Przegląd prasy, 5 czerwca: Czy na Planty wrócą łabędzie?

Mieszkańcy upominają się o powrót łabędzi i złotych rybek do sadzawki z wodotryskiem na Plantach – donosi czwartkowy „Dziennik Polski”. „Gazeta Krakowska” pisze dziś m. in. o tym, że krakowianie psują miejskie rowery, a „Gazeta Wyborcza” informuje o problemach z kleszczami w krakowskich szpitalach.

DZIENNIK POLSKI

Restauratorzy chcą zrobić pasaż na ul. Kupa. Protestują radni z Kazimierza

„(...) Restauratorzy z ul. Kupa (na odcinku między ul. Izaaka a ul. Józefa) chcą zrealizować swój pomysł, aby tę część ulicy całkowicie wyłączyć z ruchu kołowego i stworzyć w tym miejscu ozdobny, klimatyczny pasaż spacerowo-gastronomiczny z estetycznymi ogródkami kawiarnianymi. - Chcemy zagospodarować i ozdobić tę część ulicy. Mamy na to zgodę większości jej mieszkańców - przekonuje Anna Rudnik, przedstawicielka jednej z restauracji przy ul. Kupa. W sumie na części tej ulicy ogródki pragnie ustawić pięć restauracji. (...) - Mieszkamy na Kazimierzu i wiemy, że mieszkańcy są przeciwni tego typu zajmowaniu przestrzeni publicznej pod ogródki kawiarniane. Znów jednak zadziałało lobby gastronomiczne - mówi Jacek Balcewicz, przewodniczący Komisji ds. Kazimierza. W uzasadnieniu swojej opinii rzeczona komisja zaznaczyła, że ul. Kupa zawsze była dostępna na równych prawach dla pieszych i ruchu kołowego. Ostatnie ograniczenia na niej i dalsze propozycje w tym zakresie mieszkańcy uważają za działania pod naciskiem restauratorów i hotelarzy”.

Planty mogą być atrakcyjniejsze. Czy zamieszkają tam złote rybki?

„(…) Gdy chodzi o łabędzie, pływały tu one już przed wojną, miały do dyspozycji budkę. Zniknęły w latach 90. - Kilka razy zdarzyły się ich kradzieże, ostatnim razem zostały zjedzone. Przed wojną zapewne by do tego nie doszło, bo wtedy porządku pilnował plantowy - przypomina Witold Turdza, historyk Krakowa. Wspomina, że łabędzie stanowiły piękną ozdobę, wyglądały majestatycznie. Były i rybki w stawie. - Na Plantach żyło też dawniej pełno wiewiórek, i to było urocze. Żywe stworzenia zawsze są atrakcją - dodaje. (...) O przywrócenie na Plantach rybek i łabędzi zapytaliśmy Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu. - Potrzebna jest opinia wydziału kształtowania środowiska urzędu miasta - odpowiada Michał Pyclik z ZIKiT. Poprosiliśmy więc o wstępne opinie ekspertów z wydziału. - Zwracają uwagę na pewne problemy: łabędzie bywają agresywne, może być dla nich stresująca bliskość samochodów, ponadto sadzawka jest okresowo opróżniana, więc trzeba pomyśleć, jak wtedy o nie zadbać - wymienia Filip Szatanik, zastępca dyrektora Wydziału Informacji, Promocji i Turystyki UMK. Miasto przeanalizuje pomysł. - Plantom brakuje czegoś z myślą o rodzinach z dziećmi - przyznaje Szatanik”.

Kaczka odchowała dzieci na... rondzie

Niecodzienna akcja na rondzie Mogilskim. Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami ewakuowało kaczą rodzinę. To już się staje tradycją. Na przełomie maja i czerwca trzeba wybawiać z kłopotów kacze mamy i ich dzieci z dość nietypowych miejsc. Co roku na rondzie Mogilskim kaczka krzyżówka zakłada gniazdo i składa w nim jaja. Ptasiej mamie wcale nie przeszkadza, że rondo nie jest bezpiecznym miejscem i nie ma tu nawet oczka wodnego. - Gdy tylko młode się wykluły bezzwłocznie podjęliśmy decyzję, aby zabrać ją stamtąd wraz z pisklakami - mówi Paulina Boba, kierownik biura KTOZ. Inspektorzy złapali nieodpowiedzialną kaczą mamę z młodymi i bezpiecznie przewieźli je nad wodę, gdzie zostały wypuszczone na łono natury. To nie jedyny przypadek wybierania przez kaczki dziwnych miejsc na zakładanie gniazd. Kolejne ewakuacje przeprowadza się przy ul. Brodowicza, w Ogrodzie Botanicznym UJ i na ul. Szlak. - Jeśli nie zdążylibyśmy tych ptaków zabrać, ruszą gęsiego w stronę Wisły. Potrafią iść torowiskami i środkiem jezdni, skutecznie paraliżując ruch uliczny - dodaje Paulina Boba”.

