Prokuratura zadecydowała – napastnik z Wawelu niepoczytalny

Prokuratura skierowała wniosek do sądu o umorzenie śledztwa oraz uznanie za niepoczytalnego mężczyznę, który w maju wjechał na wzgórze wawelskie i groził turystom siekierą. Według krakowskiej prokuratury, mężczyzna nie był świadomy popełnionych czynów, dlatego istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że taki incydent mógłby powtórzyć się w przyszłości.

Prokuratura Okręgowa w Krakowie skierowała wniosek o umorzenie śledztwa w sprawie 48-latka, który 8 maja wjechał na teren Wawelu, grożąc siekierą przypadkowym turystom. Jednak to, jaka zapadnie decyzja, zależy od sądu. Teraz decyzja należy do sądu w Śródmieściu, ale nie jestem w stanie powiedzieć, na kiedy przewidziany jest termin – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie, Bogusława Marcinkowska.

Wniosek, z jakim prokuratura zwróciła się do sądu to wynik długotrwałych obserwacji biegłych. – Biegli wydali opinię, z której wynika, że w stosunku do zarzuconych mu czynów miał zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia wszystkich popełnionych wykroczeń i pokierowania swoim postępowaniem – twierdzi rzecznik krakowskiej prokuratury. Mężczyzna był przekonany, że jest krewnym króla Jana III Sobieskiego i z tytułu urodzenia, należy mu się mieszkanie na Wawelu.

Biegli uznali również, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez 48-latka podobnego czynu w przyszłości, dlatego powinien zostać poddany leczeniu w zamkniętym zakładzie.

Szaleńczy rajd po wzgórzu wawelskim

8 maja, około godziny 8.30, 48-letni Grzegorz Ś. kierujący Seatem Ibizą wjechał na teren Wawelu. – Po zatrzymaniu przez ochronę wyjął siekierę i usiłował nią ranić przypadkowego mężczyznę – relacjonował zdarzenie dyżurny policji w Krakowie.

Widząc idących alejką turystów, wysiadł z samochodu i zaczął grozić siekierą osobom z wycieczki. Kiedy ksiądz oprowadzający grupę zareagował i zwrócił kierowcy uwagę, ten wrócił do samochodu i ruszył gwałtownie w kierunku przechodniów. Strażnicy ze straży zamkowej reagując na sytuację oddali strzał ostrzegawczy, a później – aby powstrzymać napastnika, kolejny – w kierunku samochodu. Mężczyzna mimo to przedostał się na dziedziniec zamku, krążąc samochodem po alejkach. Tam został zatrzymany przez policjantów, którzy zablokowali mu możliwość wyjazdu, wyciągnęli z pojazdu i obezwładnili.

Jak informuje małopolska policja, mężczyzna cały czas krzyczał: "Wawel jest mój, nie chcę tutaj obcych ludzi!".

Zarzut postawiony 48-latkowi dotyczył sytuacji, kiedy mężczyzna nie zastosował się do poleceń straży zamkowej, wjechał na dziedziniec zamkowy, który jest objęty zakazem wjazdu, nie zatrzymał się mimo oddania strzału ostrzegawczego i jadąc wprost na strażników udaremnił podejmowane przez nich czynności służbowe. Gdyby ten mężczyzna oskarżany był „normalnie”, to groziłaby mu kara pozbawienia wolności do lat trzech – dodaje Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej.