Radni miejscy przed wyborami szefa. Małgorzata Mękal już zaopiekowana na „Azotach”
Znalezienie następcy Małgorzaty Mękal nie będzie łatwym zadaniem, co pokazały głosowania podczas ostatniej sesji. Ale nie tylko. Bo układ sił w Sali Lustrzanej jest niezwykle chybotliwy. Każda większa awantura może wywrócić stolik w prezydium rady. Posada przewodniczącego jest więc siedzeniem na bardzo gorącym krześle.
A przecież mało kto chciałby żyć z łatką „samorządowego przegrywa” i ofiary dworskich intryg.
Układ sił na Sali Lustrzanej
Tarnów ma 23 radnych. W poprzedniej kadencji miał ich o dwóch więcej, ale ponieważ miasto liczebnie się skurczyło, to i reprezentację ma skromniejszą.
Po ośmiu przedstawicieli mają kluby Koalicji Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Pięć szabel ma prezydenckie Nasze Miasto Tarnów. W kole Tak dla Tarnowa pracuje dwóch rajców.
W komfortowej sytuacji jest PiS, który od razu określił się jako opozycja. Choć użycie przymiotnika „twarda” byłoby w tym przypadku lekkim nadużyciem, biorąc pod uwagę niektóre głosowania. W kwestii podniesienia podatków poszli pod rękę z rządzącymi.
Krzysztof Rodak i Ryszard Żądło, którzy mówią: „Tak dla Tarnowa”, spokojnie przyglądają się wszystkim wojenkom i często wstrzymują się lub głosują „w zgodzie z własnym sumieniem”.
Małżeństwo nie z żurnala
Ewidentny problem w komunikacji mają dwaj naturalni sprzymierzeńcy – Koalicja Obywatelska i Nasze Miasto Tarnów. Teoretycznie mogliby spokojnie sobie rządzić, uzbrojeni w trzynaście głosów.
Ale chemii tam nie ma. Coraz częściej dochodzi między nimi do zgrzytów. Nie łączy ich nawet programowa niechęć do PiS.
Oliwy do ognia we wzajemnych relacjach dolała sprawa wyłaniania nowego przewodniczącego rady. „Wrzutka” lokalnych władz KO – osobiście ponoć posła Roberta Wardzały – w osobie kandydatury Edyty Kowalskiej, dokonana na kilka godzin przed sesją, dotknęła do żywego NMT. Efekt? Pięć razy oddawali nieważne głosy.
– No to do kości ugotowali radną Edytkę koledzy – skomentował wyniki głosowań Tomasz Żmuda, szef klubu NMT.
Inna rzecz, że wyciągnięcie z kapelusza Edyty Kowalskiej wbiło w krzesło także radnych KO. Ci jednak wyjścia nie mieli. Z politycznym pistoletem przy głowie karnie poparli kandydaturę. Ale ewidentnie się nie cieszyli. No, może poza samą nominatką.
Efekt? Pięciokrotnie łykali gorzką pigułkę porażki.
To równanie dla ks. prof. Hellera
Sytuacja w tej chwili jest patowa. Arytmetyka bowiem jest bezlitosna. Oczywiście wszystko rozwiązywałby deal między KO a NMT. Jest 13 głosów – jest przewodniczący.
Ale jest i „Plan B”. Sojusz między Naszym Miastem Tarnów a klubem PiS, przy wsparciu koła „Tak dla Tarnowa”. Wynik? Czternaście kart „za” wspólnym kandydatem. I wartość dodana – zagranie na nosie stronnikom Donalda Tuska oraz Robertowi Wardzale.
Jednak żaden układ nie zagwarantuje nowemu przewodniczącemu komfortu pracy. Wystarczy bowiem, że jeden fragment układanki – obojętnie w jakiej konfiguracji – strzeli focha. I znowu trzeba będzie odkurzać urnę do głosowania.
Najprościej byłoby – wzorem sejmu – wymyśleć przewodniczącego rotacyjnego. Ale to chyba marzenie nie na obecną sytuację w Tarnowie.
Mają większe problemy?
Jeszcze na ostatniej sesji rajcy namówili się, że do głosowania nad przewodniczącym powrócą podczas kolejnego spotkania, które zaplanowano w ostatni czwartek maja.
