Probierz: Kiedyś padnę na boisku!

W końcówce meczu Cracovii z Lechią (2:1) emocje sięgnęły zenitu. Gospodarze wygrali po rzucie karnym w doliczonym czasie gry, ale wcześniej przez kilka minut nerwowo czekali na decyzję sędziego głównego i arbitrów VAR. - Piłkarze pokazali charakter. Tak rodzi się zespół – mówił dumny Michał Probierz, którego zespół przynajmniej do sobotniego wieczoru będzie nad strefą spadkową.

Do 64. minuty na murawie działo się niewiele. Wówczas Pasy znalazły się w opałach, bo bramkę z pomocą Michała Helika zdobył wprowadzony dwie minuty wcześniej Sławomir Peszko. Cracovia szybko wyrównała po pięknym golu głową Krzysztofa Piątka i tworzyła kolejne groźne akcje. Zwycięskiego gola gospodarze zdobyli dopiero w doliczonym czasie gry, po kilku nerwowych minutach oczekiwania ma decyzję arbitra w sprawie rzutu karnego.

W szesnastce Javiera Hernandeza ściął Daniel Łukasik, ale Piotr Lasyk nakazał grać dalej. Pokrzywdzony piłkarz za protesty obejrzał żółtą kartkę, ale o słuszny rzut karny dopominali się jego koledzy na murawie i cała ławka. W końcu sędzia przerwał grę i wysłuchał opinii arbitrów VAR. Chcąc się upewnić, podbiegł do monitora obejrzeć powtórkę i zmienił swoją decyzję, wskazując na jedenasty metr. Karnego pewnie wykonał Piątek.

Piłkarze Lechii nie mogli się pogodzić z tą decyzją, już po ostatnim gwizdku drugą żółtą kartkę zobaczył Grzegorz Wojtkowiak. Zawodnicy gości podkreślali, że sędzia ich skrzywdził, bo karny pewnie był, ale wcześniej piłkarz Cracovii Adam Deja zagrał ręką. Przez strefę wywiadów podopieczni Adama Owena przechodzili wzburzeni i klęli pod nosem. – Jestem rozczarowany wynikiem i grą w końcówce. Do momentu straty bramki realizowaliśmy nasz plan, ale potem się pogubiliśmy. Stworzyliśmy wystarczającą liczbę sytuacji, by zwyciężyć – mówił opiekun Lechii. Zgodził się, że karny na piłkarzu Pasów był, ale również uważał, że wcześniej sędzia nie przerwał akcji, a pomocnik Cracovii zagrał ręką.

Zasłużona wygrana

Powadzący Górnika Zabrze Marcin Brosz opowiadał niedawno w „Przeglądzie Sportowym”, że kiedyś zmierzył sobie poziom stresu. Zapytaliśmy szkoleniowca Cracovii, jak wytrzymał nerwową końcówkę spotkania z Lechią. – Kiedyś chyba padnę na boisku. Gdybyśmy w tym sezonie potrafili utrzymywać prowadzenie mielibyśmy 15 punktów więcej. Szkoda, ale w takich meczach jak z Lechią rodzi się zespół. W piątek drużyna pokazała charakter. Choć zdobyliśmu trzy punkty po karnym w doliczonym czasie, wygraliśmy zasłużenie z dobrym przeciwnikiem, który w poprzednim sezonie do końca walczył o mistrzostwo – mówił Probierz.

Trener chwalił zespół - piłkarzy pierwszego składu i rezerwowych za dobre zmiany. Ciepło mówił też o strzelcu dwóch bramek, którego na przedmeczowej konferencji publicznie skrytykował za machanie rękami. – Poskutkowało. Wcześniej miałem z nim cztery rozmowy, ale nie przyniosło to efektu, więc szukałem innych rozwiązań – tłumaczył.