Rada miejska bez sternika. Jak długo potrwa bezkrólewie po Małgorzacie Mękal?
Radni tarnowscy niejednokrotnie potrafili zaskoczyć mieszkańców. I nie tylko projektami uchwał rodem z kosmosu, że przypomnimy choćby pomysł rejsów gondolami na Wątoku czy puszczanie muzyki relaksacyjnej w autobusach w celu eliminacji agresywnych zachowań.
Że spuścimy zasłonę milczenia na zachowanie jednego z rajców z przełomu wieków, który pozwał swoich wszystkich 44 kolegów pod sąd. A ci potulnie zasiedli na ławie oskarżonych. O wzajemnych przezwiskach czy wysyłaniu się do gabinetu figur woskowych też zmilczymy.
Ale nikt nie przypuszczał, że 23 światłych obywateli miasta, którzy decydują o losie prawie stu tysięcy mieszkańców i biorą za to ponad 3 tysiące złotych miesięcznie nie będzie potrafiło dokonać wyboru przewodniczącego rady.
A jednak…
Poniedziałkowy grom z jasnego nieba
Poniedziałek 20 kwietnia był dniem jak co dzień. Słońce nad Tarnowem wzeszło około 5.30. Rozpoczynał się nowy tydzień.
Wieczorem spotkali się radni Koalicji Obywatelskiej, by ustalić taktykę głosowań na najbliższą sesję, która była planowana na czwartek. Przybyłych powitał szef klubu Zbigniew Kajpus. Po chwili o głos poprosiła przewodnicząca Rady Miejskiej Małgorzata Mękal.
Jej przemowa była krótka. Oznajmiła kolegom, że rezygnuje z funkcji przewodniczącej rady. A swoją decyzję ogłosi już na najbliższej sesji, czyli 23 kwietnia.
W sali miała zapanować grobowa cisza.
- Gośka kompletnie nas zastrzeliła. Nikt nie słuchał jej tłumaczeń o chęci rozwoju czy względach osobistych. Jak to piszą w internetach: „Szok, niedowierzanie” – usłyszeliśmy od jednego z radnych KO obecnych na posiedzeniu.
Małgorzaty Mękal uspokoiła koleżeństwo, że Sali Lustrzanej opuszczać nie zamierza. Pozostanie szeregową radną.
To była o tyle ważna deklaracja, iż w przypadku złożenia mandatu na jej miejsce wszedłby do grona rajców Marek Ciesielczyk. A jego obecność na Sali Lustrzanej nie byłaby witana fanfarami. Szczególnie w klubie Koalicji Obywatelskiej, z której w ubiegłej kadencji wyleciał z hukiem.
Zachodzono w głowę, jakie przyczyny mogły spowodować u Małgorzaty Mękal tak nagłą dymisję. Mówiono o zmęczeniu, ale nie brakowało tez głosów „o nowej fusze dla Gosi”. Plotkowano o stanowisku w Grupie Azoty.
„Dyplomatyka i łowy”
Jakimś cudem wieść o rezygnacji Małgorzaty Mękal nie wyciekła do mediów. Radni mieli trzy dni, by spokojnie poszukać kandydata na jej następcę.
A układ w Sali Lustrzanej przedstawia się tak, że Koalicja Obywatelska ma ośmioro radnych, a braterski przynajmniej na papierze Klub Nasze Miasto Tarnów posiada pięć szabel. Zdeklarowana opozycja Prawa i Sprawiedliwości to osiem głosów. A w kole radnych Tak dla Tarnowa pracuje dwóch przedstawicieli.
Z góry wiadomo były dwie rzeczy. Że żadnych szans na przejęcie przewodniczenia w radzie nie mają ludzie z partii Jarosława Kaczyńskiego oraz to, że trzymająca się na nitce koalicja nie będzie mogła liczyć na głos Dominika Gondka, który ma problemy ze zdrowiem.
Szybko powstała krótka lista, z której miał wyjść wspólny kandydat KO i NMT. W Koalicji Obywatelskiej najczęściej wymieniano nazwiska szefa klubu Zbigniewa Kajpusa oraz Sebastiana Stepka, który przed kongresem zjednoczeniowym płacił składki w Nowoczesnej. Nasze Miasto Tarnów zamierzało grać na Tomasza Żmudę, przewodniczącego klubu oraz szefa komisji edukacji.
