Prezydent Miszalski upiera się przy Strefie Czystego Transportu, mimo rozbieżności w danych o zanieczyszczeniu

Średnia z krakowskich stacji spełniała normę, ale jedna ją przekraczała. W Interii prezydent Krakowa tłumaczy, dlaczego mimo to – jego zdaniem – musiała powstać SCT.

Jedna stacja kontra średnia dla miasta

W wywiadzie dla portalu Interia prezydent Krakowa Aleksander Miszalski stanowczo broni wprowadzenia Strefy Czystego Transportu, która objęła ponad 60 proc. powierzchni miasta. Kluczowym argumentem są dane o stężeniach dwutlenku azotu, czyli gazu pochodzącego głównie z transportu drogowego.

Miszalski twierdzi, że w 2024 roku na stacji przy al. Krasińskiego średnioroczne stężenie NO₂ wyniosło około 45 µg/m³, czyli powyżej obowiązującej w Polsce normy 40 µg/m³.

Dziennikarz Interii Dawid Serafin zwraca jednak uwagę, że z oficjalnego raportu Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska (GIOŚ) wynika coś innego: średnia roczna z trzech krakowskich stacji wynosiła 30,3 µg/m³, a więc była wyraźnie poniżej progu prawnego.

Prezydent odpiera ten zarzut.

Normę trzeba sprawdzać dla każdej stacji osobno, a nie liczyć średniej dla miasta.
Aleksander Miszalski (KO), prezydent Krakowa
Ul. Kocmyrzowska
Ul. Kocmyrzowska
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Nowa Huta już spełnia normę z 2030 roku

Serafin przytacza też dane ze stacji przy ul. Bulwarowej w Nowej Hucie, gdzie średnioroczna wartość wynosiła 21 µg/m³– czyli praktycznie spełnia już unijną normę, która zacznie obowiązywać dopiero w 2030 roku (20 µg/m³).

Prezydent odpowiada, że nawet taki poziom nie spełnia zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (10 µg/m³).

– Czy jest sens dyskutować, czy trujemy się dwa razy bardziej czy cztery razy bardziej niż norma WHO? – pyta w rozmowie z Interią.

Aleksander Miszalski, sesja Rady Miasta Krakowa
Aleksander Miszalski, sesja Rady Miasta Krakowa
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Miasto liczyło przekroczenia według przyszłych norm

W wywiadzie ujawniono również, że Kraków w komunikacji dotyczącej SCT powoływał się na dane z badań Zarządu Transportu Publicznego, który mierzył stężenia NO₂ w 46 punktach miasta.

Według tych pomiarów:

  • 9 lokalizacjach przekroczona była obecna norma 40 µg/m³,
  • natomiast w 44 lokalizacjach przekroczona była przyszła norma 20 µg/m³, obowiązująca od 2030 roku.

Miasto w swoich komunikatach używało tej drugiej wartości, co dawało obraz niemal powszechnych przekroczeń.

Miszalski w rozmowie z Interią nie zaprzecza temu podejściu.

– To nie jest kwestia narracji. Wiemy, jakie normy będą obowiązywać i jakie zaleca WHO – tłumaczy.

Korek na ul. Kalwaryjskiej
Korek na ul. Kalwaryjskiej
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Czy Kraków mógł nie wprowadzać SCT?

Kluczowy spór dotyczy interpretacji ustawy o elektromobilności. Serafin zwraca uwagę, że skoro średnia z trzech stacji GIOŚ wynosiła 30,3 µg/m³, to miasto teoretycznie spełniało obowiązującą normę i mogło uniknąć wprowadzenia SCT.

Miszalski się z tym nie zgadza.

– Do normy porównuje się każdą stację osobno. W 2024 roku norma była przekroczona, więc strefa musiała zostać uchwalona w 2025 roku – mówi prezydent.

Protest przeciwko SCT pod ZDMK
Protest przeciwko SCT pod ZDMK

60 proc. miasta i brak autora pomysłu

Prezydent przyznaje, że nie pamięta, kto zaproponował objęcie strefą aż 60 proc. Krakowa. Twierdzi jednak, że mniejszy obszar – np. w granicach obwodnic – nie przyniósłby oczekiwanych efektów.

Nie planuje na razie zmiany granic SCT.

– Być może za pięć lat strefa nie będzie potrzebna, jeśli samochody będą spełniać normy – mówi.

Protesty, hejt i 450 przedwczesnych zgonów

Miszalski w wywiadzie przywołuje także dane o 450 przedwczesnych zgonach rocznie w Krakowie, które – jak twierdzi – wynikają z narażenia na tlenki azotu. Powołuje się przy tym na badania lekarzy.

Skalę protestów uznaje za mniejszą, niż się spodziewał. Największa manifestacja zgromadziła – według niego – około tysiąca osób. Prezydent twierdzi też, że w internecie dominują głosy osób spoza Krakowa oraz środowisk związanych z motoryzacją i Konfederacją.

Aleksander Miszalski Prezydent Miasta Krakowa
Aleksander Miszalski Prezydent Miasta Krakowa
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Fundacja od aut elektrycznych? Prezydent zaprzecza

W rozmowie pojawia się też wątek Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, której prezesem jest były minister środowiska Marcin Korolec. Fundacja chwaliła się, że wspierała wprowadzanie SCT w Krakowie.

Miszalski zaprzecza jakimkolwiek kontaktom z tą organizacją.

– Nigdy się z taką fundacją nie spotykałem – mówi.

7 mln zł kosztów i pieniądze dla gmin ościennych

Utrzymanie SCT ma kosztować miasto około 7 mln zł rocznie. Prezydent zapowiada, że nadwyżka z opłat trafi do gmin ościennych, m.in. na likwidację „kopciuchów”.

Serafin zwraca uwagę, że pełnomocnik prezydenta ds. jakości powietrza jest jednocześnie wiceprzewodniczącym rady gminy Zielonki, co może rodzić pytania o przepływ środków.

Miszalski odpowiada, że „jego wyobraźnia nie poszła tak daleko”.

Decyzja sądu w środę

W środę Wojewódzki Sąd Administracyjny ma rozstrzygnąć skargę na uchwałę o SCT. Prezydent zapowiada, że w razie niekorzystnego wyroku miasto będzie się odwoływać.

Nie przewiduję likwidacji Strefy Czystego Transportu.
Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa