Radni za zakazem fajerwerków. Wyjątek tylko w tym roku
Wyjątek tylko tym razem
Projekt uchwały zakładał całkowity zakaz odpalania fajerwerków, petard i innych materiałów pirotechnicznych na terenie Krakowa. Regulacja ma objąć wszystkie miejsca dostępne publicznie, ale także tereny prywatne, jeśli hałas lub błyski mogłyby być odczuwalne poza posesją.
Zakaz ma obowiązywać przez cały rok, z jednym wyjątkiem. Uchwała dopuszcza korzystanie z pirotechniki w najbliższą Noc Sylwestrową 31 grudnia od godziny 22 do 1 stycznia do godziny 2. Miasto tłumaczy to tym, że część mieszkańców i przedsiębiorców mogła przygotować się do świętowania według dotychczasowych zasad.
Urzędnicy powoływali się m.in. na problemy związane z hałasem i zanieczyszczeniem powietrza oraz na stres, jaki wywołują wybuchy u zwierząt domowych i dzikich. Podkreślali, że tylko jasne i powszechne zasady mogą być skuteczne i podawali przykład podobnych przepisów obowiązujących w Bukowinie Tatrzańskiej i Zakopanem.
Miasto przeprowadziło wcześniej ankietę wśród mieszkańców i większość badanych wypowiadała się przeciwko swobodnemu używaniu fajerwerków.
Tradycja, wolność, skuteczność
Najostrzej przeciwko uchwale wystąpił radny Michał Drewnicki z klubu Prawa i Sprawiedliwości. Podkreślał, że potępia nieodpowiedzialne używanie pirotechniki, ale sprzeciwia się całkowitemu zakazowi.
– Uważam, że taki zakaz jest zbyt daleko idący i jest w jakiś sposób ograniczeniem prawa, prawa do świętowania, do wyrażenia swojej radości ten jeden dzień w roku – argumentował.
Przekonywał, że fajerwerki są częścią tradycji i nie należy odbierać ludziom tej formy ekspresji. – Strzela się raz do roku i tyle. Raz do roku, jeden dzień na 365 dni – mówił.
Wątpliwości miał także radny Michał Ciechowski z klubu PiS, choć z innego powodu – prawnego. Zasugerował wycofanie projektu i zaczekanie na nowe przepisy dotyczące fajerwerków szykowane w sejmie. Dodał też, że nowe prawo może być martwe. – Straż miejska i policja moim zdaniem nie są w stanie wszystkich wyłapać – stwierdził.
Podobnie wypowiadał się radny Łukasz Maślona z klubu Kraków dla Mieszkańców. – Za każdym razem, gdy radni chcieli tego typu przepisy wprowadzać, słyszeliśmy informację, że nie mamy żadnej delegacji ustawowej, a wojewodowie uchylali takie uchwały – przypomniał.
Stres dla zwierząt i ludzi
Zwolennicy zakazu powoływali się na argumenty etyczne, zdrowotne i społeczne. Radna Joanna Hańderek z Nowej Lewicy mówiła o konieczności samoograniczania się. – Etyka nie polega na tym, żeby manifestować swoją wolność. Etyka bardzo często opiera się na tym, że siebie ograniczamy – podkreśliła. Wskazała na cierpienie zwierząt i ludzi.
– Zwierzęta umierają, dostają zawałów serca, mają potem różne problemy neurologiczne, kardiologiczne. Bardzo często uciekają ze swoich siedlisk - wyliczała. Powoływała się też na wrażliwość osób starszych czy uchodźców, dla których wystrzały mogą być powrotem do traumy.
Z kolei radny Michał Starobrat z klubu Kraków dla Mieszkańców przyznał, że zmienił zdanie w tej sprawie po doświadczeniach ze swoim psem. – Pierwszego Sylwestra spędziłem z moim psem na rękach, który trząsł się tak, że nie był w stanie się opanować – relacjonował. Zwrócił uwagę, że hałas trwa dłużej niż kilka godzin. – De facto trwało to jakieś dwa-trzy tygodnie, kiedy pies niestety nie chciał nawet wyjść na zewnątrz, bo bał się kolejnych wystrzałów – opisywał.
Podkreślał, że w obecnych czasach możliwy jest kompromis i wykorzystanie takich technologii czy materiałów, które dają efekt wizualny, ale nie wywołują tak negatywnych skutków.
Radna Małgorzata Kot z klubu PiS dodawała, że na stres związany z fajerwerkami są narażone nie tylko zwierzęta czy osoby starsze, ale także dzieci.
W głosowaniu radni w większości poparli przyjęcie zakazu. Za zagłosowało 32 radnych, przeciw było pięciu z nich, cztery osoby wstrzymały się od głosu.