Prawo jest, jakie jest. Co zrobić, by Kraków nie tracił drzew? [List do redakcji]

Drzewa w Krakowie tnie się na potęgę od lat – są to liczby rzędu kilkunastu tysięcy rocznie (w 2015 – niemal 16 tysięcy), obecnie jednak, z uwagi na nowelizację prawa ochrony przyrody, te liczby mogą się zmienić. Ponieważ nie ma żadnych procedur, wartości te będzie można wyłącznie oszacować. Brak obowiązku nasadzeń zastępczych oznacza, że w przyszłości pojawi się problem z odtworzeniem stanu botanicznego Krakowa.

Można oczywiście przeciw temu protestować – ale sytuacja obecna raczej się nie zmieni. Może warto więc zastanowić się i rozważyć, jakie działania mogą przynieść nam w zakresie ochrony przyrody wymierne efekty.

Plany miejscowe

Po pierwsze, dużym błędem jest brak uchwalonych miejscowych planów zagospodarowania terenu, a więc dokumentów regulujących zabudowę przestrzeni. Te zaś, które funkcjonują, w większości znajdują się poza jakąkolwiek funkcjonalną częścią Krakowa. W praktyce wygląda to tak, że np. tereny na południe od autostrady A4, Krakowem będące jedynie administracyjnie, posiadają takowe plany, zaś obszary newralgiczne jak Ruczaj czy Krowodrza – w bardzo wąskim zakresie.

Wyznaczenie na danym terenie obszaru pod zieleń niweluje jego atrakcyjność inwestycyjną i nie generuje np. potrzeby wycięcia drzew. Przeciwnie - dzieje się, jeśli prywatna, zadrzewiona działka została wyznaczona pod zabudowę mieszkaniową – wówczas „czyści się” ją z drzew, bo zwiększa to jej wartość. Najgorzej jest oczywiście, jeśli planu miejscowego w ogóle nie ma – wówczas przyszła zabudowa kształtowana jest decyzją urzędnika i zazwyczaj stanowi protezę ładu przestrzennego.

Zielone dachy

Pewnym pomysłem są tzw. tarasy zielone, a więc stropodachy (dachy płaskie) które powyżej warstwy żelbetu i stosownych izolacji mają warstwę gleby i niską roślinność. Takie rozwiązanie, zwłaszcza użyte w szerszej skali, ma dobroczynne działanie – w lecie zmniejsza temperaturę, poprawia wilgotność, zbiera – niczym wilgotna gąbka – pyły. Słowem – same atuty.

Postuluję zatem, aby zielone stropodachy były obowiązkowe we wszystkich nowoprojektowanych budynkach wielorodzinnych oraz biurowych w Krakowie.

Istotne jest jednocześnie, aby powierzchnia zielona uzyskana w ten sposób nie mogła być wliczana do tzw. powierzchni biologicznie czynnej, czyli parametru, który musi spełnić inwestor. Jeśli, mówiąc obrazowo, 3/4 działki ma być trawnikiem, to zaprojektowany zielony stropodach musi być z tego wyłączony, żeby nie dawać możliwości zwiększenia zabudowy.

Przesadzajmy!

A może spróbować inaczej? Skoro prywatni właściciele wycinają masowo drzewa, traktując je jak odpad, to może miasto podjęłoby się przesadzania co bardziej wartościowych drzew (mam świadomość wysokich kosztów koniecznego sprzętu, ale...) i próbowało w ten sposób ratować botaniczną substancję Krakowa?

„Nie wycinaj – przyjedziemy i zabierzemy”. Miejsc na przesadzenie znajdzie się aż nadto (a sądzę, że niejeden właściciel prywatny byłby zainteresowany uzyskaniem z dnia na dzień pięknego, rozwiniętego drzewa). Rzecz jasna, nie jest to proste zadanie – dojrzałe drzewo wymaga ok. roku przygotowań, ale jeśli alternatywą jest ścięcie?...

Tereny parkowe

Na Zachodzie wiedzą od lat, że jeśli chce się mieć teren zielony, to trzeba go wykupić, zaprojektować, obsadzić i cierpliwie czekać. Zresztą, cóż Zachód – równo wiek temu krakowskie władze zdołały zorganizować pieniądze, dzięki czemu dziś cieszyć się możemy Laskiem Wolskim. Niestety! Obecnie władze preferują koślawą formę „partnerstwa publiczno-prywatnego”, gdzie obsadzają się w roli hegemona dyktującego mieszkańcom, co robić (kwestia dysponowania własnym majątkiem w kontekście wycinki zieleni to temat na osobną rozprawkę), ale tak naprawdę o zieleń w Krakowie mało kto przez lata się troszczył.

Dopiero działania aktywistów doprowadziły do zmiany myślenia o przyrodzie w mieście – znalazły się np. pieniądze na renowację Parku Krakowskiego. Zwiastunem „nowego” są też tzw. „Parki Krakowian”, gdzie nowo narodzonym dzieciom sadzić się będzie pamiątkowe drzewa. Ale co jeszcze? Co z Bronowicami, co z Parkiem Grzegórzeckim i innymi terenami, które mogłyby funkcjonować jako zielona przestrzeń wypoczynkowa i rekreacyjna?

Kolejny postulat to przeznaczenie w budżecie miejskim większych pieniędzy pod wykup i aranżację terenów pod przyszłe parki – i jeśli się da, poszerzanie obecnych. Tu zaś wracamy do punktu pierwszego.

Nie moment to na dywagacje dotyczące nowego prawa ochrony przyrody i rozważania argumentów „za” i „przeciw”. Jesteśmy w nowej sytuacji prawnej i musimy znaleźć nowe rozwiązania. Zresztą, nawet gdyby przywrócić stan poprzedni, powyższe propozycje nie stracą na aktualności. Zyskać możemy dużo – ale zacząć działać powinniśmy już dziś.

 

Mateusz Budziakowski

architekt urbanista