Z dnia na dzień entuzjazm jednak słabł. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że punkt ma w ogóle nie znaleźć się w programie sesji. Gdyby tak się stało, znajdzie się część radnych skłonnych wnioskować o uzupełnienie porządku obrad. Co więcej, chcieć, by był on realizowany na początku sesji.
Tak na dobrą sprawę w tej chwili mało komu zależy, żeby znaleźć nowego lokatora do gabinetu przy ul. Brodzińskiego. Tym bardziej, że wojewoda Krzysztof Jan Klęczar w podwórko tarnowskie specjalnie wtrącał się nie będzie. Póki na biurko będą spływały uchwały.
W obozie prezydenckim bardziej martwią się, jak zdobyć 13 głosów do wotum zaufania dla Jakuba Kwaśnego. A owo poparcie wisi na włosku. I rozgrywanie fotela przewodniczącego rady ma tu duże znaczenie.
Dla PiS-u brak przewodniczącego jest wodą na młyn w budowaniu przekazu, że walka o stołek jest ważniejsza niż dobrobyt mieszkańców. Bo i tak ich kandydat jest bez szans.
Przewodniczący to nie paprotka
Dobro miasta i mieszkańców najważniejsze – to jasne. Ale do tego trzeba odpowiedniej osoby, która prowadziłaby ten wóz i trzymała w ryzach radnych. Bo taki przewodniczący to nie tylko funkcja dekoracyjna.
W jego gestii jest zwoływanie i prowadzenie sesji, podpisywanie uchwał, reprezentowanie rady na zewnątrz. I dbanie, by wszyscy radni czuli się ważni oraz wysłuchani.
Ma duży wpływ na porządek obrad, udziela głosu w dyskusji i… może w każdej chwili wyłączyć mikrofon. Ma też wpływ na prezydenta, może na przykład przyblokować część jego pomysłów, a szczególnie „wrzutek” dokonywanych na ostatnią chwilę.
To dobry kandydat. Tylko, że... z PiS
Pewnym jest, że gdyby doszło do wyborów, z ław klubu PiS usłyszymy znaną już formułkę radnego Macieja Aleksandra.
– W imieniu klubu Prawo i Sprawiedliwość chciałbym zgłosić niezawodnego przewodniczącego Mirosława Biedronia – zawistował Maciej Aleksander.
Mirosław Biedroń radnym jest drugą kadencję. W ostatnich wyborach był lokomotywą listy PiS na Starówce. Dostał 1316 głosów. Zanim pochłonęła go praca samorządowa, przez wiele lat był dziennikarzem radiowym. Pracował w Radiu Kraków, wiele jego materiałów emitowano w „Trójce”.
Po odejściu z mediów zajął się PR. Pracował w magistracie, gdy prezydentem był Mieczysław Bień. Wymyślił wówczas herbatkę, zwaną „Tarninówką”, która stała się flagowym gadżetem miasta. Później przeszedł do diecezjalnej rozgłośni RDN Małopolska, miał też swój epizod w jednej z sieci medycznych. Obecnie jest na etacie w Muzeum Ziemi Tarnowskiej.
Na szersze wody społecznikostwa wypłynął w Radzie Osiedla Piaskówka, gdy pochylał się nad losem działkowców i seniorów, dla których organizował wiele akcji.
Jest lubiany. Niekonfliktowy, dobrze mu idzie w prezydium rady. Ale wybranym nie zostanie. Bo jest z Prawa i Sprawiedliwości.
A może ktoś spoza pałacu?
Dylematów nie mają w Naszym Mieście Tarnów. Tu piłka leci w kierunku Tomasza Żmudy, przewodniczącego klubu, szefa komisji oświaty. To były koszykarz „Unii”, który w kolekcji ma tytuł mistrza Polski juniorów.
Tomasz Żmuda to Mościczanin. W ostatnich wyborach, jako lider listy, dostał 1261 głosów. Swoją karierę polityczno-samorządową budował początkowo na lewicy, z której bezskutecznie starał się o mandat w 2014 roku. Cztery lata później, przy Tomaszu Olszówce i Naszym Mieście Tarnów poszło mu już dużo lepiej i od ośmiu lat widzimy go w Sali Lustrzanej.
