Referendum przeciwko Miszalskiemu coraz bliżej. „Nasza akcja nie udałaby się bez niego”

W Krakowie w najbliższych tygodniach ma rozpocząć się zbiórka podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego.

Inicjatywa formalnie ma mieć charakter obywatelski, jednak – jak wynika z rozmów z osobami zaangażowanymi w jej przygotowanie – skala działań oraz zainteresowanie środowisk politycznych wykracza daleko poza aktywność niewielkiej grupy mieszkańców.

Twarzą tego referendum będzie Aleksander Miszalski. Nasza akcja nie udałaby się bez niego i całej liczby wpadek – mówi jedna z osób uczestniczących w tworzeniu nieformalnego komitetu referendalnego.

Inny rozmówca dodaje:

– Gdyby nie to, co wydarzyło się przez ostatnie miesiące, dziś nikt nie rozmawiałby o referendum.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Dwie możliwe daty startu

Z rozmów z osobami zaangażowanymi w przygotowania wynika, że zbiórka podpisów jest przesądzona. Nie ma jednak zgody co do jej dokładnego terminu.

– Jeśli nie dojdzie do jakichś nadzwyczajnych sytuacji w kraju czy na świecie, których nie da się przewidzieć, to jest pewne, że rozpoczniemy zbiórkę podpisów – mówi jedna z osób z komitetu.

Nie chcą jednak zdradzić konkretnej daty. W kuluarach pojawiają się dwie wersje: jeszcze w styczniu albo 17 lutego – po zakończeniu małopolskich ferii zimowych.

Taktycznie trzymamy mocno język za zębami, aby nie zdradzić daty rozpoczęcia zbiórki – tłumaczy jeden ze współorganizatorów.

Z kolei polityk Konfederacji, z którym rozmawialiśmy, przestrzega, by nie przywiązywać się do połowy lutego.

– Może się okazać, że grupa referendalna zrobi to na dniach – słyszymy.

Joanna Krzemińska, rzeczniczka Aleksandra Miszalskiego: – Prezydent Miasta Krakowa odnosi się do faktów, a nie do nieoficjalnych zapowiedzi i spekulacji. Na ten moment nie wpłynął żaden formalny wniosek ani informacja o rozpoczęciu procedury referendalnej. Jeżeli takie działania zostaną podjęte zgodnie z prawem, będziemy je obserwować.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Pierwszy próg: ponad 58 tysięcy podpisów

Odwołanie prezydenta Krakowa nie jest jednak proste. Pierwszym i kluczowym testem będzie sama zbiórka podpisów.

Zgodnie z przepisami pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum musi podpisać się co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców miasta.

Z danych Krajowego Biura Wyborczego na koniec grudnia ubiegłego roku wynika, że w Krakowie prawo wyborcze ma ponad 583 tys. osób. Oznacza to konieczność zebrania minimum 58,3 tys. podpisów.

– Jestem zdania, że ciężej będzie nam zebrać podpisy, niż później osiągnąć wymaganą frekwencję – ocenia jeden z organizatorów.

Inny nie ma wątpliwości:

– Sami nie damy rady. Potrzebne jest wsparcie wielu środowisk. Miło będzie, jeśli do zbiórki podpisów dołączą kolejne stowarzyszenia, nieformalne grupy mieszkańców czy partie polityczne.

Barbara Nowak, PiS
Barbara Nowak, PiS
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Partie: oficjalnie ostrożność, nieoficjalnie deklaracje

W przypadku partii politycznych – jak słyszymy – problemów raczej nie powinno być. Nieoficjalnie mówi się, że w akcję zaangażuje się Prawo i Sprawiedliwość, choć część krakowskich radnych PiS próbuje ten pomysł torpedować. Ostateczna decyzja ma zależeć od centrali partii w Warszawie.

Pomoc prawdopodobnie zaoferuje także Konfederacja. Choć jeszcze niedawno Bartosz Bocheńczak, jeden z najbliższych współpracowników Sławomira Mentzena, mówił w regionalnym radiu, że formalna decyzja nie zapadła, to 14 stycznia poseł Konrad Berkowicz stwierdził publicznie:

– Najwyższy czas na referendum nad jego odwołaniem. Nie będzie więcej kompromitować tego miasta. Czas pogonić Miszalskiego z Krakowa.

