Radni bronią przedsiębiorców. Będzie zmiana w sposobie naliczania opłat?

Radni z komisji infrastruktury Rady Miasta Krakowa na wtorkowym posiedzeniu ostro przemaglowali prezesa MPO Henryka Kultysa. Chodzi o opłaty za odbiór odpadów, jakie są naliczane przedsiębiorcom przez zarządców nieruchomości, w której działają. Janusz Chwajoł alarmował, że niektórzy muszą płacić nawet 900% więcej niż przed wprowadzeniem ustawy śmieciowej.

System odbioru odpadów od przedsiębiorców nie różni się praktycznie niczym od tego, jak odbierane są śmieci od osób prywatnych. Ta sama śmieciarka zabiera śmieci mieszane oraz posegregowane. Dlaczego więc przedsiębiorcy muszą płacić więcej, a w skrajnych przykładach nawet 900% (tak twierdził przedsiębiorca z os. Zielonego) więcej niż przed zmianami z lipca 2013 roku? – Śmieciarka drugi raz nie przyjeżdża, więc o zwiększeniu kosztów mowy być nie może. Nie może być też tak, że grupa osób, które pracują dla Krakowa i płacą tu podatki, jest obarczona niewspółmiernymi kosztami do reszty – stwierdziła radna PO Teodozja Maliszewska.

Natomiast radny Wojciech Wojtowicz, przewodniczący komisji infrastruktury, zastanawiał się, dlaczego przedsiębiorcy, którzy produkują odpady mieszane oraz tacy, którzy np. wytwarzają jedynie kartony, płacą tyle samo. – Powinniśmy coś zrobić dla tych ludzi – stwierdził radny. Prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania, które jest zarządcą oczyszczania Krakowa, tłumaczył, że to nie MPO, tylko administratorzy budynków sami naliczają opłaty za odbiór śmieci. – Czy więc stoją oni poza prawem? – zapytała radna Maliszewska.

Winni studenci czy ustawodawca?

Henryk Kultys, prezes MPO, stwierdził, że teoretyczne koszty mogą być większe maksymalnie o około 240% (wynika to z opłat za maksymalnie trzy kubły na odpady). – Przedsiębiorca płaci za faktycznie wytworzone i odebrane śmieci – tłumaczył Kultys. – A skąd to zjawisko się wzięło? Kraków to miasto ludzi przyjezdnych: studentów i osób, które przyjechały za pracą. Administratorom budynków brakuje odwagi, aby znaleźć osoby, które wynajmują mieszkania od właścicieli – uważa prezes MPO.

Nikt nie może też nakazać administratorom innego naliczania opłat. – Możemy to skontrolować, ale nie mamy żadnego wpływu na to, co zrobi zarządca, rada miasta też nie może. To błąd na poziomie ustawy. Trzeba poczekać na dużą zmianę systemową i wtedy może uda się wprowadzić w miarę obiektywne kryterium, pozwalające ocenić kto mieszka w danym budynku. Nikogo teraz nie zmusimy do takich rozliczeń, jakie uważamy za słuszne – wyjaśniał Henryk Kultysa. – Z naszej strony będziemy dużo głośniej na szkoleniach mówić o tym aspekcie. To „rodzynki”, które wyszły. Bo nie może być tak, że komuś wychodzi aż tyle procent – dodał Kultysa.

Problemem jest także to, że przedsiębiorcy płacą więcej za wynajem kubłów. – Zwykli mieszkańcy płacą za kubeł złotówkę plus VAT. A gdzie w ustawie czy regulaminie jest zapisane, że przedsiębiorcy muszą płacić więcej? – pytał Wojciech Wojtowicz. Prezes MPO wytłumaczył, że to firmy obsługujące dany teren mogą wypożyczać kubły, a te MPO-wskie kosztują 1,23 zł.

Mogą tylko szkolić

Radni zauważyli błędy również po stronie miasta. Chodzi tu o szkolenia organizowane przez miasto dla zarządców nieruchomości. Przy początkowo skomplikowanym sposobie naliczania opłat, radni oraz magistrat chcieli uniknąć chaosu. Edward Porębski (PiS) zauważył, że problemy występują w budynkach zarządzanych przez Zarząd Budynków Komunalnych, a tym samym kontrolowanym przez gminę. – Do nas wpłynęło tylko pięć takich spraw – powiedział Henryk Kultys.

Prezes MPO stwierdził, że miejska jednostka przygotuje nowe szkolenia oraz przerobi stronę internetową, aby były tam łatwo dostępne zasady naliczania opłat. – W MPO pojawi się też osoba bądź osoby, które poinformują przedsiębiorców o rozliczeniach dla nich.