Radna z Grzegórzek oburzona zachowaniem kontrolerów
Małgorzata Ciemięga, przewodnicząca rady Dzielnicy II Grzegórzki, oburza się, że kontrolerzy w komunikacji miejskiej nie traktują wszystkich pasażerów tak samo. Chodzi o sytuację, gdy dwóch bezdomnych podróżowało bez biletu tramwajem linii 52, a kontrolerzy zamiast wezwać straż miejską, która powinna usunąć te osoby z tramwaju, postanowili „odpuścić”.
Udawać bezdomnego
– W wagonie jechały dwie osoby bezdomne i pani kontroler poprosiła je o wyjście z tramwaju, bo nie miały biletu. Jeden pan posłuchał i wysiadł, a drugi został i dalej spał. Panowie nie byli razem. Żaden z nich nie poniósł konsekwencji – opisuje sytuację radna dzielnicowa. – Wychodzi na to, że jeżeli nie będę miała biletu, to będę udawała, że śpię i może się wytłumaczę, że osoby bezdomne nie są karane. Na pewno kontrola wówczas wezwie policję – mówi Ciemięga.
Radna uważa, że kontrolerzy powinni byli wezwać policję. – Inni pasażerowie płacą za to 250 złotych mandatu! Nie powinni państwo ściągać tylko pieniędzy, ale i dbać o porządek i komfort jazdy w komunikacji miejskiej. Jakoś trzeba wyeliminować takich pasażerów. Jak to wygląda w oczach turystów, skoro my, mieszkańcy jesteśmy poirytowani tą bezczynnością i - przede wszystkim - niesprawiedliwością – podsumowuje.
Na naszych łamach wielokrotnie podnosiliśmy problem bezdomnych podróżujących komunikacją miejską. W MPK przyznają, że osoby bezdomne, które nie posiadają żadnych dochodów, są praktycznie w świetle prawa cywilnego bezkarne, ponieważ nie ma jak egzekwować od nich mandatów karnych. Kontrolerzy mogą jednak wezwać straż miejską, która usunie z pojazdu daną osobę. Czasami jednak jest to bardziej uciążliwe niż sama podróż z osobą bez biletu, ponieważ trzeba czekać na funkcjonariuszy.
Nie ma złotego środka
Jak tłumaczy Piotr Hamarnik z ZIKiT, również prawo nie jest wystarczające. Jasno jest powiedziane, kiedy kierowca czy motorniczy może odmówić przewozu danej osoby. Problem pojawia się wtedy, gdy dochodzi kwestia zapachu. – Jest to dość subiektywne i jednemu będzie przeszkadzał zapach bezdomnego, a drugiemu kogoś, kto wylał na siebie litr perfum – mówi Hamarnik. – Są też ludzie, którzy wydzielają zapach z powodu jakiejś choroby. Ich też mamy dyskryminować? Nie ma na razie złotego środka – dodaje.
Przedstawiciel miejskiej jednostki odpowiedzialnej za transport przyznaje, że pasażerowie piszą skargi na osoby podróżujące bez biletów i nie zawsze dobrze ubranych. Są oburzeni, co jest zrozumiałe. – Ale to ciężki problem. Niektórzy nie ze swojej winy nie płacą za te bilety – stwierdza Piotr Hamarnik.