Reklamy na rusztowaniach muszą zniknąć. Mieszkańcy przyzwyczaili się do porządku [ROZMOWA]
Jakub Drath, LoveKraków.pl: Trzy lata temu wielu mieszkańców ekscytowało się kolejnymi znikającymi „bastionami reklamozy”. Można było w końcu zobaczyć budynki zasłonięte przez długie lata. Co zmieniło się w Krakowie od tego czasu? Czy możemy już uznać, że mamy sprawę z głowy?
Jakub Pogorzelski, inicjatywa ŁADny Kraków: Nie mamy z głowy, ale oceniam, że proces porządkowania został zakończony w ponad 80 procentach. Bardzo wiele wydarzyło się już na samym początku, czyli w pierwszych tygodniach obowiązywania uchwały. Większość tych najbardziej rzucających się w oczy płacht reklamowych została zlikwidowana tuż przed albo chwilę po 1 lipca 2022 roku. To, co na pewno mnie zaskoczyło i czego się nie spodziewałem, wcześniej, to skala dobrego przygotowania miasta, głównie wydziału architektury, do egzekwowania tej uchwały. Szczerze mówiąc, nie dawałem temu większych szans. Powołano dwa referaty i rzeczywiście od razu rozpoczął się proces porządkowania.
Śledzisz te najbardziej problematyczne lokalizacje? Wciąż jeszcze na terenie miasta stoją różne opuszczone konstrukcje reklamowe, a są też i takie, na których pojawiają się ciągle nowe reklamy.
W tym momencie mamy do czynienia z dwiema głównymi grupami sytuacji. Jedna dotyczy nośników, które istniały legalnie w dniu wejścia w życie uchwały. Trybunał w 2023 roku orzekł, że nie podlegają one obowiązkowi dostosowania. Dopóki sejm nie znowelizuje ustawy, miasto nie jest w stanie nic z tym zrobić. Ich na szczęście nie ma wiele. Według moich wyliczeń wynika, że to jest około setki billboardów, co w skali Krakowa jest pomijalną liczbą. Przed wejściem uchwały liczyłem nośniki i mieliśmy około 2,5 tysiąca billboardów.
W jakich miejscach musimy się na razie pogodzić z reklamami?
Na przykład na skrzyżowaniu ulic Wielickiej i Dworcowej stoi duży, nisko osadzony bilbord AMS, który moim zdaniem mocno szpeci okolicę. Ale posiada wszystkie pozwolenia i jest legalny.
A jaka jest druga grupa przypadków?
To takie, gdzie stoją jakieś pozostałości konstrukcji reklamowych, ale właściciel działki jest trudny do ustalenia albo jest jakiś niejasny stan prawny i nie wiadomo, kto tak naprawdę miałby to usunąć.
Był taki czas, kiedy na Twoim profilu z bardzo dużą częstotliwością pojawiały się zdjęcia pokazujące stan „przed” i „po” usunięciu danej reklamy. Teraz jest ich znacznie mniej, ale wciąż się pojawiają.
Zanim uchwała weszła w życie, objechałem całe miasto na rowerze i zrobiłem ponad 3 tysiące zdjęć różnych miejsc z reklamami. Później sukcesywnie sprawdzałem, gdzie one znikają, żeby robić zdjęcia po zmianach. Dalej jeżdżę po mieście, natomiast reklam zostało już stosunkowo niewiele. Ostatnio byłem na wycieczce w Kobierzynie, zupełnie poza moimi codziennymi szlakami i zobaczyłem, że w międzyczasie zaszły duże zmiany. Teraz muszę przyznać, że trochę kończą mi się materiały do publikacji, ale w gruncie rzeczy jest to dobrą informacją.
A czy Twoim zdaniem zmienił się sposób postrzegania reklam przez samych mieszkańców? Powiem o swoim doświadczeniu: kiedy odwiedzam inne miasta czy miejscowości, przyjemność ze zwiedzania mocno utrudniają mi reklamy, od których tutaj już się zupełnie odzwyczaiłem.
Zdecydowanie dostrzegam taką zmianę. Gdziekolwiek pojawi się jakaś reklama, od razu dostaję po kilka albo kilkanaście wiadomości na facebookowy profil. To pokazuje, jak bardzo ludzie są na to wyczuleni. Jeśli chodzi o sam wyjazd z Krakowa, jest to absolutnie uderzające. Po przekroczeniu granicy miasta właściwie w jakimkolwiek kierunku, zaraz za tabliczką oznaczającą koniec Krakowa pojawia się po prostu zatrzęsienie reklam.
Rozmawiamy o efektach widocznych dla mieszkańca, ale porozmawiajmy teraz może trochę o samej uchwale. Co Twoim zdaniem jest mocną, a co słabą stroną obowiązujących rozwiązań? Czy spełniły się obawy, o których wiele można było usłyszeć, kiedy ta uchwała wchodziła w życie?
