Radni miejscy spierali się o radnego Krowodrzy

Po prawnikach urzędu i prezydencie, w sprawie sporu o mandat radnego Krowodrzy wypowiedziała się rada miasta. Radni uznali za zasadną skargę na radę dzielnicy, że nie wygasiła mandatu radnemu Zbigniewowi Marciszowi. Nie byli jednak w tej sprawie jednomyślni: przeciwko zagłosowali radni Platformy Obywatelskiej.

Skargę na działanie Rady Dzielnicy V złożył jej radny, Paweł Klimowicz. Uważa on, że rada narusza prawo, nie podejmując uchwały o wygaszeniu mandatu Zbigniewa Marcisza, który zdaniem części radnych w dniu głosowania nie miał prawa wybieralności. Druga strona jest przeciwnego zdania i chce czekać na kolejną ekspertyzę prawną w tej sprawie.

Mógł startować czy nie mógł?

Spór na poziomie dzielnicy przeniósł się w środę do sali obrad rady miasta. Radni Prawa i Sprawiedliwości oraz klubu prezydenckiego opowiadali się za wygaszeniem mandatu, radni Platformy Obywatelskiej argumentowali za wstrzymaniem się od podejmowania decyzji do czasu uzyskania dodatkowych opinii prawnych.

By móc zostać radnym dzielnicy, trzeba – zgodnie ze statutem – być w dniu głosowania jej mieszkańcem. Zbigniew Marcisz deklaruje, że tak właśnie było i że to w Krowodrzy jest jego „centrum życiowe”. Jego przeciwnicy wytykają mu natomiast fakt, że był zameldowany na terenie innej dzielnicy, a co ważniejsze – to właśnie tam oddał głos. Zgodnie z opinią wydaną przez prawników miasta, prawo do głosowania i do startowania są ze sobą nierozłącznie związane: jeśli więc oddał głos w Prądniku Białym, nie mógł startować w Krowodrzy.

Ostrożnie z decyzjami

Do tej opinii odwoływali się w trakcie sesji radni PiS. – Szanowny Pan radny własną osobą udowodnił, gdzie ma miejsce pobytu, bo tam poszedł i zagłosował – mówił Krzysztof Durek – A to, że on będzie teraz składał szereg oświadczeń, nie ma żadnego znaczenia.

Dla radnych Platformy Obywatelskiej sprawa nie jest tak oczywista. Radny Dominik Jaśkowiec tłumaczył, że figurowanie w spisie wyborców o niczym nie przesądza i że to Dzielnicowa Komisja Wyborcza powinna była zauważyć błąd i dopisać Zbigniewa Marcisza do spisu wyborców w Krowodrzy. – Cały problem wziął się stąd, że Dzielnicowa Komisja Wyborcza nie wykonała swojego obowiązku – mówił i przekonywał, że należy wstrzymać się od pochopnych decyzji i ponownie przeanalizować całą sprawę pod kątem prawnym. Radni PO podkreślali, że problem okaże się o wiele poważniejszy, jeśli mandat zostanie wygaszony, a dopiero później okaże się, że ta decyzja była błędna.

Pojawiły się też – nie po raz pierwszy – obustronne zarzuty załatwiania w ten sposób partyjnego interesu, ponieważ w przypadku wygaszenia mandatu radnego Marcisza z PO jego miejsce zajęłaby osoba popierana przez PiS.

Tylko dzielnica może zdecydować

Ostatecznie radni odrzucili wniosek formalny o wstrzymanie się z opiniowaniem skargi radnego Klimowicza do czasu uzyskania kolejnych opinii i przewagą siedmiu głosów, uznali ją za zasadną. To jedynie forma nacisku na radę dzielnicy, bo tylko ona sama może stwierdzić wygaśnięcie mandatu. Jeśli jednak sytuacja będzie się przedłużać, a rada nie będzie mogła podejmować skutecznych działań, jej zarząd lub nawet całe grono może ulec rozwiązaniu.

Rada Dzielnicy V Krowodrza zebrała się na sesji we wtorkowy wieczór. Projekt uchwały o wygaśnięciu mandatu radnego nie przeszedł w głosowaniu.