Prawo i Sprawiedliwość nie czuło ciśnienia. Plotkowano, że najbliżej błogosławieństwa w PiS byli wiceprzewodniczący rady Mirosław Biedroń oraz Seweryn Partyński, kandydat na prezydenta miasta sprzed siedmiu lat, niegdysiejszy „Kukizowiec”.
Partia wywraca stolik
Misterne układanki i przymiarki radnych miał jednak jednym ruchem wywrócić zarząd miejskich struktur Koalicji Obywatelskiej. A osobiście, jak mawiają, szef tego gremium, poseł Robert Wardzała zarekomendował kandydaturę Edyty Kowalskiej. Wielu zaniemówiło ze zdumienia.
Edyta Kowalska to debiutantka w tarnowskiej radzie miejskiej. W wyborach sprzed dwóch lat startowała w Mościcach. Z drugiego miejsca na liście uzyskała 897 głosów. I ograła nawet „jedynkę”, którą był Piotr Wardzała, syn posła KO oraz szefa miejskich struktur KO Roberta. Także po raz pierwszy ubiegającego się o mandat radnego.
I to był właściwie jedyny, jak do tej pory sukces samorządowy w karierze Edyty Kowalskiej. Bo przy podziale powyborczych w radzie łupów nie dostała we władanie żadnej komisji, choć zapisała się do pięciu z nich.
Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że stara się być aktywną radną. Choć z różnym skutkiem.
Co prawda we wrześniu ubiegłego roku dostała stanowisko pełnomocnika wojewody do spraw opieki senioralnej, ale to funkcja bardziej reprezentacyjna niż realny wpływ na politykę.
– Obszar polityki społecznej, w tym polityki senioralnej, jest jej bardzo bliski. Organizuje i wspiera działania na rzecz osób starszych i ich aktywizacji, integracji międzypokoleniowej, a także poprawy dostępu seniorów do opieki zdrowotnej, wydarzeń kulturalnych i edukacyjnych – zachwalali nową pełnomocnik w Urzędzie Wojewódzkim.
Los mógł się odwrócić w miniony czwartek, 23 kwietnia, gdy niespodziewanie otrzymała partyjne namaszczenie o ubieganie się schedy po Małgorzacie Mękal.
Po pięciokroć: „Nie”
Punkt dotyczący wyboru nowego przewodniczącego rady miejskiej przesunięto na koniec obrad. Najpewniej z dwóch powodów. Był czas na zakulisowe doszlifowanie a przy okazji oddalono wizję dyskusji, która mogła przeciąć się w nieskończoność z praniem brudów włącznie.
Poza tym w grę wchodziły technikalia. Jako że głosowanie w kwestii wyboru szefa rady jest tajne, trzeba było wyciągnąć z magazynu urnę i wydrukować karty wyborcze.
Wreszcie rozpoczęło się tarnowskie konklawe.
– W imieniu klubu Prawo i Sprawiedliwość chciałbym zgłosić niezawodnego przewodniczącego Mirosława Biedronia – zawistował Maciej Aleksander.
– Zgłaszam w imieniu klubu Koalicji Obywatelskiej kandydaturę pani radnej Edyty Kowalskiej – ripostował Zbigniew Kajpus.
Radni karnie podchodzili do urny i pod czujnym okiem skrutatorów wrzucali złożone karteczki.
– Głosowanie zakończono. Pięć minut przerwy – ogłaszał Mirosław Biedroń.
Za chwilę werdykt.
– Poszczególni kandydaci otrzymali następującą liczbę głosów. Pan Mirosław Biedroń dziesięć głosów, pani Edyta Kowalska osiem głosów. Ponadto oddano cztery karty z glosami nieważnymi. Wobec nieuzyskania przez żadnego z kandydatów wymaganej liczby głosów, czyli bezwzględnej większości, Rada miejska nie wybrała Przewodniczącego Rady Miejskiej w Tarnowie – oznajmiała wiceprzewodnicząca Grażyna Barwacz.
I tak pięć razy z rzędu, z identycznym efektem. Kolejne porażki nie zrażały Edyty Kowalskiej, koalicja nie miała „Planu B” a Mirosław Biedroń z partyjnymi kolegami cieszył się z wygrywanych głosowań, które jednak fotela przewodniczącego mu nie dawały.
W końcu zdecydowano się przerwać cała farsę i głosowanie nad przewodniczącym rady przesunięto na kolejną sesję.
Wychodzący z Salu Lustrzanej radni nie byli zbyt rozmowni.
- No, ośmieszyli się. Co tu dużo gadać – wtórował mu Henryk Łabędź.