Mocną stroną jest na pewno to, że uchwała zostawiła dużo mniej furtek niż pierwotnie zakładaliśmy. Myśleliśmy, że na pewno znajdą się jakieś luki, że firmy reklamowe znajdą swoje sposoby na jej obejście. Praktyka pokazuje, że jest ich stosunkowo niewiele. Natomiast oburzającym, żeby nie powiedzieć bezczelnym sposobem obejścia uchwały są wielkie siatki reklamowe na rusztowaniach. Zawsze pojawiają się w miejscach, gdzie remont albo się nie toczy, albo jego przeprowadzenie w rzeczywistości powinno zająć dwa tygodnie. To wymaga wyeliminowania. Uregulowania wymagają też okrąglaki, ponieważ dziś ta forma reklamy jest obwarowana tylko nielicznymi warunkami i obecnie mamy sytuacje, gdzie na jednym skrzyżowaniu mamy na przykład osiem słupów. To wygląda czasami wręcz absurdalnie.
Wspomniałeś przed chwilką o reklamach wyborczych. Ten temat wzbudzał wiele dyskusji, a w pewnym momencie wybuchła nawet afera wokół prezydenta, który wieszał baner na ogrodzeniu. Później urzędnicy się zaplątali w swoich własnych tłumaczeniach.
To było jakieś kuriozum. Najpierw miasto opublikowało informację, że te reklamy podlegają pod uchwałę krajobrazową. Później, kiedy prezydent się pochwalił wieszaniem baneru, okazało się, że w sumie nie podlegają, a co najmniej „nie wiadomo”. Ja uważam, że uchwała dotyczy wszystkich reklam. Niektórzy powołują się na kodeks wyborczy, ale tam nigdzie nie jest napisane, że można wieszać materiały wyborcze w dowolnym miejscu.
W dodatku przed wyborami przytrafiły się remonty elewacji, a na rusztowaniach zawisnęły wizerunki Rafała Trzaskowskiego.
Myślę, że warto zaznaczyć, że komitety reklamowały się w Krakowie dużo bardziej oszczędnie niż w innych miastach. Widać, że jest dużo większe poszanowanie dla przestrzeni. Wyłamał się tylko sztab Rafała Trzaskowskiego, który powiesił co najmniej trzy ogromne nośniki reklamowe na ul. Konopnickiej, Kapelance i DH Wanda – przynajmniej o tylu wiem. Nawet jeśli założyć, że były one formalnie zgodne z uchwałą krajobrazową, to wydaje mi się co najmniej niestosowne, żeby w taki sposób okazywać stosunek do wspólnej przestrzeni i do tego, co udało się Krakowowi osiągnąć.
W dyskusjach pojawiają się też różne postulaty zmian, zarówno tych liberalizujących, jak i zaostrzających obecne zapisy. Zacznijmy od tych pierwszych. Co Twoim zdaniem jest tylko próbą rozmydlenia zapisów, a gdzie faktycznie jest pole do tego, żeby dać przedsiębiorcom trochę więcej swobody?
Myślę, że musimy rozróżnić kwestię reklam i szyldów. Pojawia się wiele głosów, by w przypadku szyldów pomóc przedsiębiorcom i urealnić te przepisy. Mamy sytuacje, w których ktoś nie może wywieźć szyldu, bo na przykład nie ma lokalu od ulicy i można wprowadzić szereg różnych zmian, które w mojej ocenie są nieszkodliwe, a mogą pomóc przedsiębiorcom w oznaczeniu swoich biznesów, nie powodując równocześnie chaosu. Natomiast w propozycji zmian dostrzegam bardzo niepokojący trend dopuszczenia reklamy, która wyświetla ruchome treści na ekranach. Pojawił się nowy nośnik, czyli taki właśnie świecący, migający billboard, który mógłby być stawiany przy ulicach. To jest bardzo uciążliwe i naprawdę nie rozumiem, dlaczego w sytuacji, gdy mieszkańcy chcą ograniczania reklam, miasto postuluje nowe formy nośników i to jeszcze tych najbardziej inwazyjnych.
A co w obowiązującej uchwale wymaga zaostrzenia?
Przede wszystkim kwestia płacht reklamowych na rusztowaniach. Myślę, że poza tym osiągnęliśmy pewien kompromis, bo przecież nikt nigdy nie mówił, że chcemy całkowicie wyeliminować jakąkolwiek reklamę z miasta. Chodziło po prostu o to, żeby ją uporządkować, żeby to wszystko było w granicach zdrowego rozsądku.
Czy Twoim zdaniem takie przepisy należałoby rozszerzyć i uchwalić ustawę w skali całego kraju? Czy to już za dużo?
To nie jest za dużo, przeciwnie – to jest jedyny sposób na posprzątanie Polski. O ile w większych miastach często jest wola mieszkańców i wola polityczna, w gminach wiejskich tego brakuje. Po pierwsze dlatego, że część mieszkańców ma posesje wzdłuż głównej drogi i czerpie z tego tytułu korzyści, a dla pozostałych nie jest to temat palący. W związku z tym nie możemy liczyć, że 2,5 tysiąca gmin w Polsce podejmie z własnej inicjatywy taką uchwałę. Poza tym proces jest bardzo skomplikowany legislacyjnie i technicznie, więc małe gminy wiejskie nie mają często zasobów, żeby taką uchwałę podjąć. Ale w tej sprawie nic się obecnie nie dzieje, nie są mi znane żadne plany, by przeprowadzić takie reformy. Nie wiem, czy kiedyś w tej sprawie wydarzy się coś pozytywnego.