Radni dzielnicowi bliżej mieszkańców. Przynajmniej w teorii
Od całkowitej likwidacji do wzmocnienia i poszerzenia kompetencji – postulaty komitetów wyborczych na temat funkcjonowania rad dzielnic tworzą szeroki wachlarz. Podobnie jak ich opinie na temat tego, czy dzielnice w obecnej formule spełniają swoje zadanie. W niedzielę wybierzemy rady dzielnic, które będą działać już według nowych, wzmacniających ich pozycję statutów.
Na temat modelu funkcjonowania dzielnic dyskutowali wczoraj w Auditorium Maximum przedstawiciele komitetów startujących w wyborach do rady miasta. Spotkanie zorganizowały Pracownia Obywatelska i Fundacja Stańczyka.
Skoro jest tak dobrze, czemu jest tak źle?
Pierwszą osią sporu była już sama diagnoza aktualnej sytuacji. – Myślę, że dzielnice się znakomicie sprawdziły. Ich kompetencje są bardzo duże, trzeba to tylko umiejętnie wykorzystywać – ocenił Adam Migdał z Komitetu Wyborczego Wyborców Jacka Majchrowskiego. Jego optymizmu nie podzieliła Anna Ratecka z komitetu Kraków Przeciw Igrzyskom. – Rady dzielnic często nie są wcale bliżej mieszkańców niż radni miejscy. I niekoniecznie wiedzą lepiej, gdzie należy wyremontować chodnik czy naprawić ogródek jordanowski.
Zdaniem Rateckiej, w statutach dzielnic powinien być zapisany wiążący status konsultacji z mieszkańcami, ponieważ obecnie część radnych traktuje je jako zło konieczne. Jako przykład podała sprawy fortu Bronowice, parku Ratuszowego czy przejścia przy placu Bohaterów Getta. Dominik Jaśkowiec, radny miejski Platformy Obywatelskiej, przekonywał z kolei, że w nowych statutach dzielnice zyskały już mechanizmy wpływu na działanie rad: wniosek obywatelski, budżet obywatelski, inicjatywę obywatelską i prawo dostępu do informacji publicznej.
Wzmocnić albo zlikwidować
Pomysłów na poprawę obecnej sytuacji padło w trakcie debaty wiele, m.in. zwiększenie kontroli, współpraca z organizacjami pozarządowymi i przekazanie dzielnicom większych środków. Piotr Furmanek z KWW Nowa Prawica – Kraków przekonywał, że liczba dzielnic powinna zostać zmniejszona, a Dominik Jaśkowiec postulował ograniczenie liczby samych radnych. Najbardziej radykalne tezy przedstawiał Marian Adamczyk z KWW Obrona Praw Emerytów Rencistów Lokatorów. Kandydat stwierdził, że z radami dzielnic jest jak ze Strażą Miejską. – Więcej z nich zła niż pożytku. Będziemy dążyć do ich likwidacji – deklarował. Jego komitet proponuje utworzenie w dzielnicach jedynie społecznych komitetów, które pełniłyby funkcje konsultacyjne dla rady miasta.
Pomysły przedstawione przez kandydatów będą realizowane lub nie, w zależności od tego, jaką siłę uzyskają ich komitety w przyszłej radzie miasta. Na razie jednak czekają nas niedzielne wybory, w których zdecydujemy, kto zasiądzie w nowych radach dzielnic. Wszystkie informacje dotyczące okręgów i startujących w nich kandydatach są dostępne TUTAJ.