Przeciwnicy SCT pod urzędem miasta. „Krakowianie odczują to na własnych kieszeniach”
Po sobotnich protestach przed siedzibą ZDMK i Muzeum Narodowym przeciwnicy strefy czystego transportu zorganizowali w poniedziałek konferencję prasową z udziałem samorządowców z gmin i powiatów Małopolski. Podkreślali, że SCT uderza nie tylko w mieszkańców Krakowa, ale także w osoby dojeżdżające do miasta do pracy, szkół, uczelni i z dostawami towarów.
Konstytucyjne prawa
– Sobotni protest, proszę państwa, pokazał, że jesteśmy razem, to znaczy i mieszkańcy Krakowa i mieszkańcy Małopolski – mówił Sławomir Skiba, prezes Fundacji Wolność i Własność.
W jego ocenie, zarówno mieszkańcy miasta, jak i okolicznych gmin są poszkodowani nowymi regulacjami.
– Jeśli część Krakowian naiwnie sądzi, że tą strefą nie będzie poszkodowana, to wkrótce odczuje to na własnych kieszeniach w najróżniejszy sposób, poprzez różnego rodzaju usługi, które zdrożeją z pewnością z powodu transportu, który nie będzie mógł skutecznie do miasta docierać – przestrzegał.
Zapowiedział dalsze działania prawne. – Jesteśmy w trakcie dużej kampanii walki przeciwko strefie czystego transportu, która godzi w nasze konstytucyjne prawa i swobody: prawo do swobodnego przemieszczania się i prawo do własności prywatnej – mówił, zapowiadając pozwy do sądów administracyjnych i cywilnych oraz działania zmierzające do zakwestionowania ustawy o elektromobilności.
Brak kolei i zbyt duży obszar strefy
Grzegorz Cichy, burmistrz miasta i gminy Proszowice, zwracał uwagę na brak alternatyw transportowych dla mieszkańców jego gminy.
– Nasza gmina nie ma alternatywy, jeżeli chodzi o połączenie z Krakowem w postaci transportu kolejowego – mówił. – Wszyscy nasi mieszkańcy muszą do Krakowa, czy to na uczelnię, czy do szkoły, czy z transportem warzyw, towarów i innych dóbr, korzystać z transportu kołowego – zaznaczał.
Burmistrz krytykował zasięg SCT. – Obszar tej strefy, który zaczyna się już zaraz na ulicy Kocmyrzowskiej, za Wzgórzami Krzesławickimi, czy przy kombinacie od strony Igołomii, jest po prostu zbyt duży – mówił. Ocenił, że jedna trzecia pojazdów należących do mieszkańców gminy nie spełnia norm. – Będą musieli ten tabor wymieniać albo po prostu rezygnować z przyjazdu do Krakowa lub ponosić te opłaty – podkreślał.
Cichy opowiadał się za ograniczeniem SCT do ścisłego centrum.
Żywimy Kraków i ponosimy koszty
Wojciech Rzadkowski, starosta powiatu proszowickiego, oceniał, że SCT została źle skonstruowana. Zwracał uwagę przede wszystkim na sytuację rolników. – Rolnicy z powiatu proszowickiego dostarczają 30 proc. produkcji całej żywności z Małopolski do Krakowa. Żywimy Kraków, żywimy Śląsk – podkreślał. Jak zaznaczył, SCT oznacza dla nich dodatkowe koszty. – Muszą ponosić dodatkowe opłaty, żeby dojeżdżać na przykład do placu targowego na Rybitwach – mówił.
– Dyskryminacja to słowo, które tutaj powinno cały czas wybrzmiewać – mówił Mirosław Cichosz, wójt gminy Mszana Dolna. Szacował, że w jego gminie 30-40 proc. właścicieli samochodów nie będzie mogło wjechać do strefy bez dodatkowych kosztów.
– Miasto Kraków jest miastem wojewódzkim, dlatego też wszyscy mieszkańcy województwa są w tym momencie dotknięci tą sytuacją – podkreślał. Zapowiadał dalszą walkę o zmniejszenie strefy. – Będziemy walczyć o to, żeby tą strefę zmniejszyć i żeby po prostu nie szkodzić mieszkańcom i naprawdę dbać o ich prawa – mówił.
Polityczny sprzeciw?
Po sobotnim proteście wielu komentujących zwracało uwagę na udział politycznych środowisk w sprzeciwie wobec SCT.
Adam Hareńczyk z inicjatywy Małopolski Bunt, były kandydat na prezydenta Krakowa, odnosił się do tych zarzutów podczas konferencji. Przekonywał, że sprzeciw wobec SCT trwa od pięciu lat. – Zaczynaliśmy tę walkę jako mieszkańcy Krakowa, jako obywatele, następnie jako stowarzyszenia obywatelskie, społeczne. To, że później dołączyły do tego partie polityczne, to oznacza, że nasze postulaty były właściwe – mówił.
Pytał też o możliwe skutki dla turystyki i finansów miasta. – Przez to, że wprowadziło się tą strefę tak szeroko, turyści również będą omijać Kraków. Czy ktoś wziął pod uwagę kwestie finansowe? – pytał.
– Liczymy na ocknięcie się radnych miasta Krakowa, na podjęcie dialogu i jakiegoś kompromisowego rozwiązania – podsumował.