W mieście nazywają go „Ofiarą d’Hondta”. W jednych wyborach osiągnął bardzo dobry wynik. Ale nie wszedł. Przeskoczyli go bowiem kandydaci ze słabszym poparciem, ale z mocniejszej listy.
Z Tomaszem Żmudą idzie się dogadać. W radzie wrogów nie ma. Pewnie nawet mógłby liczyć na jakiś głos z Koalicji Obywatelskiej. Ale ma jeden grzech. Zarzucają mu zbytnią uległość wobec prezydenta Jakuba Kwaśnego. Stąd obawy, że mógłby być przedłużeniem jego ręki w prezydium rady, co nie wszystkim się podoba.
Na giełdzie nieśmiało mówi się o Krzysztofie Rodaku z koła Tak dla Tarnowa. Dwa lata temu starał się o prezydenturę. Dostał ponad 20 procent głosów. Jednak ugrupowanie, którego był twarzą mocno przegrało. Sam otrzymał 650 głosów w Mościcach.
Nie zmienia to faktu, że Krzysztof Rodak cieszy się opinią wyjątkowo kompetentnego radnego. Stoi za nim doświadczenie bycia wiceprezydentem miasta „za pierwszego Ciepieli”. Mówimy o latach 1993-1997. Przez wiele lat był prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Dziś doradza wielu formom z branży ciepłowniczej.
Bezpośredni i miły w obyciu. Świetnie gra w brydża, był też muzykiem jazzowym. Zwady nie szuka. Wady? Nieuwikłanie w pałacowe intrygi, apolityczność. I to, że… chyba raczej sam się nie pali do wzięcia tej posady.
Klęska urodzaju
W Koalicji Obywatelskiej wrze niczym w ulu. Po pierwszym piętrze korytarza dawnej Kasy Oszczędności Miasta Tarnowa krążą aż cztery nazwiska. Czyli dokładnie połowa składu klubu. Niektórzy kandydaci nawet nie wiedzą, że są brani pod uwagę.
Entuzjazmu w Koalicji Obywatelskiej nie wywołuje pomysł pójścia na zwarcie. Czyli ponowny wist kandydaturą Edyty Kowalskiej. W dodatku sama kandydatka nie wydaje się być zrażona pięciokrotną klęską.
Choć we wpisie facebookowym opublikowanym nazajutrz nie kryła rozżalenia brakiem wsparcia ze strony potencjalnych koalicjantów.
Przypomnijmy, Edyta Kowalska to debiutantka w tarnowskiej Radzie Miejskiej. W wyborach sprzed dwóch lat startowała w Mościcach. Z drugiego miejsca na liście uzyskała 897 głosów. I to był właściwie jedyny, jak do tej pory sukces samorządowy w karierze Edyty Kowalskiej. Bo przy podziale łupów nie dostała we władanie żadnej komisji, choć zapisała się do pięciu z nich.
Póki co radna cieszy się od września ubiegłego roku funkcją pełnomocnika wojewody do spraw opieki senioralnej. W tej roli Edyta Kowalska zawiozła niedawno grupę seniorów z Tarnowa do Brukseli. Zapraszała europoseł Jagna Marczułajtis-Walczak. Było miło, co widać po publikowanych w sieci zdjęciach.
Mniej sympatycznie może być w ewentualnym głosowaniu. W kategoriach cudu byłoby poparcie jej osoby przez NMT, nie mówiąc już o PiS. W samym klubie nie ma także jednomyślności.
– Nikt nie lubi wrzutek. To już któryś raz, gdy musimy głosować „pod sznurek”. Każda cierpliwość ma swoje granice. Kiedyś to może się skończyć – mówi radny Koalicji.
KO cierpi ewidentnie na klęskę urodzaju, skoro raz po raz słychać o innych osobach z klubu, które mogłyby objąć przewodniczenie w radzie. Już dwa tygodnie temu w przestrzeni pojawiła się osoba Sebastiana Stepka.
