Przez kiboli nie ma sponsora? Ekspert: Wizerunek to wisienka na torcie

W ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie sponsorów Białej Gwiazdy. Nie było ich wielu. Co bardziej złośliwi w komentarzach na stronie klubowej pytali: „Kogo?”. I to pytanie jest zasadne, ponieważ oprócz Tele-Foniki, Adidasa oraz Totolotka, klub nie ma poważnego sponsora, który mógłby podźwignąć spółkę z finansowej zapaści.

Nowy prezes Wisły na początku stycznia podał zarys działalności spółki, by odbić się od finansowego dna. – Jeżeli mówimy o sponsorze na koszulkach, również UFA Sports jest w to zaangażowana. Na pewno sponsor pojawi się w 2015 roku, jednak nie chcę niczego deklarować – stwierdził  Robert Gaszyński.

Kto jest przygotowany na to, by sponsorować drużynę obecnie przeciętną pod względem sportowym i której pseudokibice są zamieszani w działalność przestępczą? – Kwestia sponsoringu to coś więcej niż wizerunek – mówi Łukasz Wilczyński, wykładowca marketingu sportowego w Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie. Ekspert przypomina, że najważniejsze jest podejście biznesowe. – Przede wszystkim ważne są zyski i koszt – tłumaczy.

PR jest ważny

Jednak wizerunek i PR to wisienka na torcie. – Temat krakowski to trudny przypadek. Jeśli bandyci kręcą się wokół klubu, to dla sponsora nie jest to jasne. Nie rozumiem sytuacji, gdy „Misiek” prowadzi szkołę walki. Dodatkowo zarządy Wisły i Cracovii powinny się wspólnie odciąć od kiboli – ocenia Wilczyński.

– To ma bezpośredni wpływ na firmę, kiedy marka jest postrzegana w kontekście noża wbitego w plecy – dodaje. Łukasz Wilczyński uważa, że kluby, nie tylko Wisła, by zwiększyć szansę na sponsora tytularnego powinny jasno dać sygnał, że nie będą tolerować kiboli i się od nich odcinają, co na początku może być ryzykowne, ale w dalszej perspektywie przyniesie korzyści.

Natomiast Grzegorz Kita, prezes zarządu Sports Management Polska, w kontekście braku zainteresowania przedsiębiorców w sprawie braku chęci wynajmu przestrzeni na stadionie Wisły i potencjalnych zysków z tego płynących, twierdzi, że sama Wisła Kraków była też przez lata postrzegana jak klub czy raczej teren jednego aktora, czyli Bogusława Cupiała.  O –Być może dlatego inni biznesmeni nie decydowali się na wynajmowanie tam powierzchni. Druga sprawa, że również Wisła nie dążyła za wszelką cenę do wynajmu przestrzeni, ponieważ jej finanse z reguły były stabilne, a jak nie, to istniały uzasadnione przesłanki, że takie będą, czyli że właściciel ponownie doinwestuje klub – twierdzi Kita.

Nie bez znaczenia ma też pogorszenie wyników sportowych. – To też ma wizerunkowe znaczenie. Ostatni element to także rozmaite wątpliwości przedsiębiorców, czy stadion to dobre miejsce na stałe powierzchnie biurowe. Chodzi o dostępność, bezpieczeństwo itp.