Najciekawsze są jednak deklaracje polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego, które formalnie współtworzy rząd z Koalicją Obywatelską, a w Krakowie posiada swoich ludzi m.in. w spółkach miejskich.

Będziemy mieli pakt o nieagresji z osobami zbierającymi podpisy. To nie będzie tak, że będziemy umierać za Miszalskiego. Tym bardziej że mamy z nim problem związany z niesłownością. Widać też wyższość jego otoczenia, które ciągnie go na dno – mówi jeden z polityków PSL.

Co zrobi Łukasz Gibała?

Uwagę organizatorów i polityków przyciąga postawa Łukasza Gibały – głównego rywala Aleksandra Miszalskiego z ostatnich wyborów.

Radny od kilku tygodni powtarza w mediach społecznościowych:

– Napływa do mnie coraz więcej głosów od mieszkańców w sprawie referendum. Wygląda więc na to, że nie są to odległe plany, a kwestia najbliższych tygodni.

Gibała deklaruje, że jeśli inicjatywa będzie obywatelska, jego środowisko włączy się w zbiórkę podpisów. Przyznaje też wprost, że jest gotów wesprzeć ją finansowo.

Prezydent Aleksander Miszalski
Prezydent Aleksander Miszalski

Pieniądze i biznes

Pytamy osoby tworzące nieformalny komitet referendalny, czy dysponują środkami na przeprowadzenie kosztownej akcji.

– Tego nie robi się rozpoznania bojem. Trzeba być mocno przygotowanym – słyszymy.

Nieoficjalnie pojawiają się informacje o wsparciu części krakowskich, ale też ogólnopolskich przedsiębiorców niezadowolonych z rządów Aleksandra Miszalskiego. 

Politolog prof. Łukasz Danel z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie studzi jednak emocje. Zwraca uwagę, że biznes rzadko reaguje na bieżące spory polityczne w sposób emocjonalny, a jego decyzje są kalkulacją kosztów i ryzyka.

– Referendum jest narzędziem wysokiego ryzyka. Częściej obserwujemy postawę wyczekującą niż aktywne zaangażowanie finansowe – ocenia.

Podobnie uważa dr hab. Maciej Zakrzewski z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II.

Biznes będzie myślał, kto po Miszalskim. To kluczowe kryterium – mówi.

Rzeczniczka prezydenta Krakowa Joanna Krzemińska podkreśla, że obowiązujące przepisy nie różnicują inicjatyw referendalnych ze względu na polityczne zaplecze ich organizatorów. – Ustawa nie rozstrzyga, kto może stać za taką inicjatywą i z jakich środowisk się wywodzi – zaznacza.

Jak dodaje, kluczowe znaczenie ma transparentność całego procesu. – To, kto i w jaki sposób stoi za daną inicjatywą, pozostaje kwestią odpowiedzialności samych organizatorów. Dla przejrzystości istotne jest ujawnienie osób i podmiotów, które ją organizują oraz finansują – wskazuje Krzemińska.

Według rzeczniczki prezydenta tylko pełna jawność pozwala mieszkańcom świadomie podejmować decyzję o udziale w referendum. – Mieszkańcy powinni mieć pełną wiedzę, pod czym składają swój podpis – podkreśla.

Prezydent Miasta Aleksander Miszalski
Prezydent Miasta Aleksander Miszalski
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

„Nie jesteśmy idiotami”. Komitet ma być apolityczny

Organizatorzy referendum zapewniają, że inicjatywa nie będzie projektem partyjnym.

Nie będzie to robota partii, bo nie jesteśmy idiotami. My uważamy, że ta ekipa niszczy Kraków. Podobnego zdania jest wiele osób ze świata nauki, kultury i środowisk prawniczych – mówi jeden z nich.

Jak słyszymy, do akcji mają włączyć się nawet dwaj członkowie Koalicji Obywatelskiej. Sprawdzali wcześniej, czy mają opłacone składki, aby nie można było ich szybko usunąć z partii.