GAZETA KRAKOWSKA

Pół tysiąca uwag do planu dla Zakrzówka. Wojna trwa

„Krakowski magistrat liczył, ze po siedmiu latach starań rozwiązał spór o teren między ulicami Wyłom i św. Jacka w okolicy Zakrzówka. W projekcie planu zagospodarowania podzielono ziemię mniej więcej w połowie, pod zieleń i zabudowę. Wydawałoby się, że sprawiedliwie, ale posypały się gromy – aż 525 uwag otrzymał urząd. Ekolodzy dalej chcą cały teren pozostawić zielonym, a portugalski inwestor wyrwać większą część pod zabudowę. – To kompromis. Nie ma przesłanek, aby uznać więcej roszczeń stron – odpowiada Elżbieta Koterba, wiceprezydent miasta i apeluje do radnych, by za trzy tygodnie przegłosowali plan. Problem w tym, że Portugalczycy w zamian za zgodę na duże osiedle zapowiadali stworzenie kąpieliska i parku nad samym zalewem. Co zrobią, jeśli kompromis wejdzie w życie?”

Wypożyczają i psują miejskie rowery

„Możliwe, że z powodu dużej liczby zniszczeń część z 270 rowerów miejskich będzie musiała zostać wymieniona wcześniej niż zakładano. Każdego dnia uszkadzanych jest ok. 15-20 rowerów z miejskich wypożyczalni KMK Bike. – To tak duża liczba, że konieczne było uruchomienie drugiego auta serwisowego, obsługującego stacje rowerowe – mówi Michał Pyclik, rzecznik Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Od końca kwietnia, kiedy uruchomiono KMK Bike, rowery wypożyczono już 60 tys. razy. A jak wyglądają zdarzające się tak często uszkodzenia? Czasem bywa, że w rowerach spada łańcuch lub przepalają się żarówki, jednak według urzędników większość zniszczeń to akty wandalizmu. – Jak na razie, wszystkie naprawy wykonywane są w ramach gwarancji, jednak jeśli zniszczenia będą się powtarzać, to niewykluczone, że pojawią się dodatkowe koszty. Możliwe też, że rowery nie wytrzymają zakładanych 4 lat – zaznacza Michał Pyclik. – Każda osoba jest odpowiedzialna za wypożyczony rower. W przypadku jego zniszczenia lub kradzieży może zostać naliczona kara w wysokości 1650 zł – przestrzega rzecznik ZIKiT-u”.

Śledztwo w sprawie śmierci pasażera

„Krakowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci pasażera tramwaju nr 50, który wypadł z niego razem z drzwiami ponad tydzień temu. Śledczy zlecili sekcje zwłok, zabezpieczyli dokumentację przypadku oraz sam tramwaj. Za spowodowanie takiego wypadku grozi do ośmiu lat więzienia”.

GAZETA WYBORCZA

Słone rachunki za kleszcze

„Szpital Uniwersytecki w Krakowie przymierza się do wystawiania rachunków lekarzom rodzinnym, którzy zamiast na serio leczyć pacjentów, wolą wypisać im skierowania na szpitalny oddział ratunkowy. Już co piąty chory trafia tu od nich bez potrzeby, podczas gdy SOR musi się przede wszystkim zajmować ratowaniem ofiar wypadków. Historia z rachunkami zaczęła się od kartki, która zawisła przy wejściu do Centrum Medycyny Ratunkowej i Katastrof, że ich SOR nie będzie zaopatrywał osób, które przyszły tutaj, aby usunąć im kleszcza. – Prosimy o zrozumienie naszej prośby, my mamy zajmować się ratowaniem ofiar wypadków, schorzeniami zagrażającymi życiu, a nie kleszczami – mówi Aleksandra Załustowicz, szefowa SOR w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Ostatnie tygodnie to wręcz szturm takich osób. Odsyłani przez lekarzy rodzinnych w zwykłe dni tygodnia i przez przychodnie świadczące pomoc w weekendy, trafiają na SOR do wszystkich krakowskich szpitali. – Usuwaniem kleszczy powinni zajmować się lekarze rodzinni. Zwracaliśmy się z prośbą do NFZ o zajęcie się tą sprawą, bo jeśli lekarz odsyła z tak banalnym problemem, to znaczy, że nie wykonuje obowiązków, które zakontraktował u niego Fundusz. Ale pozostało to bez echa – mówi doktor Załustowicz”.