziłoby do paradoksów, takich jak ubezpieczenie pośmiertne osoby, która zginęła na budowie. Ktoś zginął w drugim dniu pracy, a nie został ubezpieczony, ponieważ pracodawca stwierdził, że ma na to 7 dni. Gdyby musiałby zrobić to od razu, wtedy nie byłoby takich paradoksów. Dostęp online do baz elektronicznych: PESEL, ZUS czy bazy bezrobotnych usprawniłby naszą pracę i wiedzieliśmy od razu, kto jest bezrobotny, a podejmuje zatrudnienie i wiedzielibyśmy, czy jest zgłoszony przez pracodawcę do ZUS czy nie.

Jakie podejmą państwo działania w tej sprawie?

Niestety, nie jesteśmy organem ustawodawczym, a nadzorczo-kontrolnym, więc możemy jedynie wnioskować i przekazujemy takie wnioski do ministerstwa czy organów ustawodawczych, żeby wprowadzać takie zmiany do kodeksu pracy. Mam nadzieję, że zostaną one uwzględnione.