– Rozmów z żadnymi braunistami nie było, ani z Barbarą Nowak. Wiemy, że będą nas próbowali z nimi skleić, ale się nie damy – podkreśla inny rozmówca.

Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa
Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa

Jak odpowie obóz prezydenta?

W komitecie spodziewają się ostrej reakcji politycznej.

– Z naszej strony Donald Tusk nie będzie osią sporu. Osią będzie Kraków. Ale lokalni działacze KO będą mówić, że referendum to atak na rząd – przewiduje jeden z organizatorów.

Inni spodziewają się narracji o rzekomych związkach z Konfederacją oraz prób polaryzacji.

– Każde odnoszenie się prezydenta do referendum będzie tylko promować samą ideę – mówi kolejny rozmówca.

– Strategia prezydenta pozostaje niezmienna: stawiamy na spokojną, merytoryczną komunikację opartą na faktach, działaniach miasta oraz realnych efektach pracy na rzecz Krakowa – podkreśla rzeczniczka prezydenta.

Prezydent Aleksander Miszalski na Rynku Głównym w Święto Niepodległości
Prezydent Aleksander Miszalski na Rynku Głównym w Święto Niepodległości
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Nerwowość w magistracie

Osoby z otoczenia Aleksandra Miszalskiego przyznają, że podejście do referendum zmieniało się etapami.

Najpierw było lekceważenie. Później lekceważenie, ale już z niepokojem. Teraz widać, że widmo referendum zagląda do oczu – mówi jeden z rozmówców.

Część dyrektorów miejskich jednostek ma dziś – jak słyszymy – „nabrać dystansu” i wstrzymywać się z decyzjami.

Inni wskazują na napięcia w urzędzie.

– Podczas jednego z kolegiów prezydenckich niezbyt elegancko potraktowana została dyrektorka magistratu, której prezydent polecił, by nie referowała dalej spraw zagranicznych delegacji – relacjonuje jeden z uczestników narad.

Z bliskiego otoczenia prezydenta słyszymy jednak, że mógł to być efekt przemęczenia.

– Prezydent dużo pracuje. Czasem bywa tak, że za coś, co zrobiła jedna osoba, obrywa inna – mówi nasz rozmówca.

Siedziba Urzędu Miasta Krakowa przy pl. Wszystkich Świętych
Siedziba Urzędu Miasta Krakowa przy pl. Wszystkich Świętych
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Chaos organizacyjny i komunikacyjny

Kolejnym problemem, na który zwracają uwagę rozmówcy, jest sposób organizacji pracy.

– Sekretariat prezydenta jest fatalnie ułożony. Niektóre spotkania trwają po 10–15 minut. W tym czasie nawet sprawni urzędnicy nie są w stanie przedstawić argumentów. Potem nie dziwmy się, że prezydent zajmuje się bieżączką i nie ma wizji rozwoju Krakowa – mówi jeden z obserwatorów jego pracy.

W otoczeniu prezydenta mówi się też o braku zaufania do współpracowników – z wyjątkiem osób odpowiadających za media społecznościowe.

Jedna z nich pracuje w Referacie Koordynacji Spotkań Prezydenta, druga odpowiada m.in. za grafiki, rolki i komentarze w mediach społecznościowych.

Radny Koalicji Obywatelskiej ocenia:

Prezydent roztacza dogmat ich nieomylności. Dziwimy się, bo mają masę wpadek i działają na jego niekorzyść.

Aleksander Miszalski Prezydent Miasta Krakowa
Aleksander Miszalski Prezydent Miasta Krakowa
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Rolki i wizerunek

Wielu rozmówców – również z KO – wskazuje, że poważnym problemem stała się komunikacja w mediach społecznościowych.

Najczęściej wymieniane są: rolka z tańczącym prezydentem na dachu magistratu, mopowanie korytarzy, pozowanie z jamnikiem czy nagrania z udziałem studentów.

– Nie trzeba robić z Miszalskiego człowieka-mema. On już nim został – mówi jeden z organizatorów referendum.

