Problem alkoholu w Krakowie jest złożony. Co można zrobić?

Od sklepów z alkoholem po wychowanie przez rodziców – dyskusja na komisji praworządności na temat pijaństwa w naszym mieście zahaczyła niemal o każdy aspekt życia krakowian. Radni, urzędnicy, służby oraz mieszkańcy zastanawiali się, jak można uzdrowić obecną sytuację.

Bądźmy odważni

Alina Kamińska, aktorka Teatru Bagatela, aktywnie włączyła się w walkę o lepszy Kraków. Osobiście najbardziej przeszkadza jej całodobowa pijalnia wódki i piwa na Kazimierzu. – Nie chcę, żeby moje dziecko widziało zwłoki pijanych turystów, gdy rano idzie do szkoły – apelowała matka gimnazjalistki i aktorka Teatru Bagatela. – Zróbmy coś wreszcie, bądźmy odważni. Mnie jest wstyd, że Kraków jest promowany jako miasto pubcrowlingu.

To nie jedyny problem, z jakimi borykają się krakowianie. Adam Chrapisiński mieszka przy Plantach Dietlowskich. – Na całej długości jest szalet, a to z powodu kuchni dla biednych. Nocą przechodzą tam tłumy ludzi. Tam, gdzie mieszkam, są salony „masażu”, hostele. To mój Kraków i nie wiem, co z tym zrobić – stwierdził dyrektor Miejskiego Centrum Profilaktyki Uzależnień.

Wszyscy zgodnie przyznają, że problem jest złożony. Chrapisiński uważa, że wraz z nowelizacją uchwały o wychowaniu w trzeźwości jest coraz mniej restrykcyjna. Przykład? Do końca 2014 roku osoba, która trafiała do izby wytrzeźwień i miała ze sobą alkohol, mogła po niego wrócić za 7 dni. – 90% klientów nie wracało. Teraz trzeba wydać alkohol przy wyjściu, więc klient trzeźwieje, bierze flachę i idzie dalej pić – przyznaje. Nie bez winy są, według dyrektora, rodzice, puszczający młode osoby na całonocne imprezy w klubach. Dostało się także bezdomnym i studentom.

Co można zrobić?

Jednym z rozwiązań mogłoby być zmniejszenie liczby sklepów z alkoholem. Zakończone konsultacje społeczne odpowiedziały na kilka pytań, ale też postawiły parę kolejnych. Mieszkańcy postulowali nie tylko o zmniejszenie przyznawanych koncesji, ale też o organicznie sprzedaży w godzinach nocnych. Oprócz tego zwiększenie odległości od tzw. obiektów chronionych (kościołów czy szkół). Pojawił się nawet wniosek, by trunki były sprzedawane na… kartki. Padały również propozycje, by w ogródkach kawiarnianych wprowadzić zakaz sprzedaży. Ważnym aspektem była ponowna możliwość opiniowania przez dzielnice lokalizacji sklepów z alkoholami.

Jak przyznają urzędnicy, niestety większość rzeczy rozbija się o prawo krajowe. Nie można bez zmian w ustawie ograniczyć godzin sprzedaży. Również rady dzielnic nie mają prawa, by móc wyrazić swoje zdanie na temat kolejnych sklepów z alkoholem. Próbuje to zmienić prezydent poprzez kontakty z ministrem gospodarki. Odpowiedzi od ministerstwa nie są zbyt optymistyczne – według nich, propozycje miasta zbyt mocno ingerowałyby w zasady wolnego rynku. Urzędnicy zapewniają jednak, że nie odpuszczą i „będą interesować ministrów”, by coś w prawie krajowym zmienić.