W radzie zasiada drugą kadencję. Ostatnio cieszył się zaufaniem 744 wyborców blokowisk z osiedli Legionów i Westerplatte. Sebastian Stepek przed kongresem zjednoczeniowym płacił składki w „Nowoczesnej” Ryszarda Petru.
– Bardzo mi miło, że podobno jestem „w grze”. Ale nikt o tym ze mną nie rozmawiał. Musiałbym się poważnie zastanowić. Porozmawiać z żoną, przemyśleć, jak poukładać biznesy. To nie jest łatwa decyzja – mówi zainteresowany.
Może i Sebastian Stepek przekonałby żonę. Ale dużo trudniej poszłoby mu urabianie radnych NMT. Niejednokrotnie bowiem otwarcie krytykował politykę prezydenta Jakuba Kwaśnego.
Uśmiech Mony Lisy wprowadziłby pokój
Całkiem niedawno niespodziewanie zaczęto spekulować o Agnieszce Danielewicz jako następczyni Małgorzaty Mękal. Do lokalnego samorządu weszła z przytupem przed ośmioma laty jako osoba zupełnie w Tarnowie nieznana.
Na plakatach określała się jako „Tarnowianka z wyboru”.
Bo nasza bohaterka pochodzi z Wielkopolski, dorastała w podpoznańskich Pobiedziskach. Na Uniwersytecie Adama Mickiewicza skończyła studia prawnicze. Na listę dostała się jako przedstawicielka „Nowoczesnej”.
W Małopolsce zmieniła barwy polityczne, przechodząc do Platformy. W ostatnich wyborach zaskoczyła. Mandat zdobyła z czwartego miejsca z dzielnicy Krzyż. Dostała 490 głosów.
Na co dzień jest osobą niezwykle spokojną. Jej znakiem rozpoznawczym jest zagadkowy uśmiech. Niektórzy porównują go do tego, który ma Gioconda.
– Przerasta to moją wyobraźnię, gdy koleżanka Agnieszka poskramia kłótnię radnych Gancarza i Światłowskiego. Prędzej to oni by jej wyrwali mikrofon, niż ona by im go wyłączyła – słyszymy.
Ale w zdumienie potrafiła wprawić kilka razy ciętymi ripostami pod adresem byłego prezydenta Romana Ciepieli, nota bene swojego partyjnego kolegi.
I wreszcie Grzegorz Światłowski. Były dziennikarz, który w swojej biografii ma już bycie przewodniczącym rady. Było to w latach 2010-2014, gdy prezydentem był Ryszard Ścigała. Grzegorz Światłowski pracował ostatnio jako prezes Tarnowskiej Odzieży. Spółka jednak splajtowała.
W czasach kierowania radą Światłowski trzymał bardzo mocno dyscyplinę. Na dzisiejszą radę może byłby i dobry, tylko – jak słyszymy – nie garnie się do tego. Funkcja szeregowego radnego zdecydowanie bardziej mu pasuje.
Była przewodnicząca ma pracę w Mościcach
A co słychać u Małgorzaty Mękal, od której zaczęło się całe zamieszanie? Bo to jej dymisja ogłoszona kolegom klubowym w poniedziałek 20 kwietnia po południu, na trzy dni przed sesją, ruszyła domino.
Zgodnie z tym, co pisaliśmy, nowym miejscem pracy szeregowej już radnej Małgorzaty Mękal jest Grupa Azoty. Była przewodnicząca, jako główna specjalistka, ma odpowiadać w biurze zarządu za kontakty z miastem oraz funkcjonowanie spółek.
Pracy w Sali Lustrzanej była przewodnicząca nie porzuca. A na plecy sporo bierze, bo jak czytamy na stronie internetowej, działa aż w… ośmiu komisjach. Połowa z nich to doraźne. Mowa o tych, które zajmują się nadawaniem nazw ulicom i placom, dialogują z radami osiedli, mają w pieczy budżet obywatelski czy dłubią przy statucie miasta.
Z częścią z nich pewnie Małgorzata Mękal z ulgą się pożegna, gdyż zasiadała w nich „z automatu” jako szefowa rady.
Z merytorycznych byłą przewodniczącą widzimy w komisjach: strategii i rozwoju, kultury, spraw komunalnych oraz ekonomicznej.