Politolodzy zwracają jednak uwagę, że problemem nie są same filmiki, lecz brak widocznych efektów rządzenia.

– Komunikacja nie zastąpi realnych działań. Dla mieszkańców ważniejsze są finanse miasta, strefa czystego transportu czy podwyżki – ocenia dr hab. Maciej Zakrzewski.

Aleksander Miszalski Prezydent Miasta Krakowa
Aleksander Miszalski Prezydent Miasta Krakowa
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Kryzys w internecie

W mediach społecznościowych Aleksander Miszalski ma dziś poważny problem wizerunkowy. 

Z analizy internetowych dyskusji z połowy stycznia wynika, że niemal cała rozmowa o władzach Krakowa kręci się wokół prezydenta – to on pojawia się w blisko dziewięciu na dziesięć wpisów. I są to wpisy w zdecydowanej większości krytyczne. Pozytywne komentarze stanowią margines, a neutralne giną w fali emocji, która od kilku tygodni zalewa sieć.

Najwięcej gniewu wywołuje Strefa Czystego Transportu. To ona stała się symbolem decyzji, które – w ocenie wielu komentujących – uderzają w zwykłych krakowian. 

Internauci piszą o „haraczu”, „segregacji” i „karaniu biedniejszych”, a nie o ekologii. Szczególnie mocno rezonował komunikat prezydenta po wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Gdy Miszalski ogłosił, że sąd stanął „po stronie zdrowia i życia mieszkańców”, komentarze były bezlitosne. W sieci dominowało przekonanie, że władze próbują sprzedać porażkę jako sukces.

Drugim tematem, który regularnie rozpala internet, jest sposób zarządzania miastem. Zimowy paraliż ulic i chodników stał się dla wielu mieszkańców dowodem na nieudolność urzędu. Zdjęcia nieodśnieżonych dróg krążyły w mediach społecznościowych szybciej niż oficjalne komunikaty magistratu.

Gdy prezydent publikował nagrania o „Akcji Zima”, część internautów odbierała je jako oderwane od rzeczywistości. W komentarzach coraz częściej pojawiały się wezwania do dymisji i hasła o referendum.

Nieufność wzmacniają także zapowiedzi wielkich inwestycji – metra i trasy S7. Zamiast entuzjazmu pojawia się sceptycyzm i kpiny. W tle przewijają się pytania o zadłużenie miasta i sens składania kosztownych obietnic w czasie finansowych napięć. 

Do tego dochodzi ostra wymiana zdań prezydenta z politykami opozycji, szczególnie z posłem Konfederacji Konradem Berkowiczem, która tylko podgrzewa emocje.

W efekcie w mediach społecznościowych utrwala się obraz prezydenta nie jako gospodarza miasta, lecz polityka w permanentnym konflikcie – z mieszkańcami, z krytykami i z własnymi decyzjami.

Prezydent Miasta Aleksander Miszalski
Prezydent Miasta Aleksander Miszalski
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Na pomoc człowiek z Warszawy?

Z relacji osób dobrze zorientowanych w funkcjonowaniu magistratu wynika również, że Aleksander Miszalski miał ściągnąć do Krakowa swojego współpracownika z Warszawy, odpowiedzialnego za działania wizerunkowe. 

Jak słyszymy, prezydent coraz mniej wierzy w skuteczność dotychczasowego zaplecza komunikacyjnego. 

Decyzja o sprowadzeniu zewnętrznego PR-owca miała zaskoczyć część jego otoczenia, w tym wiceprezydenta Łukasza Sęka, który wcześniej uchodził za głównego architekta strategii komunikacyjnej prezydenta oraz był szefem jego zwycięskiego sztabu wyborczego.

Czy referendum ma szansę powodzenia?

Aby referendum było ważne, do urn musi pójść co najmniej 3/5 liczby wyborców głosujących w drugiej turze wyborów samorządowych w 2024 roku. Oznacza to frekwencję na poziomie około 158 tysięcy osób.

– W Polsce bardzo trudno odwołać prezydenta dużego miasta. Nie wystarczą hasła o „braku formatu”. Potrzebne są konkrety – podkreśla Maciej Zakrzewski.