Referendum w Radłowie. Kto pije szampana, a kto dostał łomot? Teraz w kolejce Kraków
Niedzielne referendum w Radłowie było pierwszym od dekady głosowaniem nad odwołaniem burmistrza w powiecie tarnowskim.
10 lat temu wyrażano wotum zaufania bądź jego brak wobec Zbigniewa Drąga, który rządził w Wierzchosławicach. Wówczas przez śniegi szło do urn 1597 mieszkańców. O 1200 za mało, by referendum okazało się ważne.
Wczoraj, 19 kwietnia, przyszedł czas na Radłów. Głosowanie referendalne odbyło się w 14 lokalach rozsianych na terenie gminy. Dwa spośród nich znajdowały się w samym Radłowie.
Inicjatorom odwołania zdawały się początkowo sprzyjać niebiosa. Pogoda w niedzielę była wprost wymarzona. Od rana świeciło słońce, niebo było niezmącone nawet chmurką.
Lokale otwarto o godz. 7 rano. Odwiedzający, po wylegitymowaniu się, otrzymywali kartkę A4 z pytaniem: „Czy jest Pan/Pani za odwołaniem Mateusza Borowca Burmistrza Radłowa przed końcem kadencji?”.
Wybrali „kawę i ciastko” albo mecz w Niecieczy
Życie pokazało, że burmistrz Mateusz Borowiec aż tak nie zniechęcił do siebie mieszkańców swoją dwuletnią pracą, by ze wstydem opuszczać gabinet przy ul. Oleskiej 3.
Czerwonej kartki nie dostał. Choć zdecydowana większość głosujących – bo 560 osób – była za jego odwołaniem. Trzy głosy były nieważne, 35 Radłowian chciało, by Mateusz Borowiec nadal rządził gminą.
Łatwo więc policzyć, że w niedzielnym plebiscycie wzięło udział 598 osób. To o wiele za mało, by uznać je za ważne i wiążące. Do tego trzeba było aż 2452 mieszkańców. Czyli ponad sześć razy więcej niż tych, którzy pobrali karty do głosowania. Frekwencja wyniosła 7,9 proc.
Sam zainteresowany w głosowaniu nie brał udziału, co wcześniej już publicznie zadeklarował. I rodaków zachęcał do naśladowania. Jak się okazało, uczynił to skutecznie.
Wynikami nie jest zdziwiony Zbigniew Mączka, który przed dwoma laty przegrał rywalizację o fotel burmistrza właśnie z Mateuszem Borowcem.
– A czego się pan spodziewał? Pracownicy nie poszli, bo się bali. Poza tym karpie nie głosują za Wigilią. Najlepsi z urzędu już pouciekali, bo z gościem nie idzie wytrzymać. Poza tym miał swoich ludzi w komisjach. I łatwo było sprawdzić, kto poszedł. Nie oceniam takiego zachowania ludzi, bo o robotę dziś trudno – twierdzi włodarz gminy z lat 2010-2024.
Porywali się z motyką na słońce?
Po frekwencyjnym kuble lodowatej wody, która wylała się na głowę pomysłodawców referendum, pojawia się pytanie w ogóle o sens organizowania tego typu wydarzeń, które tłumów nie przyciągają. A o tym wiedzą nawet opozycyjni wobec Borowca rajcy.
– Umówmy się, zbyt wielu ludzi się tym nie interesuje. Mają inne, swoim zdaniem, ciekawsze zajęcia. Poza tym burmistrz stawał na głowie, by obrzydzić pójście na głosowanie. Pomijam jego wpisy w internecie. Przy okazji naobiecywał góry złota. Sportowcom remont szatni a strażakom wóz czy sikawkę, nie pamiętam. Co chciałeś, obiecał. I to chwyciło – twierdzi Paweł Jachimek.
Mimo to polonista z radłowskiego liceum uważa, że warto było, bo być może na włodarza gminy przyjdzie opamiętanie. Nieco inny pogląd na referendalną klęskę prezentuje Zbigniew Mączka.
– Może dlatego, że za wszystko wzięli się młodzi ludzie i początkowy zapał osłabł. Nie wiem, trudno powiedzieć. Zostaje po staremu i nie ma dyskusji – ucina temat.
Co najmniej rok spokoju?
Bez względu na radłowskie sympatie czy antypatie samorządowe, jedno jest pewne: gdyby przeciwnikom burmistrza nie odwidziała się chęć odspawania go od fotela, na najbliższą ku temu okazję muszą czekać przynajmniej rok.
Na razie złożyli mu kurtuazyjne gratulacje w sieci.
„Po zakończonym referendum należą się gratulacje dla Pana Burmistrza za sprawnie przeprowadzoną kampanię oraz widoczne zwiększenie aktywności w tym czasie. Oby ten poziom dla dobra mieszkańców Gminy Radłów został utrzymany do końca kadencji. Pozostaje mieć nadzieję, że podejmowane decyzje i dalsze działania Burmistrza sprawią, że mieszkańcy nie będą żałować swoich wyborów” – czytamy na Facebook'u.
Komentarza od burmistrza nie mamy, bo, tradycyjnie, unika rozmów z dziennikarzami. Pozostajemy więc nadal w mediach społecznościowych.
„Z całego serca dziękuję Państwu za okazane wsparcie. To ono pozwoliło mi przetrwać ostatnie tygodnie i daje dziś siłę oraz motywację do dalszej pracy dla naszej gminy. Ten wynik jasno pokazuje, że mieszkańcy nie dali się wciągnąć w działania oparte na złośliwości, próbach ośmieszania czy agresji politycznej” – napisał nazajutrz po wyborach, przed godz. 9 rano Mateusz Borowiec na swoim Facebookowym profilu.
„Żył sobie nie podetnę”
Opozycja, choć w referendum dostała lanie, liczy, że mimo wszystko coś się zmieni w gminie.
– Cóż mogę powiedzieć. Radłów zasługuje na więcej. To miasto pięknych ludzi. Może burmistrz się ogarnie, może to referendum da mu do myślenia. Nie wiem. Ale mam dla niego koleżeńską radę. Do nauki! Gdy zostałem burmistrzem od razu zapisałem się na specjalistyczne studia, bo podyplomowe. Nikt nie zjadł wszystkich rozumów. To tak pod rozwagę pana burmistrza – twierdzi Zbigniew Mączka.
– Ja też nie będę sobie podcinał żył. Zbyt wiele książek mam do przeczytania – dodaje Paweł Jachimek.
A na pytanie, jak wyobraża sobie współpracę z burmistrzem po całej sprawie, odpowiada:
– Normalnie. To burmistrz błądził twierdząc, że mu dokuczamy. A przecież budżet przechodził zawsze. Odpowiem filozoficznie: jakoś to było, jakoś to będzie. Jedno jest pewne. Jako opozycja na pewno nie będziemy milczeć – kończy radny.
Koszt przeprowadzenia niedzielnego referendum wyniósł 96 050 złotych. Pieniądze w całości pochodziły z budżetu miasta i gminy Radłów.
Tymczasem w decydującą fazę wchodzi kampania referendalna w Krakowie w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
Mieszkańcy królewskiego grodu wypowiedzą się 24 maja. By głosowanie było ważne, wypowiedzieć się będzie musiało w tej sprawie 158 555 osób.