Co dalej?
Mija niespełna tydzień od telenoweli, którą wyborcom zafundowali radni. Ale życie biegnie dalej. Przewodniczącego rady w końcu trzeba będzie wybrać.
Sondujemy, kto na dziś jest w grze. W kuluarach pada aż siedem nazwisk. Czyli prawie co trzeci radny ma możliwość w przyszłości otwierać i zamykać obrady sesyjne. Mieć swój własny gabinet przy ul. Legionów 14 oraz kilku pracowników do pomocy.
I pobierać z tego tytułu ponad cztery tysiące diety.
Najczęściej wymienia się nazwiska: Tomasza Żmudy z Naszego Miasta Tarnów. Ciasno jest w Koalicji Obywatelskiej, gdzie na nominację mogą liczyć wspominani wcześniej Zbigniew Kajpus i Sebastian Stepek. Z nowych nazwisk słyszymy o byłym przewodniczącym rady kadencji 2010-2014 Grzegorza Światłowskiego czy Agnieszce Danielewicz.
Nie zapominajmy o Edycie Kowalskiej.
– No, nie, tu już poszlibyśmy po bandzie. Dość krzywdy już zrobiono kobiecie. Ale, co gorsza, radna Edyta mogłaby raz jeszcze podjąć rękawicę. Ale na to już nic nie da się poradzić. Przegrałaby szóste i jedenaste głosowanie – mówi jeden z jej kolegów klubowych.
Kandydatem ponadpartyjnym mógłby być Krzysztof Rodak (Tak dla Tarnowa), były wiceprezydent Tarnowa. To scenariusz jednak mało prawdopodobny.
Prawo i Sprawiedliwość nie zmienia preferencji.
– Konsekwentnie graliśmy i będziemy grać na Mirka Biedronia, który byłby bardzo dobrym przewodniczącym rady. Wiemy, że szans nie ma, choćby zamieniał piasek w złoto. Bo jego wadą jest z pochodzenie z PiS – twierdzi Seweryn Partyński.
Po cichu na ich głosy opozycji liczą w ostatecznej rozgrywce radni Naszego Miasta Tarnów.
– PiS nigdy nie poprze nikogo z Platformy Chociaż byłby to geniusz, który oddłuży miasto w rok. Przecież by ich zjedli w centrali – uśmiecha się Tomasz Żmuda.
Olimpijski spokój wojewody
Z nieoficjalnych informacji, które do nas docierają wynika, że realny jest scenariusz, w którym przewodniczący zostanie wybrany dopiero… we wrześniu.
Bo po drodze co najmniej dwa ważne głosowania dotyczące prezydenta. W maju radni będą wypowiadać się w kwestii absolutorium z wykonania budżetu. Tu problemów być nie powinno. Jakub Kwaśny takowe otrzyma, bo słupki w budżecie się zgadzają i Regionalna Izba Obrachunkowa zastrzeżeń mieć nie powinna.
Ważniejsze będzie wotowanie czerwcowe. O wiele bardziej prestiżowe niż kwitowanie ze słupków budżetowych. Chodzi bowiem o wotum zaufania. A tu może być różnie. Bo tu często dochodzą ludzkie sympatie bądź animozje.
Na dziś prezydent może liczyć na stuprocentowe poparcie z strony klubu Nasze Miasto Tarnów. Ale to tylko cztery głosy.
Prawo i Sprawiedliwość będzie raczej przeciwne.
Rozjadą się najpewniej dwa głosy Tak dla Tarnowa. Mało kto wierzy, że w dym za Jakubem Kwaśnym pójdzie Ryszard Żądło. Obaj panowie bowiem ostatnio mocną drą koty.
Zatem wszystko w rękach radnych Koalicji Obywatelskiej. I od poparcia ich kandydata na przewodniczącego rady przez NMT może wiele zależeć. Jeśli nie najwięcej.
Sprawie wyboru przewodniczącego spokojnie będzie się przyglądał się wojewoda, który nie zamierza się wtrącać w tarnowską wojenkę. Krzysztof Klęczar miał dać tarnowskim samorządowcom czas do września.
Póki co, obrady mogą prowadzić dotychczasowi wiceprzewodniczący – Grażyna Barwacz z Naszego Miasta Tarnów i Mirosław Biedroń z PiS. Między siebie mają też podzielić całą logistykę związaną z przygotowaniem kolejnych obrad.
Najbliższa sesja planowana jest na ostatni czwartek maja.